30 marca Sejm uchwalił pozostawienie w obecnych granicach gmin warszawskich, likwidację powiatu warszawskiego, powołanie Warszawskiego Zespołu Miejskiego, zrzeszającego gminy stołeczne i podwarszawskie. Będzie to obowiązywać od nowej kadencji samorządu

Na razie wygraliśmy bitwę

- mówi Jacek Kaznowski, przewodniczący Rady Gminy Białołęka

Decyzja Sejmu o zachowaniu gmin warszawskich jest dopiero pierwszym etapem wojny. Pewien spokój uzyskamy po potwierdzeniu tego przez Senat i podpisaniu przez prezydenta. Choć bardzo cieszy mnie taki rozwój wydarzeń, to wciąż podkreślam, że następnym etapem są wybory parlamentarne, które odbędą się jesienią, na parę miesięcy przed samorządowymi. Biorąc pod uwagę wyniki sondaży, dużą szansę na wdrożenie mają programy, zakładające centralizację ustroju Warszawy, a więc likwidację gmin warszawskich. Toteż zdarzyć się może jeszcze wiele, łącznie z niemożliwością wdrożenia obecnej ustawy ustrojowej...

Przy każdej okazji powtarzamy, że to, co osiągnęły powstałe 6 lat temu gminy "wianuszka" jest dowodem na skuteczność decentralizacji władzy i pieniędzy. Działamy wspólnie z mieszkańcami. Dostrzegamy i rozwiązujemy te tylko pozornie drobne problemy, które nam utrudniają życie. Mieszkańcy mają duży wpływ na podejmowane decyzje. Radni każdej z gmin warszawskich wiedzą, jakie są priorytety. To tu, na terenach obrzeża stolicy, wciąż jeszcze występują problemy, o których władze miasta chciałyby zapomnieć. Wciąż są rejony, gdzie jeszcze nie ma wody pitnej, gazu, a o kanalizacji można tylko pomarzyć. Brakuje dróg, szkół, ośrodków kultury. Są to problemy wręcz niezrozumiałe dla mieszkańców centrum Warszawy, a dla nas - priorytetowe do rozwiązania. Zaległości inwestycyjne są ogromne, a możliwości o wiele za małe. Jak wiele udało się już zrobić przez te 6 lat i jak wiele jeszcze pozostało do zrobienia wiedzą najlepiej mieszkańcy. Przecież to oni właśnie - praktycznie jednomyślnie - w październikowych konsultacjach opowiedzieli się za zachowaniem gminy w obecnym kształcie. To jeszcze jeden dowód na to, że gminy warszawskie są potrzebne: nie wolno patrzeć tylko na partykularne interesy partii politycznych. Dla niektórych partii jest sprawą drugorzędną, w jakich warunkach żyją mieszkańcy gminy Białołęka. U nas w gminie nie ma przecież nawet 50 tys. wyborców.

Zarzuca się nam, że nie chcemy współpracować. To nieprawda. Przyjmujemy racje władz miasta, ale mamy też swoje - związane z oczekiwaniami mieszkańców. Przecież to, co budujemy u nas, ma służyć całemu miastu, jesteśmy bowiem jego częścią składową. Dlatego zacznijmy rozmawiać o tym, co nas łączy, w myśl nowych zasad, uchwalonych przez Sejm. Zacznijmy koordynować ważne przedsięwzięcia, rozwijać infrastrukturę techniczną. Niechaj to będzie jednak wynikiem pewnej dyskusji i kompromisów, a nie narzucania opinii. Wiemy, że miasto ma do dokończenia ważne zadania, jak metro, obwodnice. Nam jednak potrzebne są podstawowe rzeczy: wodociągi, kanalizacja, drogi, oświetlenie na poziomie niezbędnym dla życia mieszkańców. To także problemy m. st. Warszawy.

Nie może być tak, że ważne są tylko problemy centralne, podczas gdy nasi mieszkańcy są skazywani na życie w warunkach urągających nowemu stuleciu.

Spory na temat ustroju Warszawy toczą się od wielu lat. Za dużo jest przy tym dyskusji ograniczających się do centralizacji lub decentralizacji, a za mało o tym, czym się to skończy dla zwykłego mieszkańca, i to nie tylko z Centrum, lecz również z Białołęki, Wawra, Rembertowa, Ursusa czy pozostałych stołecznych gmin. Mieszkańcy jednak wiedzą, czego chcą. Pokazali to podczas konsultacji społecznych. I o to będziemy zgodnie z ich wolą walczyć.

Wiadomo, o co chodzi

- mówi Jerzy Smoczyński, burmistrz gminy Białołęka

To, co się stało w Sejmie, jest najlepsze na obecną chwilę dla Warszawy. To pierwszy krok do stworzenia prawdziwego ustroju metropolitalnego, w którym każdy będzie ponosił koszty za to, co się dzieje. Przykładem mogą być choćby szkoły średnie: obecnie jest to zadanie powiatu, na które dostaje pieniądze proporcjonalnie do liczby swoich mieszkańców. Stąd powstawała dramatyczna sytuacja powiatu warszawskiego, do którego szkół dojeżdżali uczniowie z zupełnie innych powiatów, które z tego tytułu nie ponosiły żadnych kosztów, w odróżnieniu od szkół podstawowych, gdzie pieniądze szły za uczniem. Podobne problemy dotyczą także szpitalnej służby zdrowia, komunikacji, wodociągów itp.

Ot, chciażby trudności komunikacyjne. Tylko w układzie metropolitalnym jest szansa, że Warszawa w przyszłości będzie miała szybką szynową kolej miejską na obrzeżach, a podziemne metro w centrum. Prezydent Warszawy, usiłując przekonać, że tylko centralizacja władzy daje szansę na rozwój zakłada, że w ten sposób będzie miał więcej pieniędzy w budżecie. Jest to nieprawda. Ilość pieniędzy w budżecie zwiększyła się dzięki temu, że powstały i dobrze funkcjonują gminy. Duży budżet nie powstaje sam z siebie dlatego, że jest duży obszar. Gdyby tak było, Moskwa byłaby najbogatszym miastem świata! O dopływie pieniędzy decyduje rozwój. Tereny obrzeża Warszawy, na których powstały gminy wianuszka, rozwijają się dzięki temu, że same o tym decydują. Po uzyskaniu samodzielności wiele osób tu kupiło domy, mieszkania, działki. Tu właśnie zobaczyli szansę na życie. A przecież, gdy w 1994 r. powstawała nasza gmina, wiele osób uważało, że nie da sobie rady, bo jest za biedna i rolnicza, bo są tu tylko "laski, piaski i karaski". Nie dość na tym: na początku swojej kadencji prezydent Piskorski w ogóle nie zauważał istnienia Białołęki, mówiąc, że "północną granicą Warszawy jest Trasa Toruńska". Ale znaleźliśmy i wykorzystaliśmy swoją szansę. Teraz Białołęka jest w setce najlepiej rozwijających się gmin w Polsce. Gdy przestanie istnieć, zakończy się rozwój. Skończą się także pieniądze, i to będzie najbardziej bolesne. Jak w gminie Centrum dba się o mieszkańców, widać po stanie budynków komunalnych na Pradze Północ...

Gdy powstanie jedno miasto i doprowadzi się z powrotem, jak przed laty, do planowania centralnego, to grupy nacisku doprowadzą do zlikwidowania możliwości zabudowy w gminach obrzeżnych. Pretekstem będzie, że tam nie ma kanalizacji, dróg, szkół - więc lepiej budować w centrum...Teoretycznie jest to prawdą, tyle, że tereny w centrum kosztują kilkadziesiąt razy więcej, niż na obrzeżach.

Mechanizm jest prosty: na dziś m. st. Warszawa nie może zmienić planu przestrzennego zagospodarowania. Te kompetencje należą do gmin. Gdyby zniknęły gminy - sytuacja się zmienia. Miasto uzyskuje możliwość zamknięcia terenów inwestycyjnych. Nie jest to łatwe, ale możliwe.

Są setki hektarów, na których dziś można budować. Wyobraźmy sobie sytuację, że grupa radnych, ludzi zbliżonych do kręgów politycznych określonej opcji kupuje duży obszar. Po zakupie przy niskich cenach doprowadza do zmiany planu przestrzennego zagospodarowania: teraz wprowadzone są maksymalne ograniczenia budownictwa wszędzie, tylko nie tam, gdzie są ich grunty... To daje wielkie pieniądze dla tej grupy. Moim zdaniem, o to właśnie chodzi.

Dlatego, jeśli pierwszym ruchem po wyborach będzie zmiana ustawy warszawskiej, centralizująca stolicę, a następnym - zmiana planów zagospodarownia przestrzennego Warszawy, w tym kierunku, o którym mówię, to będzie wiadomo, o co chodzi. Żeby temu zapobiec - trzeba o tym wiedzieć i mówić o tym. Jest to wbrew naszym wspólnym interesom.

(t)