Stary, ale jak nowy

Ponad miesiąc trwał remont oddziału ginekologiczno-położniczego i noworodków Szpitala Praskiego. Jego termin został wybrany nieprzypadkowo: z jednej strony oddział i tak powinien przestać przyjmować pacjentki do końca roku, gdyż bardzo znacznie został przekroczony podpisany z NFZ kontrakt, a za nadwyżki fundusz nie chciał płacić, co pogłębiało zadłużenie. Z drugiej zaś strony znalazły się pieniądze: z miasta i z wpłat sponsorów oddziału.

Był to pierwszy od 9 lat tak szeroki remont. Malowanie, remonty instalacji, nowe łazienki, częściowo nowe podłogi, a przede wszystkim nowe wyposażenie i aparatura.

Na oddziale położniczym oprócz malowania i wykonania na razie jednej łazienki (druga będzie gotowa pod koniec stycznia), powstały dwie pojedyncze sale ze wspólną łazienką. Kupiono nowe łóżka porodowe (28 tys. zł jedno), nowe aparaty KTG (do monitorowania tętna płodu i przebiegu akcji porodowej). Oddział położniczy dostał także nowy stół operacyjny (ponad 150 tys. zł) i aparat do narkozy.

Oddział ginekologiczny ma także wymienioną część instalacji. Podobnie jak na położnictwie jest gotowa na razie jedna łazienka - druga będzie oddana pod koniec miesiąca. Nowy stół operacyjny pozwala na przewiezienie pacjentki na oddział bez przenoszenia - przenosi się ją na wózek wraz z blatem stołu. Blok operacyjny wzbogacił się o nową lampę (bagatela - ok. 75 tys. zł), która lepiej oświetla pole operacyjne. Tu także zakupiono nowy aparat do narkozy z monitorem (ponad 150 tys. zł), który pozwala na obserwowanie wszystkich funkcji życiowych.

Bez fanfar i przecinania wstęgi, we własnym gronie, oddział otwarto 8 stycznia. Uroczyste otwarcie miało się odbyć o 9 rano, ale ordynator, dr Władysław Fidziński, który przyjechał jak zwykle znacznie wcześniej, o 7.30 zastał już 4 czekające pacjentki. Do 9 w ginekologicznej izbie przyjęć była już kolejka...

Przy kanapkach, które dostarczyła Ewa Żebrowska, prowadząca na terenie szpitala sklep, w obecności p.o. naczelnego dyrektora Henryka Janiaka, ordynator podziękował wszystkim: salowym, pielęgniarkom i położnym, które z własnej inicjatywy pomagały przy remoncie. Podziękował także sponsorom, zwłaszcza niezawodnej firmie Adamed, która zawsze reaguje na prośby o wsparcie finansowe, a która tym razem dała 20 tys. zł, PZU Życie - 28 tys. zł i firmie ALTEA, która zafundowała żaluzje na sali porodowej i poporodowych. Podkreślił, że należy mieć nadzieję na to, iż tegoroczny kontrakt z NFZ pozwoli wreszcie na zbilansowanie nakładów i wydatków. Fakt, że miasto dało pieniądze na remont, jest dowodem na to, że cała walka o przetrwanie oddziału była słuszna, że wsłuchano się w argumenty - także pacjentów.

Niestety, wciąż jeszcze nie jest gotowa główna klatka schodowa - i na pięknie odnowione oddziały trzeba wchodzić bocznymi schodami. Trwa dyskusja z wojewódzkim konserwatorem zabytków, który nie chce zgodzić się na wymianę starych płytek na podestach, traktując je jako zabytek, choć są w tragicznym stanie. Może ostatecznie uda się wynegocjować przeniesienie owych płytek gdzie indziej, choć zakrawa to na groteskę. Przypomnijmy, że szpital ma ponad 200 lat, a najstarszy jest właśnie budynek B, w którym mieści się m.in. ginekologia i położnictwo. W starych murach powstają coraz bardziej nowoczesne oddziały. W tym roku - jak publicznie obiecał dyr. Janiak - oddział ma dostać nowe USG (taki aparat, jakiego potrzebuje oddział, kosztuje ponad 300 tys. zł). Remonty w całym szpitalu będą trwać nadal - tylko na te cele z Biura Polityki Zdrowotnej szpital dostał w tym roku 1,6 mln zł.


ET





Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej