Pozwólmy im żyć!

W Warszawie, poza ludźmi, mieszkają też dzikie zwierzęta. Szczególnie dużo jest ich w Białołęce. Znaczną część naszej dzielnicy stanowią lasy i to właśnie stamtąd przychodzą. Mamy szczęście, że mieszkając w mieście, możemy obcować ze zwierzętami i obserwować je. Nie każdy jednak to docenia i potrafi zachowywać się tak, aby nie naruszać praw naszych braci mniejszych.

Mieszkańcy ulicy Orneckiej przyzwyczaili się do spotkań z czworonożnymi i skrzydlatymi sąsiadami z pobliskiego lasu. Pod posesje przylegające do łąki często przychodzą sarny. Jeden z domów szczególnie upodobał sobie dzik, urządzając sobie na terenie zabudowań legowisko. Dziki, wbrew krążącym opiniom są zwierzętami bardzo ufnymi, atakującymi tylko wtedy, kiedy muszą się bronić. Na terenie stacji uzdatniania wody często można zobaczyć odpoczywającego zająca. Szczególnie dużo jest też w tej okolicy ptaków. Ornitolodzy-amatorzy mają tu prawdziwy raj. Bażanty, kuropatwy, rudziki, sójki to stali bywalcy tej części Białołęki, ostatnio pojawiła się para kaczek krzyżówek.

Niestety, spokój leśnych zwierząt jest często zakłócany przez puszczane wolno psy, co świadczy o niefrasobliwości ludzi. Wielokrotnie zdarzało się, że psy goniły kotną sarnę czy zająca. Raz pies myśliwskiej rasy, biegnąc przy rowerze swego pana, nagle pogonił sarniego koziołka. Właściciel psa to widział i nie zareagował, wręcz był zadowolony ze sprawności swojego pupila.

Z prośbą o przedstawienie sytuacji zwierząt leśnych w Białołęce zwróciliśmy się do naczelnika Wydziały Ochrony Środowiska Dzielnicy Warszawa-Białołęka, Ilony Kuleczki.

-Przy okazji sporządzania planów Białołęki Dworskiej zlecono szczegółowe opracowanie tego terenu i stąd wiemy, jakie zwierzęta tu żyją - mówi Ilona Kuleczka. - Najwięcej danych mamy o ptakach. Kilka lat temu instalowaliśmy budki lęgowe dla sikorek, wróbli i szpaków. Co roku naprawiamy też bocianie gniazda, mamy ich na naszym terenie 14. W tym roku część gniazd, z niewiadomych powodów nie zostało zasiedlonych.

-Jeśli chodzi o ssaki, na terenie Białołęki żyją sarny, dziki, łosie, lisy, kuny i bobry. Dziki potrafią wyrządzać spore szkody. Mieliśmy zgłoszenia z ulicy Polnych Kwiatów, że całe watahy dzików podchodziły pod domy mieszkalne, strasząc dzieci i doprowadzając do szału psy. Przy ulicy Stasinek dziki zniszczyły park wokół zabytkowego dworku. Problemy mamy również z bobrami. Gryzonie te upodobały sobie Kanał Żerański oraz tereny północno-wschodniej Białołęki. 2-3 lata temu zrobiliśmy tam przebudowę urządzeń melioracyjnych. Rowy melioracyjne zostały wyłożone płytami na specjalnej włókninie. Gnieżdżące się tam bobry zniszczyły całą tę konstrukcję, drążąc swoje korytarze i budując żeremia. Myśleliśmy nawet o tym, żeby je przesiedlić, np. do Kampinosu, ale tam też ich nie chcą.

Wygląda na to, że zwierzęta przeszkadzają człowiekowi. Ale to przecież one były tu pierwsze, a człowiek wszedł na ich teren. Lasy coraz bardziej się kurczą. Zwierzęta są wypierane przez ludzi. Zmiany w środowisku, dokonujące się pod wpływem działalności człowieka powodują, że wiele gatunków zwierząt zmniejsza swoją liczebność lub ginie. Dlatego podejmuje się działania mające na celu ochronę leśnych zwierząt.

Białołęka i jej lasy (Legionowskie, Choszczówkowskie) objęte są Warszawskim Obszarem Chronionego Krajobrazu. Na takim terenie zabudowa jest ograniczona. Wpływ człowieka na zmiany krajobrazu też jest ograniczony. Tworzy się specjalne korytarze do przechodzenia zwierząt. Działki muszą mieć takie ogrodzenia, aby małe zwierzęta mogły się swobodnie przemieszczać. Obowiązuje tam ochrona zwierząt i roślin.

Jednak nie tylko na terenie Obszaru Chronionego Krajobrazu ludzie powinni się stosować do obowiązujących przepisów. Istnieje ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Ustawa zobowiązuje gminy do stworzenia zasad określających wymagania wobec osób, trzymających zwierzęta domowe. Rok temu, 8 lipca 2004 r. został przyjęty przez władze miasta taki regulamin dla całej Warszawy.

W rozdziale 5 tego regulaminu są określone obowiązki osób utrzymujących zwierzęta domowe. Mówi się tam m. in. o wyprowadzaniu zwierząt na terenie przeznaczonym do użytku publicznego. Psy mogą być tam wyprowadzane tylko na smyczy, a agresywne tylko w kagańcach. Osoby utrzymujące zwierzęta domowe mają obowiązek nie dopuszczać do zakłócenia spokoju w miejscach publicznych. W tym miejscu trzeba również zrozumieć właścicieli psów. Każdy chce jak najlepiej dla swego czworonoga. Wyprowadzając go na spacer, szczególnie na terenie podmiejskim, chce, aby pies się swobodnie wybiegał. Chodzi o to, że właściciel musi po prostu panować nad zwierzęciem, pilnować go, w razie czego przywołać go i nie dopuścić do straszenia dzikiej zwierzyny. Istotny problem stanowią też bezpańskie psy, które łączą się w stada i polują w lasach. Jak twierdzi Ilona Kuleczka, odpowiada za nie miasto. Wypadki wałęsających się psów trzeba zgłaszać do Straży Miejskiej, która ma specjalny oddział upoważniony do wyłapywania bezpańskich zwierząt. Złapane psy odwożone są do schroniska na Paluchu.

Dzielnice natomiast zajmują się sterylizacją i kastracją bezdomnych zwierząt, głównie kotów. –Chodzi o to, aby się nie rozmnażały – mówi Ilona Kuleczka -wykorzystujemy wolontariuszy, dajemy im karmę i zobowiązujemy do dalszej opieki nad tymi zwierzętami.

Większym problemem niż bezpańskie koty i psy dla zwierząt leśnych jest bezmyślność i brak wrażliwości ludzi. Musimy zrozumieć, że to zwierzęta są na terenach podmiejskich u siebie, to jest ich miejsce, które człowiek im brutalnie zabiera. Jesteśmy im coś winni. Starajmy się ich nie płoszyć, pilnujmy nasze psy, aby ich nie straszyły i nie goniły, pozwólmy im spokojnie żyć obok siebie.

Joanna Kiwilszo
7628