Niebezpieczne, choć niewidzialne

Po przeczytaniu artykułu w ECHU "Czy maszty GSM mogą szkodzić, czy wprost przeciwnie" z 20 maja br. ogarnęło mnie przerażenie jak można tak bezczelnie kłamać i wpajać ludziom takie bzdury. (...) Autor, który przedstawił te ohydne kłamstwa jest w moim przekonaniu oszustem, ponieważ bezczelnie oszukuje opinię publiczną (nawet się nie podpisał). Zapewne działa na zlecenie operatorów.

Takie, bardzo ostre słowa, znalazły się w liście naszego Czytelnika, który polemizuje z większością tez zawartych w artykule "Echa". Według Czytelnika, nie można tłumaczyć obaw ludzi mieszkających w pobliżu stacji bazowych telefonii komórkowej lękiem przed nieznanym. Niejonizujące promieniowanie elektromagnetyczne z pewnością wywiera niekorzystny wpływ na organizm. Polskie normy, jeśli chodzi o emisję pól elektromagnetycznych, nie są - jak twierdzi autor artykułu w „Echu” - bardziej rygorystyczne niż normy europejskie. Jest akurat odwrotnie. Pole emitowane przez stacje bazowe telefonii komórkowej według autora artykułu wynosi od 7 do 100 watów, czyli tyle, ile emituje jedna żarówka. Czytelnik nie zgadza się i z tą tezą. - Jak wynika z raportów oddziaływania na środowisko, których jestem posiadaczem, ponieważ zajmuję się stacjami bazowymi (bts), pole emitowane najczęściej oscyluje w granicach 10 000 do 20 000 wat a nawet więcej. Porównywanie niejonizujacego promieniowania e-m do żarówki jest robieniem wody z mózgu ludziom niezorientowanym w temacie (totalna bzdura). Spróbujmy przyjrzeć się problemowi. Na początku 2001 na stronie internetowej www.europarl.eu.int ukazały się wydawnictwa Parlamentu Europejskiego - "Pole elektromagnetyczne a zdrowie" ("Electromagnetic Fields and Health") a także "Psychologiczne i środowiskowe skutki niejonizującego promieniowania elektromagnetycznego” („The Phisiological and Enviroinmential Effects Non-Ionising Electromagnetic Radiation"). Ukazały się w językach narodowych starych państw Unii Europejskiej. Stowarzyszenie Kulturalno - Ekologiczne "Zielone Mazowsze" skierowało na początku tego roku prośbę do Ministerstwa Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa o przetłumaczenie dokumentów na język polski, ze względu na ich wagę dla zmiany stereotypu patrzenia na zagrożenia tzw. elektroskażeniami.

Minister zignorował prośbę, określając dokumenty jako materiał roboczy, do dyskusji. Rok wcześniej, z tą samą prośbą, zwróciło się do ministerstwa Stowarzyszenie Przeciwdziałania Elektroskażeniom w Grzybowie. Odpowiedź była niemal identyczna. Działający w stowarzyszeniu inż. Marian Kłoszewski, były operator telefonii komórkowej, od lat próbuje uświadomić odpowiedzialnym za środowisko naturalne czynnikom, że rozwijająca się w Polsce - w sposób niepohamowany - telefonia komórkowa zagraża naszemu zdrowiu. Dokumenty Parlamentu Europejskiego, których przetłumaczenia na polski odmówił minister środowiska, zostały przygotowane przez Dyrekcję Naukową STOA (Scientific and Technological Options Assessment), która jest wyspecjalizowaną placówką naukową, organem doradczym i opiniotwórczym parlamentu UE. Dyrekcja STOA jest instytucją niezależną od przemysłu, a więc - według Mariana Kłoszewskiego - materiał przedstawiony w tych dokumentach nie pochodzi z ustaleń kompromisowych lub nacisków lobbystycznych. Jest materiałem faktograficznym, opartym na aktualnej wiedzy, a więc jest w pełni wiarygodny. Zasadniczą przyczyną kontrowersji w poglądzie na szkodliwe działanie pól elektromagnetycznych, wytwarzanych przez źródła techniczne, jest wg autora sprzeczność interesów między lobby przemysłowym a zwolennikami ochrony środowiska i zdrowia ludzi przed tymi polami. Kontrowersje dotyczą tylko poziomów pól, przy których występują szkodliwe oddziaływania. Poza dyskusją jest fakt, iż pola ponadnormatywne mogą działać szkodliwie.

Jest tajemnicą poliszynela, że w interesie przemysłu są większe wartości dopuszczalne pól elektromagnetycznych, bowiem bez nich niemożliwe byłoby zastosowanie nowoczesnych urządzeń radioelektronicznych. W tym biznesie mają swój udział gospodarki państw wysoko uprzemysłowionych ze względu na gigantyczne wpływy finansowe. Pola elektromagnetyczne (e-m) są doskonałym nośnikiem informacji, dlatego przestrzeń nasycona nimi stała się żyłą złota dla mediów radioelektronicznych. Roczny światowy dochód z samej tylko telefonii komórkowej wynosi 1,2 biliona dolarów i co roku rośnie o dwadzieścia procent. Jednak druga strona medalu jest zatrważająca. Według naukowców badających zagadnienie, nośnik ów penetruje organizm ludzki, modyfikując funkcje i struktury układów biologicznych. Naukowcy nie negują potrzeby rozwoju nowych technologii. Broniąc środowiska i zdrowia ludzi, dążą jedynie do zminimalizowania zagrożeń przez zmniejszenie dopuszczalnych poziomów natężenia pól e-m. Nie reprezentują żadnego lobby, nie mają wpływu na stanowienie prawa i nie mogą liczyć na szersze poparcie ze strony społeczeństwa, które jest utrzymywane w nieświadomości istniejących zagrożeń, czego przykładem jest zignorowanie przez ministra środowiska dokumentów Parlamentu Europejskiego, w których zaleca się, aby wartości pól e-m w miejscach przebywania ludzi nie przekraczały 10 nW/cm kw. Polska norma przekracza tę wartość tysiąckrotnie. Znacznie bardziej rygorystyczne są zalecenia rezolucji Buergerforum Elektrosmog z 1999. Dokument określa, że poziom emisji pól e-m w miejscach wypoczynku ludzi nie powinien przekraczać 0,01 ěW/m kw. W tym przypadku polska norma jest 10 milionów razy wyższa. W ostatnim dziesięcioleciu nastąpiło w Polsce znaczne zliberalizowanie przepisów. W 1998 r. minister środowiska zwiększył poziomy norm czterokrotnie, znosząc tzw. II strefę ochronną, ustaloną w 1980 i utrzymał te poziomy w rozporządzeniu z 2003. Kolejnym krokiem ku liberalizacji przepisów jest pismo ministra środowiska z 8.05.2002 skierowane do wojewodów i zalecające wydawanie zezwoleń na inwestycje radiokomunikacyjne, w tym telefonii komórkowej, bez zapisów w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, jeśli pola e-m emitowane przez owe inwestycje nie przekraczają norm w terenie dostępnym dla ludzi.

Jak łatwo się domyślić, wszystkie one są standardowe i norm nie przekraczają - normy dostosowano właśnie do nich. Wobec tego żadna z tych inwestycji nie wymaga zapisów w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Oczywiście nie oznacza to, że nie stanowią zagrożenia dla środowiska naturalnego i dla ludzi. I krok kolejny - zmiana kategorii inwestycji emitujących pola e-m. Według rozporządzenia MOŚZNiL z 1998 inwestycje te należały do kategorii „mogących pogorszyć stan środowiska”. W rozporządzeniu Rady Ministrów z 24.09.2002 zmieniono ją na „mogące znacząco oddziaływać na środowisko”. Jest spora różnica pomiędzy obu określeniami, jeśli chodzi o przełożenie ich na praktykę. "Pogorszenie stanu" oznacza skutek jakiegoś działania i ma znaczenie praktyczne. Natomiast określenie „mogący znacząco oddziaływać” wskazuje na proces i nic nie mówi o następstwach tego oddziaływania, a więc równie dobrze - w myśl tego zapisu - pola e-m mogą nie mieć wpływu na pogarszanie się stanu środowiska. Według krytyków liberalnych przepisów minister środowiska uznał przyjętą arbitralnie normę 0,1 W/m kw. za gwarantującą brak szkodliwych oddziaływań pól e-m na zdrowie ludzi. Oznacza to, że we wszystkich procedurach związanych z budową i eksploatacją źródeł promieniowania elektromagnetycznego Główny Inspektor Sanitarny i podległe mu służby, władze administracyjne, a nawet eksperci oceniający oddziaływania pól e-m i ekipy dokonujące ich pomiarów, traktują graniczną wartość dopuszczalną 0,1 W/m kw. jako kryterium braku zagrożenia dla środowiska i zdrowia ludzi, co według krytyków jest nieuprawnione i powoduje, że Polska jest swoistym Eldorado m.in. dla operatorów telefonii komórkowej.

Tymczasem norma biologiczna dla żywych organizmów to promieniowanie na poziomie tła naturalnego, które dla mikrofal jest 100 miliardów razy niższe niż przewiduje polska norma. Wszelkie przekroczenia tego poziomu należy traktować jako anomalię. W dokumentach Parlamentu Europejskiego określono sytuację ludności poddanej napromieniowaniu przez stacje bazowe telefonii komórkowej jako masowy eksperyment. Dotyczy to starych państw UE, a przecież sytuacja Polaków jest jeszcze gorsza ze względu na liberalne przepisy. Dokumenty Parlamentu Europejskiego zwracają uwagę na konieczność szczególnej ochrony dzieci i młodzieży przed promieniowaniem mikrofalowym telefonii komórkowej. Idąc za tą sugestią rząd Wielkiej Brytanii wydał zalecenie dla szkół i rodziców, aby dzieci do lat 16. nie używały telefonów komórkowych. Polskie władze jakby nie widziały problemu. Nikt nie reaguje na reklamy telefonii komórkowej adresowane do dzieci. Stacje bazowe są budowane w pobliżu szkół, szpitali i w osiedlach mieszkaniowych. Niewątpliwy wpływ na liberalne podejście do emisji pól e-m mają ekspertyzy naukowców.

Prof. dr hab. med. Stanisław Szmigielski z Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii jest uważany za specjalistę z zakresu oddziaływań biologicznych pól e-m na organizmy żywe. Jego liczne szczegółowe opinie m.in. dla potrzeb postępowań sądowych dają asumpt do twierdzenia o braku szkodliwości pól e-m. Oto fragmenty jego opinii. - Pasmo radiofal długich (0,1 – 1 MHz), w którym mieści się częstotliwość 225 kHz, będąca przedmiotem niniejszej opinii, jest fragmentem PEM (pola elektromagnetycznego przyp. red.) nie mającym zdolności wywoływania bezpośrednich efektów biologicznych, a tym samym nie może być związane z ryzykiem rozwoju jakichkolwiek chorób, w tym chorób nowotworowych. Wynika to z dobrze udokumentowanego faktu, że PEM częstotliwości 225 kHz nie mogą wnikać do wnętrza ciała ludzkiego i energia tych PEM nie ulega tam pochłanianiu (absorpcji) i nie może powodować zmian w komórkach i tkankach będących przyczyną zmian chorobowych. Absorpcja energii PEM w obiektach biologicznych, w tym w ciele człowieka, jest zjawiskiem dobrze poznanym na podstawie licznych obliczeń teoretycznych i pomiarów doświadczalnych , a wyniki tych analiz nie budzą żadnych wątpliwości ekspertów. (...)

W świetle dobrze udokumentowanej wiedzy o działaniu biologicznym nie istnieje ryzyko zdrowotne długotrwałej ekspozycji na pola e-m o częstotliwości 225 kHz i natężeniu znacznie wyższym od 5 – 20 V/m, gdyż pola tej częstotliwości praktycznie nie wnikają do wnętrza ciała ludzkiego („opływają” ciało) i tym samym nie mogą wywołać efektów biologicznych. Krytycy uważają, że powyższe opinie są hańbą dla polskiej nauki.

Oto fragment opinii prof. dr. hab. med. Wojciecha Gruszczyńskiego, dotyczącej oddziaływania masztu radiowo - telewizyjnego w Gąbinie. - Moim zdaniem, wyniki badań uzyskane przez Instytut Medycyny Pracy z Sosnowca w części oceny zdrowia psychicznego ludzi sugerują pewne zagrożenia, które nie zostały jednak odnotowane we wnioskach końcowych. Szczególnie chodzi mi o wyniki badań populacji dziecięcej. 53 proc. dzieci skarży się na bóle głowy, ogólne osłabienie, zaburzenia snu, stany lękowe, trudności w skupieniu uwagi i trudności uczenia się. Zgłaszane dolegliwości przypominają dziecięcy zespół psychoorganiczny, określany jako minimalne uszkodzenie mózgu. Mimo to, nie przeprowadzono stosownych badań neuropsychologicznych, nie poddano też dzieci badaniom EEG. Jeżeli chodzi o badania populacji osób dorosłych, u co trzeciego mieszkańca stwierdzono objawy nerwicy wegetatywnej. Jeżeli do tego dodamy znaczny odsetek osób cierpiących na nadciśnienie tętnicze, chorobę niedokrwienia serca i otyłość, wówczas ocena stanu psychicznego musi być szczególnie wnikliwa, tym bardziej, że dotyczy osób w wieku 30 - 40 lat. Nie przekonuje mnie absolutnie interpretacja zawarta w raporcie, że zaburzenia te należy wiązać z uciążliwym trybem życia, stresem zawodowym i neurotycznym typem osobowości ludzi zamieszkujących podgąbińskie wsie. Ta opinia może się równie dobrze odnosić do oddziaływania pól e-m emitowanych przez stacje bazowe telefonii komórkowej. Wartości emisji są bardzo zbliżone.

Zbigniew Gelzok z Rybnika-Kłokocina kilka lat pracował jako monter stacji bazowych telefonii komórkowej. W 2002 zaczęły się jego problemy zdrowotne. Cierpiał na bezsenność i bóle głowy. - Okazało się, że mam strasznie zniszczony kręgosłup. Miałem 33 lata, a czułem się jak wrak człowieka - mówi. Jest na rencie i walczy o uznanie choroby zawodowej. W podobnej sytuacji jest wielu jego kolegów. Gelzok jest przekonany, że stracił zdrowie z powodu szkodliwego oddziaływania stacji bazowych telefonii komórkowej. Nie zgadza się z twierdzeniem, że ich oddziaływanie jest nieszkodliwe. Nie jest w tym osamotniony - przeciwko stacjom BTS protestowali m.in. mieszkańcy Świerklan, kilku rybnickich dzielnic - Gotartowic, Kamienia, Ochojca, Grabowni, Niedobczyc i Ligoty. Przeciwko montowaniu stacji bazowych protestują również mieszkańcy stolicy. Mieszkańcy 13 piętra budynku przy Kowalczyka 3 protestowali przeciwko instalacji stacji bazowej telefonii komórkowej Era GSM - stacja do dziś nie stanęła. Lokatorzy z Dąbrowszczaków 10 i Szymanowskiego 4 zorganizowali nawet pikietę, kiedy w ich budynku pojawili się monterzy Polkomtela S.A. GSM Plus, żeby zainstalować stację bazową. Pomimo protestów urządzenia stanęły na dachu i funkcjonują. Z pismem do kierownictwa ZNK Praga Północ przeciwko instalacji aparatury występował m.in. lokator, który miał wszczepiony rozrusznik serca. Mężczyzna zmarł kilka tygodni po zamontowaniu stacji bazowej. Można sobie wyobrazić, jak to zdarzenie pobudziło wyobraźnię innych lokatorów budynku. Przy Dorodnej, na dachu jednego z budynków Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej miała stanąć stacja bazowa. Operatorzy telefonii komórkowej już czterokrotnie przymierzali się do tego przedsięwzięcia. Za każdym razem napotykali opór okolicznych mieszkańców.

Rozwoju telefonii komórkowej nie da się już powstrzymać. Gęsta miejska zabudowa sprawia, że stacje bazowe coraz bardziej zbliżają się do miejsc zamieszkania ludzi. Wydaje się jednak, że należałoby wprowadzić dużo bardziej rygorystyczne normy dla emisji elektroskażeń. Być może jakimś rozwiązaniem byłoby ekranowanie urządzeń generujących pole elektromagnetyczne. Stopień zaawansowania nowoczesnych technologii wydaje się na tyle wysoki, że jest to chyba możliwe. I z pewnością nie warto oglądać się na koszty. Zdrowie ludzi jest bezcenne.

Elżbieta Gutowska
16240