|
Z dalekiego Kazachstanu
To była bardzo uroczysta i wzruszająca sesja - powitanie chlebem i solą państwa Bartyszewskich, rodziny polskich repatriantów w obecności radnych i delegacji samorządowców z Kazachstanu. Historię rodu Bartyszewskich przedstawił Janusz Janik, sekretarz gminy. A jest ona taka, jak blisko 40 tys. rodzin polskich zesłańców do Kazachstanu - głód, terror, prześladowania. Kazimiera Liwicka, matka Piotra Bartyszewskiego trafiła wraz z rodzicami w okolice Ałma Aty w wieku czterech lat, w 1936 roku z terenów ówczesnej Ukraińskiej SRR. Do tego samego obozu trafił w wieku dwóch lat Witold Bartyszewski, ojciec pana Piotra. Miejsce, w którym się znaleźli było szczerym polem. Przez kilka pierwszych lat mieszkali w ziemiankach, potem budowali domy z wikliny i gliny. Domy z cegieł zesłańcy zaczęli budować około 1953 roku. Rodzice Piotra Bartyszewskiego znaleźli się w rejestrze byłych kułaków, zrehabilitowano ich dopiero w 1993 roku, w niepodległym już Kazachstanie, w myśl ustawy "O rehabilitacji ofiar masowych politycznych represji" z 14.04.1993. Tragiczne następstwa ekonomiczne i demograficzne kolektywizacji rolnictwa przeprowadzonej przez ZSRR w latach 30 i 40. XX wieku dotknęły również Kazachstan - 50 proc. ludności zmarło lub przeniosło się do innych republik. W celu odbudowania kazachskiego rolnictwa i przemysłu władze ZSRR zdecydowały się na wykorzystanie niemal bezpłatnej, przymusowej siły roboczej polskich, ukraińskich i niemieckich zesłańców. Status specjalnych przesiedleńców nakładał na nich obowiązki wykonywania wskazanej pracy, przywiązania do konkretnych osiedli i domostw, zakaz ich zmiany bez zezwolenia, a de facto całkowity zakaz ich opuszczania, utrzymywanie w porządku osiedli i domostw na własny koszt, bezwzględne przestrzeganie regulaminów. Piotr Bartyszewski urodził się w 1956 roku. Ma troje rodzeństwa. Jest kierowcą i spawaczem. Jego żona Natalia jest pielęgniarką, syn Włodzimierz (21 lat) ukończył dziewięcioklasową szkołę powszechną, córka Katarzyna ma 14 lat. Sprowadzanie państwa Bartyszewskich trwało trzy lata. Od początku o ich powrót zabiegali - rodzina Andrzeja Kozłowskiego, Irena Szymczyk, sekretarz gminy poprzedniej kadencji, Janusz Janik, obecny sekretarz i radni. Burmistrz Jerzy Smoczyński podziękował wszystkim za starania i apelował do obecnych na sali kazachskich samorządowców o ułatwienia w powrocie Polaków do kraju i o przyspieszanie procedur. Wręczając Piotrowi Bartyszewskiemu klucze do mieszkania burmistrz powiedział - Jesteście u siebie. Mieszkanie zostało wykupione i wyposażone ze środków gminnych, jest zwolnione z opłat eksploatacyjnych i czynszu. Andrzej Kozłowski zapewnił Piotrowi Bartyszewskiemu pracę konwojenta. W supermarkecie Auchan, raz w tygodniu, rodzina może dokonywać nieodpłatnych zakupów. Katarzyna Bartyszewska we wrześniu rozpocznie naukę w gimnazjum nr 3 przy Strumykowej. Piotr Bartyszewski podziękował za okazane jego rodzinie serce, za gościnność, pomoc i wsparcie. Zapewnił, że będą dobrymi obywatelami i spłacą Ojczyźnie dług wdzięczności. Następnie Jacek Kaznowski przedstawił samorządowcom z Kazachstanu radnych gminy Białołęka, przewodniczących rady i komisji tematycznych, zaś kazachski deputowany rady miejskiej podziękował za serdeczne przyjęcie i stwierdził, że od białołęckich samorządowców wiele można się nauczyć. Wyraził nadzieję, że rodzina Bartyszewskich i inne rodziny, które powrócą z Kazachstanu do Polski staną się pomostem między dwoma krajami. Kazachscy goście zwiedzali ratusz, a dziennikarze mieli możliwość porozmawiania z bohaterami dnia. Piotr Bartyszewski powiedział NGP - Cztery lata zastanawialiśmy się nad przyjazdem. Trudno zdecydować. Tam zostali rodzice i rodzeństwo - tęsknimy. Ale może i oni kiedyś przyjadą do Polski. Mama bardzo chciałaby przyjechać. Najpierw, zanim przyjechaliśmy na stałe, byłem tu trzy razy. Teraz w Polsce jest mój dom - mam pracę, mieszkanie, córka będzie się uczyć. Natalia Bartyszewska będzie pracować jako pielęgniarka po nostryfikacji dyplomu, syn Włodzimierz chciałby się dalej uczyć - są plany skierowania go na kursy dokształcające, na razie podejmie pracę. Kasia Bartyszewska jest chyba najbardziej entuzjastyczna, młodziutka, bez obciążeń. Zna rosyjski, kazachski, angielski i polski. - Będę się uczyła w gimnazjum. Tam jeszcze będę miała niemiecki. Bardzo się cieszę, że tu jestem. Mamy ładne mieszkanie, mam swój własny pokój. Kasia jutro idzie do szkoły. Na razie będzie poznawać koleżanki i kolegów, oswajać się z nowym otoczeniem i doskonalić język. Właściwą naukę rozpocznie 1 września. Mamy nadzieję, że państwo Bartyszewscy nie będą ostatnią rodziną zesłańców zaproszoną do Polski przez władze gminy.
(egu)
|