|
Kolejka inna niż wszystkie
Gwarna grupa ludzi stojąca wzdłuż ceglanej ściany budynku. Kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn, starszych i w średnim wieku. Pytam ostatniego w kolejce, postawnego jegomościa: za czym ta kolejka. Do sióstr, po suchy prowiant odpowiada. Charakterystyczny czteropiętrowy dom przy ulicy Kawęczyńskiej podzielony jest pomiędzy dwa numery. 4a to Dom Prowincjalny Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim, przy 4b mieści się Państwowy Dom Pomocy Społecznej im. św. Brata Alberta. Pod 4a oprócz domu zakonnego swoją siedzibę ma kuchnia dla ubogich, bezdomnych i bezrobotnych. To oni stoją w kolejce wyjaśnia mi siostra, która nie chce ujawniać swojego imienia, ale za to prosi o wspomnienie w artykule o siostrze Makarii ona tu najwięcej pracuje, jest pielęgniarką, kucharką, rozdziela pożywienie i rzeczywiście siostra Makaria odziana w biały fartuch krząta się pomiędzy stołownikami w jadalni. Stołówka jest bardzo ciasna, może pomieścić jednorazowo tylko 50 osób. Chętnych do skorzystania jest o wiele więcej. Co godzina wchodzi jedna grupa. Jest czytanie Pisma Świętego, modlitwa, posiłek porcja zupy, coś na deser, sprzątanie i przygotowanie stołówki dla następnych czekających u drzwi. Grup jest 5, czasem 4. Gdy nie ma zupy, rozdawany jest suchy prowiant sery, makaron, ryż, mleko. Żywność pochodzi z różnych źródeł: z Urzędu Miasta, Urzędu Wojewody, z Agencji Banku Rolnego, z ofiar indywidualnych wpływających na konto, czasem któryś z kupców przyniesie coś z bazarku działającego po sąsiedzku. Jednak myli się ten, kto myśli, że wszystko tu podaje się na tacy mówi siostra, oprowadzając mnie po kuchni. Wybrane osoby z kolejki pomagają przy przygotowaniu posiłków, przy sprzątaniu, dźwigają zakupy, bo są pewne artykuły, które sami musimy kupić np. masło czy herbatę, i wykonują inne ciężkie prace. Na pytanie, czy zna wszystkich z kolejki, siostra się uśmiecha. Znamy ich po imieniu, chociaż nie wymagamy dokumentów przy wejściu mówi zresztą wielu z nich pogubiło dokumenty. Tożsamość jest potrzebna dopiero przy zapisach na paczki świąteczne. Ale i tak się zdarza, że pożyczają sobie wzajemnie dowody. Moja rozmówczyni jest jedną z dwóch sióstr emerytek kierujących kuchnią i stołówką. Zgodnie z charyzmatem, Albertynki służą Chrystusowi w bliźnich, zwłaszcza w najbiedniejszych. Z obrazu w przedsionku nad wszystkim czuwa św. Brat Albert, założyciel zakonu, który mawiał: Powinno się być dobrym jak chleb. Wychodząc do ubogich zawsze miał w kieszeni kromkę chleba. Pozostałe siostry, młodsze wiekiem, pracują w sąsiednim Państwowym Domu Opieki Społecznej jako wykwalifikowana kadra pielęgniarska oraz w administracji. Opiekują się przede wszystkim starszymi, przeważnie w wieku emerytalnym, kobietami, czasem bardzo chorymi. W holu na ścianie umieszczona jest tablica ze spisem wszystkich mieszkanek oszałamiające ponad sto nazwisk.
Adam Praski
|