Powitanie lata to prawdziwie rodzinny festyn, jak zawsze. Współorganizowany przez Radę i Zarząd Gminy
Warszawa Białołęka i Gminny Ośrodek Kultury. Miejsce - plac wokół ratusza, czas - parne popołudnie 16
czerwca. Przednia rozrywka dla najmłodszych i najstarszych, bogaty program na deskach sceny i wiele
imprez towarzyszących.
A zaczęło się od Tik Taka, Fasolek, Profesora Ciekawskiego, Moniki i Kulfona. Najmłodsi białołęczanie
doskonale znają tych telewizyjnych bohaterów i świetnie bawili się z nimi - tym razem na żywo. Były
zabawne - jak zwykle - dialogi i sympatyczne piosenki, dobrze znane maluchom. Nie mogło zabraknąć przy
tej okazji przeróżnych konkursów - wszyscy z łatwością odgadywali dźwięki instrumentów. Nieco
problemów przysporzyło powtarzanie polskich specjalności w rodzaju - stół z powyłamywanymi nogami
czy chrząszcz brzmi w trzcinie. Zdarzało się połknąć jakąś sylabę, ale i tak każdy otrzymał
nagrodę. Liczy się przecież odwaga. Tymczasem na murawie można było oglądać pokazy Bractwa
Rycerskiego Mazowieckiego Regimentu Najemnego i Bractwa Wojowników Słowiańskich Sclavina.
Choć rycerze pocili się w ciężkich zbrojach, a damy niemal mdlały w średniowiecznych sukniach,
rycerstwo z honorem prezentowało turnieje - łuczniczy i plebejski, z niezwykłą gracją
pokonywało rycerski tor przeszkód i zdobyło się na wielki pokaz bitewny. Jeśli ktoś chciał
poczuć pradawnego ducha słowiańskości mógł przymierzyć strój z epoki, przyjrzeć się duplikatom
starych monet i dokumentów i poobserwować mincerza, który poruszając wielkim miechem dmuchającym
w palenisko wykuwał na oczach widzów różnego rodzaju narzędzia. Tuż obok rozgościły się straganiki
z przepięknymi wyrobami garncarskimi i biżuterią z bursztynu. By podejść do nadmuchiwanej
wdrapywalni i zjeżdżalni w jednym, z przykrością musieliśmy deptać po pięknych rysunkach
dzieci wykonanych na asfalcie - nagrody w tym i innych konkursach sponsorowała Dominos Pizza.
Wdrapywalnio - zjeżdżalnia cieszyła się przez cały festyn niesłabnącym powodzeniem.
Dzieciaki z łatwością wspinały się po sznurkowej drabince i z piskiem zjeżdżały po wygodnym,
gładkim torze. Wszyscy z przyjemnością obejrzeli i wysłuchali pokazu sekcji GOK, rodzice byli
dumni z występów swoich pociech.
Z ołowianego nieba zaczęło kropić w czasie występu kabaretu Jana Pietrzaka, który rozpoczął od
używania sobie na blondynkach i na teściowych - tylu dowcipów o nich dawno nie słyszeliśmy. Spory
tłum obserwował zmagania Straży Miejskiej - chwyty obezwładniające z równą siłą prezentowali
funkcjonariusze i funkcjonariuszki. By oddać sprawiedliwość paniom - prezentowały się fantastycznie.
Przy nich Nikita to kaszka z mleczkiem. Ostudzić emocje można było przy mini zagrodzie Pepelandu z
Łomianek - piękna i mądra miniaturowa świnia zabawnie podnosiła koryto jakby ciesząc się, że ma
tak duże audytorium, lama z wielką spolegliwością poddawała się pieszczotom dorosłych i dzieci,
kózka miała audytorium w nosie, a osioł trącał wszystkich łbem w poszukiwaniu smakołyków. Tymczasem
przestało padać, a przyjaciele osła, dwa kucyki zaprzęgnięte do dorożki, cierpliwie woziły dzieci i
rodziców po Białołęce. Na murawie rozgościły się firmy ubezpieczeniowe, kramy z pamiątkami,
strzelnica, ogródki piwne i gastronomiczne. A w namiocie tuż obok ratusza prawdziwa uczta dla oka -
trójwymiarowe hologramy. Impresariat Artystyczny Agencja Reklamy ARTE przywiozła te cuda, które
stanowią jedyną warszawską galerię hologramów. Firma zapewniła bezpłatne wejście na wystawę dla
trzydziestu uczestników festynu - przypuszczamy jednak, że za darmo weszło do tego namiotu cudów
o wiele więcej osób. Cóż za wrażenie kiedy tak mądrze patrzy na nas Albert Einstein, zaskoczenie
kiedy celuje w nas miniaturowe działo. Pająki są do obrzydliwości prawdziwe, w miniaturowym
samolocie widać światła w oknach, maleńka Kleopatra i mumie egipskich faraonów zachwycają
pietyzmem szczegółów, z kranu nieprzerwanie leje się woda. Mysz komputerowa zmienia się w prawdziwą
- widać każdy włos jej sierści, a kot niemal prosi się o pogłaskanie. ARTE regularnie jeździ
z wystawą do szkół i wyjaśnia dzieciakom jak powstają te niesamowitości.
Koncert zespołu Bayer Full zintegrował wszystkich - najmłodszych, średnich i starszych, podobnie
występ Gabriela Fleszara. Zwieńczenie wieczoru - Big Cyc. Na ten koncert czekali najbardziej nastoletni
białołęczanie - nie zawiedli się. Kapela dała czadu. I nikomu nie przeszkadzał deszcz.
To był naprawdę fantastyczny dzień. Szkoda, że lato wita się tylko raz w roku.
E.G.
fot. Sławomir Wróblewski
Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej