|
A miało być lepiej...
Jak prasa doniosła, PiS zamierza odmienić swój wizerunek medialny, nadwerężony nieco poszukiwaniem wszechobecnego układu. Działa wytoczono przeciwko dziennikarzom, lekarzom, wydawcom podręczników szkolnych. W zasadzie w układzie funkcjonują wszyscy, którzy nie są członkami PiS-u - jak jakiś czas temu doniosła jedna z niezależnych rozgłośni radiowych. W polowaniu na czarownice przy wsparciu autorytetów z Samoobrony i LPR zapędzono się nawet w kierunku zagarnięcia niezależności nadzoru bankowego ze spektaklem w Sejmie. Jak się jednak okazało, tu pewnie również funkcjonuje układ, bowiem by rozprawić się z kolejnym wyimaginowanym wrogiem brakuje głosów. Marzenie populistów o Trybunale Stanu dla Balcerowicza musi pozostać w sferze marzeń. Tymczasem w tej ślepej pogoni za układami z pola widzenia PiS znikł jakoś własny układ, który roztrwonił w Warszawie 55 milionów publicznego grosza, na - jak doniosła prasa - spalonego trupa w nowoczesnym, kolorowym opakowaniu. Pan prezydent Lech Kaczyński wielokrotnie obiecywał warszawiakom wspaniałą szybką kolejkę miejską - SKM. Tymczasem kolorowe wagoniki okazały się niewypałem tworzonym w pośpiechu, w rytm minionej kampanii prezydenckiej. Wniosek o zbadanie sprawy wpłynął do prokuratury. Zrodziły się bowiem podejrzenia ustawienia przez władze miasta przetargu na budowę wagoników. Otóż "supernowoczesny" pociąg powstał na bazie spalonych i złomowanych składów EN-57 odkupionych przez zakłady w Nowym Sączu od SKM Trójmiasto. Na projekt, który reprezentuje myśl techniczną z lat pięćdziesiątych XX wieku wydano duże pieniądze. W ocenie przedstawiciela trójmiejskiego SKM spalony skład na bazie którego stworzono nowy pociąg zagrażał bezpieczeństwu. W warszawskim przetargu wystartowała jedynie firma z Nowego Sącza. Warunki przetargowe były wyśrubowane, gdyż na przedstawienie projektu firmom dano zaledwie miesiąc po podpisaniu umowy, a na realizację przeznaczono niespełna rok. Uznane na rynku kolejowym firmy określają te warunki jako nierealne. Sporządzenie projektu wymaga co najmniej kilku miesięcy, a uruchomienie produkcji to około półtora roku. Czasu jednak nie było. Dostawy były skoordynowane z kampanią wyborczą. Pierwszy z sześciu składów dotarł do Warszawy w drugiej połowie września 2005 roku. Pokaz dla dziennikarzy odbył się 23 września na Dworcu Centralnym - na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi. Zaplanowano także na dwa dni przed wyborami prezydenckimi darmowe kursy dla mieszkańców stolicy. Przypomnijmy także sprawę wypożyczenia nowego składu dla Trójmiasta i zastąpienie go wypożyczonym w Trójmieście, starym za który Warszawa musiała płacić słone pieniądze. Tempo budowy pociągu ze złomu wielokrotnie zachwalał dziennikarzom Sławomir Skrzypek - wiceprezydent odpowiedzialny w Warszawie za inwestycje i finanse (obecnie wiceprezes PKO BP). Natomiast dziwnym zbiegiem okoliczności za komunikację w stołecznym Ratuszu odpowiadał wiceprezydent Andrzej Urbański - w 1997 roku redaktor naczelny "Życia Warszawy", a właścicielem nowosądeckich zakładów jest Zbigniew Jakubas, do 2000 roku właściciel tegoż dziennika. A swoją drogą, z warszawskim SKM wiąże się więcej pytań. Dlaczego mimo wielu monitów ze strony Centrum Zrównoważonego Transportu władze SKM złożyły zamówienia na pociągi do rozkładu jazdy w Polskich Liniach Kolejowych dopiero na dwa tygodnie przed rozpoczęciem kursowania pociągów? Dlaczego wybrano na inaugurację niewłaściwą linię, w wyniku czego pociągi kursują puste? Dlaczego zdecydowano się na wydatkowanie 55 milionów złotych na przestarzałe pociągi produkowane ze złomu? Temu chyba jest winien jakiś układ. A przecież miało być lepiej i taniej.
J. Raczyński
|