Strategia Lizbońska a Polska

Przyjęcie Strategii Lizbońskiej na szczycie Unii Europejskiej w marcu 2000 roku odbywało się w atmosferze optymizmu i wiary, że jest możliwe uczynienie do końca 2010 roku z unijnej gospodarki realnego konkurenta dla USA. Wiara i optymizm były oparte na solidnych podstawach - średni wzrost gospodarczy Unii wynosił 3 proc., 1,5-procentowa inflacja była niska, deficyt finansów publicznych w wysokości 1,75 proc. wyglądał bardzo solidnie. Dzisiejsza sytuacja UE po wejściu doń nowych krajów członkowskich nie jest już tak dobra. Przyszedł czas na ostudzenie optymistycznych nastrojów.

Trzeba przyznać, że oczekiwania wobec konferencji Strategia Lizbońska inspiracją dla aktywnego udziału w lokalnych projektach innowacyjnych zorganizowanej przez Fundację "Unia & Polska" zostały nieco zawiedzione. Zbyt mało konkretów dotyczących społeczności lokalnych, zbyt wiele ogólników. Sama Strategia Lizbońska sprawia wrażenie nieco na siłę stworzonego programu, a jak wynika z efektów jej wdrażania kłopotów nie brakuje. Założenia strategii obejmują trzy poziomy - gospodarczy, społeczny i ekologiczny. Nawiasem mówiąc granice pomiędzy poszczególnymi poziomami sprawiają wrażenie dość płynnych, a konkretne punkty programu napisane są językiem nieco przypominającym język założeń społeczno - ekonomicznych z minionej epoki. Na poziomie gospodarczym strategia definiuje szereg zadań - tworzenie społeczeństwa informacyjnego, tworzenie europejskiego obszaru badań naukowych i innowacyjnych, tworzenie środowiska sprzyjającego rozwojowi innowacyjnych przedsiębiorstw, reformy ekonomiczne na rzecz rynku wewnętrznego Unii, wydajne i zintegrowane rynki finansowe, koordynacja polityk makroekonomicznych. W wymiarze społecznym - edukacja dla życia i pracy (?!), aktywna polityka zatrudnienia, modernizacja opieki społecznej, promocja zaangażowania społecznego.

W wymiarze ekologicznym przewiduje się działania podyktowane przede wszystkim przez przyjęcie protokołu z Kioto - walka ze zmianami klimatycznymi, transport przyjazny dla środowiska, walka z zagrożeniami dla zdrowia publicznego, odpowiedzialne wykorzystanie zasobów naturalnych.

Jako wadę strategii wskazuje się brak zapisu o konieczności reformy europejskiego modelu społecznego, choć warto się zastanowić czy wobec wielości modeli społecznych państw członkowskich jest to w ogóle możliwe. Spośród innych wad zwraca się uwagę na kiepsko realizowane i źle zaplanowane reformy rynku pracy i znów pojawia się pytanie, czy możliwe jest jednolite zreformowanie rynku pracy w całej Unii. Krytycy uważają, że praktycznie nie zaplanowano reformy opieki społecznej i reformy wydatków publicznych. Strategia Lizbońska nie jest czymś nowym, jest raczej bardziej zebraniem w jeden pakiet i nazwaniem pewnych procesów, które przebiegały wcześniej. Krytycy, których nie zabrakło na konferencji uważają, że program strategii jest li tylko nową unijną frazeologią. Entuzjaści upatrują istotę programu w dążeniu do lepszego wykorzystania istniejącego potencjału Unii - pracy, wiedzy, kapitału m.in. poprzez deregulację i urynkowienie gospodarek oraz nowe formy konkurowania z gospodarką USA.

Dla wnikliwych obserwatorów procesów zachodzących w UE jest oczywiste, że jej potencjał nie jest wykorzystywany. Widać to niemal na każdym kroku, szczególnie jeśli chodzi o wykorzystanie kapitału ludzkiego. Stopa zatrudnienia w USA (odsetek pracujących w odniesieniu do liczby ludności w wieku produkcyjnym) wynosi 73 proc., w UE - 64 proc, w Polsce zaledwie 53 proc. Ponadto w USA pracuje się dłużej - 2100 godzin rocznie, w Unii np. w Niemczech - 1500 godzin. W Unii przechodzi się na emeryturę średnio w wieku 60 lat, zaś w USA w wieku 63 lat. Wielką rezerwą rozwojową UE jest niezrealizowane ujednolicenie rynku. Rozdrobnione rynki telekomunikacji, energetyki, transportu, usług finansowych powodują, że koszty usług dla firm i gospodarstw domowych w tych dziedzinach są znacznie wyższe niż w USA i ich jakość jest gorsza ze względu na znikomą konkurencyjność. Immanentną cechą Europy jest niski poziom komercjalizacji badań naukowych, a raczej gorsze wykorzystanie praktyczne wiedzy i potencjału naukowego. Stąd wielkie zadanie dla szkół i uczelni - ich programy nauczania muszą otworzyć się na potrzeby gospodarki.

Realizacja Strategii Lizbońskiej trwa, jednak nie da się uniknąć opóźnień, które pojawiają się m.in. w wyniku konieczności osiągania kompromisów, krytycy uważają, że nadmiernych. Potknięcia zdarzają się w różnych, pozornie drobnych kwestiach jak choćby wprowadzenie wspólnego patentu europejskiego. Miał zostać wdrożony w 2001 roku, dałoby się zaoszczędzić na jego wprowadzeniu pół miliarda euro rocznie! Wszystko rozbiło się o języki. Ustalono, że obowiązującymi dla patentowych dokumentacji będą angielski, niemiecki i francuski. Nie były tym zachwycone niektóre spośród krajów członkowskich. Wobec tego wprowadzono dodatkowy zapis, umożliwiający przygotowanie części dokumentacji w językach narodowych. Ostatecznie zapisy patentowe uzgodniono w 2003 roku.

15 mld euro rocznie kosztuje Unię brak liberalizacji rynku energetycznego. Dopiero w ubiegłym roku udało się to uczynić dla odbiorców biznesowych, odbiorcy indywidualni muszą poczekać na liberalizację do 2007 roku. Zagrały interesy narodowe. Zadowalające jest otwarcie rynków jeśli chodzi o telekomunikację. Można uznać, że liberalizacja się dokonała. Udało się nieco poprawić sferę zatrudnienia, przybywa miejsc pracy, wzrasta nieznacznie stopa zatrudnienia. Będą problemy z niektórymi rozwiązaniami systemu socjalnego, takimi choćby jak podniesienie wieku emerytalnego, zmniejszenie zasiłków dla bezrobotnych, skrócenie czasu wypowiedzenia pracy. Realizacja tych ostatnich zadań nie będzie łatwa ze względu na radykalną zmianę warunków wdrażania Strategii - po dwóch latach, w 2002 roku, gospodarka światowa znacząco wyhamowała, pogorszyła się również sytuacja w UE. Stagnacja gospodarcza, napięcia budżetowe we Francji i Niemczech, zagrożenia wynikające ze starzenia się społeczeństw krajów Europy. Wszystko to sprawia, że luka rozwojowa UE w stosunku do Stanów Zjednoczonych miast się zmniejszać systematycznie się powiększa. Stawką w tej grze staje się więc raczej uniknięcie stagnacji.

Z perspektywy kilku lat funkcjonowania Strategii Lizbońskiej widać już, że najlepiej z jej wdrażaniem radzą sobie kraje skandynawskie - Szwecja i Finlandia, nieźle - Wielka Brytania i Irlandia, największe problemy mają Włochy, Francja i Niemcy.

Polskie priorytety wobec Strategii Lizbońskiej określają stosunek do niej - nie można zakładać żadnych automatyzmów. Nowe kraje członkowskie - w tym Polska - wnoszą do UE nowe akcenty, ale generalnie istnieje zgoda na ogólne założenia strategii. Sytuacja Polski jest specyficzna, znajdujemy się na innym poziomie rozwoju. Polskę charakteryzuje niższy poziom dochodu obywateli i państwa, mniej nowoczesna struktura gospodarki, niski poziom produktywności, niedokończona transformacja, słabość instytucji publicznych, korupcja, upartyjnienie, bliskie związki polityki i biznesu, silne grupy interesów, niedorozwój infrastruktury technicznej, nie sprywatyzowane molochy, rozdrobniony sektor prywatny. W związku z powyższymi ograniczeniami powinniśmy się koncentrować na rozwoju przedsiębiorczości, wzroście zatrudnienia i modernizacji modelu społecznego, liberalizacji rynku i jego integracji z rynkiem unijnym, przyspieszeniu rozwoju tych dziedzin gospodarki, które związane są z nowymi technologiami. Wskaźniki rozwoju gospodarczego mamy niezłe, do poprawki kwalifikuje się wykorzystanie kapitału ludzkiego - ograniczenie bezrobocia i aktywizacja zawodowa, uelastycznienie rynku pracy, reforma emerytalna to najprostsza droga do uzyskania równowagi budżetowej i zwiększenia dynamiki gospodarczej. Ogólnie rzecz ujmując nasza strategia musi być prozatrudnieniowa i prowydajnościowa. Wielką nadzieją Polski są nasze lokomotywy gospodarki - małe i średnie przedsiębiorstwa i ich przewidywana ekspansja na rynki unijne.

Pomimo wielu wad Strategia Lizbońska jest dziś jedynym w miarę spójnym i najbardziej ogólnym programem unijnym. To swoisty, długofalowy drogowskaz dla gospodarki, modelu społecznego i stosunku do środowiska naturalnego Europy. Wydaje się, że warto zapoznać się z jej założeniami. W następnym wydaniu NGP przyjrzymy się realizacji konkretnych rozwiązań Strategii Lizbońskiej w UE i w Polsce.

Elżbieta Gutowska

11370