Białołęka najlepsza

Perła mazowieckich gmin

wspomina Tadeusz Semetkowski


Gdy w 1994 roku gmina uzyskała samodzielność, zastaliśmy praktycznie puste biurka: nie było żadnych projektów technicznych czy dokumentacji pod inwestycje. To właśnie spowodowało, że również rok 1995 nie przyniósł konkretnych dokonań. Bardzo czasochłonne jest przygotowanie dokumentacji, projektu technicznego - tego, co musi poprzedzać każdą inwestycję, a czego nie widać.

Tak wiele trzeba było robić, że konieczne stało się ustalenie przynajmniej podstawowej kolejności działań. Uznaliśmy, że najpierw musi powstać ratusz. Wiedzieliśmy, że siedziba na terenie własnej gminy (przypomnijmy, że poprzednio był wspólny, ciasny urząd przy ul. Kłopotowskiego - red.) ma właściwości miastotwórcze, ułatwia życie mieszkańcom, integruje ich z samorządem.

Wtedy, w 1994 roku, na obszarze niewiele mniejszym od gminy Centrum (Białołęka zajmuje 74 km kw., a Centrum - 113) mieszkało tylko 33 tys. osób, z czego ponad 18 tys. w blokowiskach, takich jak Tarchomin. Gmina była prawie całkowicie pozbawiona infrastruktury usługowo-handlowej. Skoncentrowany handel reprezentował tylko bazar przy ul. Porajów, zbudowany za czasów Pragi Północ.

Uznaliśmy, że w pierwszej kolejności - oprócz ratusza - trzeba budować drogi, wodociągi, gazociągi i kanalizację. W I kadencji sporo z tych założeń zrealizowaliśmy. Oddanie do użytku ratusza i drogi wokół niego uruchomiło tereny inwestycyjne. Postępując konsekwentnie, wybudowaliśmy ul. Myśliborską, co uruchomiło tereny pod budownictwo mieszkaniowe. Nowodwory to osiedle, którego tereny w latach 70. zostały uzbrojone w potężną infrastrukturę podziemną, ale było prawie niedostępne, nie było tam dróg. To właśnie gmina zbudowała Światowida do pętli, Stefanika i Strumykową. Dzięki temu weszli inwestorzy, błyskawicznie wyrastały nowe domy.

Gdy przejmowaliśmy gminę, miała 34 kilometry dróg w różny sposób utwardzonych. W ciągu 7lat , przybyło ich około 38 km. Zbudowaliśmy prawie 60 km gazociągów i prawie 30 km wodociągów. To z kolei stworzyło możliwość rozwoju dla budownictwa jednorodzinnego. Teraz jest ono naszym dużym atutem. O skali zainteresowania świadczy to, że wydaliśmy ponad 4 tys. pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych, a według naszych szacunków, faktycznie w budowie jest ponad 3 tysiące. To dużo.

Dla nas jednak, na początku ubiegłej kadencji, problemem wciąż było pozyskanie inwestorów, zwłaszcza takich, którzy zapewniliby mieszkańcom to, co do życia niezbędne. Dlatego za sukces uznaliśmy wejście na nasz teren Auchan i Leroy Merlin. W 1995 r. nie było chętnych. Częściowo naszym sukcesem jest też Selgros, choć powstał na prywatnej działce. Gdyby jednak nie było drogi, wody i gazu, to wcale nie jestem pewien, czy byłby równie chętny do inwestycji...

Także Champion, choć później zbudowany, jest dowodem na to, co daje zbudowanie drogi. Warto tu podać liczby: zbudowanie tego kawałka ul. Światowida, wraz z całą infrastrukturą, kosztowało nas 2,5 mln zł. To sporo. Ale dzięki temu właśnie za jedną z działek sąsiadujących wzięliśmy 3,5 mln zł. Przedtem nikt nie dawał nawet 10 dolarów za metr...zresztą przedtem praktycznie nie nadawała się do sprzedania, bo nie było do niej dojazdu.

W 1995 r., choć na inwestycje przeznaczyliśmy ponad 30% budżetu, nie udało się tych pieniędzy wydać. Po prostu nie było dokumentacji. Pełną parą ruszyliśmy dopiero w 1996. Największe efekty inwestycyjne były jednak w 1997, gdy oddaliśmy ratusz, zakończono drogi: wydaliśmy na nie ponad 12 mln zł, choć nie zawsze przekładało się to na kilometry. Wtedy właśnie oddaliśmy Światowida, Myśliborską, zaczęliśmy Majolikową. Trzeba wziąć pod uwagę, że stosunkowo krótki odcinek Światowida do Myśliborskiej kosztował dwa razy tyle, ile wyasfaltowanie 6 kilometrów Ostródzkiej! Nic w tym jednak dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę, że na Ostródzkiej położyliśmy tylko nawierzchnię asfaltobetonową, a droga sama odwadnia się do gruntu, bo praktycznie biegnie między polami. Tymczasem tu, na Tarchominie, powstała ulica z pełną infrastrukturą podziemną, chodnikami, oświetleniem itp. Dlatego, choć wyniki pokazywane w kilometrach wyglądają bardziej imponująco, to nie zawsze oddają to, co faktycznie się robi.

Uwieńczeniem I kadencji było oddanie do użytku Gminnego Ośrodka Sportu – fantastycznego kompleksu sportowego z krytym basenem przy SP 344. Kosztowało nas to 18 mln zł, praktycznie tylko z własnego budżetu (1 mln zł dostaliśmy jako dotację z UKFiS).

W II kadencji jednak zdaliśmy sobie sprawę, że przy tak szybkim rozwoju budownictwa na tym terenie najbardziej potrzebne są szkoły. W ciągu roku powstała jedna z najnowocześniejszych szkół w Warszawie - przy Strumykowej. To była kosztowna inwestycja - prawie 26 mln zł (1 mln dotacji z UKFiS). Szkoła powstała na naszej działce o powierzchni ponad 40 tys. m kw. z pełnym, supernowoczesnym zapleczem sportowym: pełnowymiarową halą, boiskiem do piłki nożnej, boiskami do koszykówki i siatkówki, bieżnią. Wszystko pokryte sztuczną trawą lub tartanem. W projekcie jest tu jeszcze jedna szkoła podstawowa, która powinna być gotowa w 2002 r. Łącznie będzie tu chodzić ponad 1600 dzieci.

Wprowadzona 3 lata temu reforma oświaty wymaga od gmin wykładania ogromnych pieniędzy. Subwencja oświatowa, którą na ten cel otrzymujemy z budżetu państwa jest absolutnie niewspółmierna do wydawanych środków. W przypadku Białołęki wynosi ona ok. 10 mln zł, podczas gdy z własnego budżetu wydajemy na ten cel prawie 40 mln. Subwencja ledwo pokrywa płace nauczycieli. Tymczasem budżet gminy nie jest z gumy; wydatki oświatowe muszą się odbywać kosztem innych inwestycji. Liczymy jednak na to, że w ciągu najbliższych dwóch lat uda się nam zaspokoić potrzeby szkolne: zakończymy szkołę w Kobiałce, rozbudowę szkoły przy Juranda ze Spychowa i budowę wspomnianej już szkoły podstawowej przy Strumykowej. Planujemy także budowę gimnazjum przy Van Gogha. W ten sposób powstała sieć szkół powinna zaspokoić również perspektywiczne potrzeby. Wtedy będzie można znów większe pieniądze skierować na inne inwestycje. Bo potrzeby nie maleją.

Mamy świadomość, że w niektórych osiedlach dotychczas istniejące drogi ulepszone przestały wystarczać, gdyż znacznie zwiększył się tam ruch. Przykładem tego jest chociażby Henryków. Aby jednak te nowe, lepsze drogi budować, konieczne jest ich odwodnienie. Przy braku kanalizacji spowoduje to natychmiastowe konflikty: jeśli przedtem kałuże stały solidarnie przy wszystkich posesjach, po odwodnieniu mogą stać przy niektórych. I problem: dlaczego u mnie? jest wprawdzie zrozumiały, ale nie do rozwiązania bez kanalizacji.

Tymczasem - o czym Nowa Gazeta Praska pisała kilkakrotnie - kanalizacja to już zupełnie inne koszty. Ogromne. W warunkach Białołęki wyższe niż gdzie indziej. Wysoki poziom wód gruntowych powoduje, że odwodnienie wykopów bywa droższe od samego układania rur. W ub. r. wydaliśmy 4,5 mln zł na budowę kanalizacji na Książkowej i Mehoffera, m.in. stworzyliśmy możliwość skanalizowania zlokalizowanego tam domu pomocy społecznej, w którym przebywa 800 osób. Tu o wyborze miejsca zadecydowały względy społeczne. Na tę inwestycję dostaliśmy nisko oprocentowany kredyt z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. W tym roku kontynuujemy kanalizację osiedla Anecin Północny i budujemy kanalizację ciśnieniową przy ul. Czeremchowej.

Poziom naszych inwestycji nigdy nie spadł poniżej 33% budżetu. Stopniowo jednak będzie musiał się zmniejszać - nie będziemy w stanie utrzymać takiej stopy inwestycji. Część inwestycji prowadzonych jest na kredyt, toteż koszty spłat zaczną się kumulować. Przybywa własnego mienia do eksploatacji, jak np. GOS – koszty utrzymania są coraz większe. Nie wiadomo także, jak budżet państwa będzie sterował wzrostem dochodów gmin: trzeba pamiętać, że znaczną część budżetu gminy stanowi podatek dochodowy od osób fizycznych. Nie wszyscy mieszkańcy zdają sobie z tego sprawę, że wiele osób mieszka w naszej gminie, a nie jest w niej zameldowanych. W ten sposób, zapewne nieświadomie, przyczyniają się do uszczuplenia białołęckiego budżetu.

Tak czy inaczej, potrzeby będą zawsze duże. W ciągu 7 lat trudno jest odrobić to, czego nie zrobiono przez 50 wcześniejszych lat. Staramy się to robić na pewno wolniej niż chcieliby mieszkańcy, ale konsekwentnie.
Notowała Ewa Tucholska


Trzy pytania oponentów


Każdej działalności towarzyszą opinie krytyczne. Dziś do wiceburmistrza T. Semetkowskiego kierujemy trzy najczęściej wysuwane przez oponentów pytania.
      Gmina ma pieniądze, bo wyprzedaje majątek, głównie ziemię. Co będzie potem, jak już wszystko sprzeda?
Z punktu widzenia swoich interesów gmina nie powinna być obszarnikiem. Nie powinna też prowadzić własnej działalności gospodarczej. Z własnego mienia gmina nie uzyskuje podstawowego dochodu, jakim jest podatek od nieruchomości. W ub. r. w budżecie gminy sprzedaż majątku stanowiła niecałe 15% dochodów. Znacznie większe wpływy uzyskujemy po sprzedaży. Przykładem może być działka na której teraz działa Auchan. Sprzedaliśmy ją za 3,5 mln zł, co wtedy wydawało się bardzo wysoką cenę. Teraz, co roku, samego podatku od tej nieruchomości otrzymujemy około 1,3 mln zł. Czy więc lepiej byłoby, gdyby te 7 ha leżało odłogiem i było wysypiskiem śmieci? Nie bez znacznia jest także to, że powstał o tam tysiąc miejsc pracy.
      Niechętni waszej działalności mówią, że budujecie drogi do nikąd....
      Nie ma takiej możliwości. Każda droga dokądś prowadzi. Aby to zrozumieć, często wystarczy spojrzeć na mapę. Czy ktoś miałby odwagę powiedzieć mieszkańcom Olesina, że droga dla nich prowadzi do nikąd i lepiej, żeby szli przez pola 3-4 km do autobusu? Jak zrobić, żeby drogi nie szły przez pola? Czy droga do Gdańska biegnie tylko wzdłuż zwartej zabudowy? Są drogi, które muszą łączyć osiedla. Gdyby porównać to z sytuacją sprzed 15 lat, to także ktoś mógł mówić, po co budować ulice na Tarchominie, czy drogę do niego prowadzącą.
      Zwłaszcza od mieszkańców Białołęki Dworskiej słyszałam opinie, że dziwnie dobieracie kryteria, gdzie wodociąg, gdzie gazociąg. Dlaczego pokrzywdzone jest jedno z najstarszych waszych osiedli?
      To nie tak. Na pewno na wybór miejsc gdzie w pierwszej kolejności idą inwestycje wpływa wiele kryteriów, także społecznych. Nie bez znaczenia jest tu aktywność rad osiedli. Chcę przypomnieć, że Białołęka Dworska jest przykładem osiedla, gdzie musieliśmy włożyć wiele energii w przekonanie mieszkańców, że przydałaby się gazyfikacja. Dlatego zakończyła się dopiero w ub. r. W I kadencji były w tej sprawie zebrania, ale nie wzbudzały zainteresowania. Gdy kładliśmy gazociąg w ul. Bohaterów, jeden z mieszkańców tej ulicy, zresztą znany dziennikarz, tak protestował przeciwko instalacji w ulicy w pobliżu jego domu, że dużym nakładem kosztów musieliśmy go ominąć drugą stroną ulicy. Nie są to sytuacje zachęcające. Ten teren będzie objęty projektowaniem wodociagu w tym roku. Powinien być wybudowany w przyszłym. Natomiast jeśli chodzi o drogi, to Białołęka Dworska, jako stare osiedle, ma niezły układ drogowy. Lepszy od wielu innych, jak np. Henryków.

Pracujemy bez polityki

mówi przewodniczący rady Jacek Kaznowski

      W 1994 r. nawet nie przypuszczaliśmy, z jakimi problemami będziemy się musieli borykać. Na co dzień trzeba dokonywać wyborów, bo choć znamy problemy mieszkańców, “kołdra” finansowa jest wciąż za krótka. To czasem wywołuje napięcia. Dzieki temu jednak, że jesteśmy blisko mieszkańców, możemy dyskutować, wyjaśniać swoje decyzje. To właśnie jeden z sukcesów decentralizacji władzy samorządowej : bardzo niewiele udałoby się zrobić, gdyby o każdym kroku decydowały władze stolicy.
      Od siedmiu lat, czyli od początku przewodniczę radzie gminy. W jej składzie jest też wielu radnych, pracujących już drugą kadencję. Znamy dobrze gminę, problemy mieszkańców. Znamy też wielkość spraw do załatwienia. Pracujemy spokojnie; jak rzadko w Warszawie staramy się unikać sporów personalnych, nie wnikać w niuanse wielkiej polityki. Dzięki temu udaje nam się sprawnie rozwiązywać wiele problemów. Nadal liczę na dobrą współpracę z mieszkańcami. To nas nie tylko inspiruje, to także potwierdza celowość tego, co robimy.

Zasada śnieżnej kuli

mówi burmistrz Jerzy Smoczyński

      W 1994 r. najpierw była radość, że sami decydujemy o sobie, że nareszcie możemy udowodnić, że Warszawa nie kończy się na Trasie Toruńskiej, jak kiedyś uważał prezydent miasta, dla którego dalej była biała plama na mapie. Potem ta radość zaczęła nabierać kształtów, rosnąć – jak tocząca się śnieżna kula. Nic już nie mogło zatrzymać rozwoju, bo zależał on tylko od nas. To dzięki trafnym decyzjom teraz co piąte mieszkanie w Polsce buduje się na Białołęce. To obrazuje wielkość tutejszych inwestycji. Teraz ostatni obszar, o który walczyłem, został uwolniony pod inwestycje: to słynny X-71, na którym przez lata nie wolno było nic budować, bo był rezerwą terenu pod lotnisko i elektrownię. To 20 kilometrów kwadratowych. Stanie się on największym terenem pod budownictwo mieszkaniowe. Stworzy szansę, że Białołęka będzie w pierwszej setce najlepiej rozwijających się gmin przez sto lat!
      Teraz mieszkań już nikt nie daje. Trzeba je kupować i to za duże pieniądze. Dostępne są dla ludzi wykształconych i przedsiębiorczych. I tacy właśnie się tu teraz głównie sprowadzają, tacy kupują mieszkania. Ci właśnie ludzie będą decydować o przyszłości gminy, kontynuować to, co zaczęliśmy w 1994 r., a może znajdą jeszcze lepsze rozwiązania, prowadzące do poprawy standardu życia mieszkańców.


fot. Maciej Pilipczuk



    Hotel Partner GOS Urząd Gminy Białoęka  3 Gimnazjum im.Jana Pawła II Drukarnia ul.Ćmielowska Od ul.Odkrytej ul.Topolowa Rondo przy ul. Odkrytej
Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej