|
Pomoc otrzymuje każdy
mówi Paweł Chęciński, naczelny dyrektor Szpitala Dziecięcego przy Niekłańskiej. - Tę zasadę wprowadziłem 4 lata temu, gdy zacząłem tu pracować. Lekarze nie zawsze się ze mną zgadzali, bo oznacza to o wiele więcej pracy, ale przekonałem ich, że tak jest lepiej dla pacjenta, szpitala i dla nich samych. Wojewódzki Szpital Dziecięcy przy Niekłańskiej to jedyna tego rodzaju specjalistyczna placówka po prawej stronie Warszawy. Centrum Zdrowia Dziecka to zupełnie co innego, to szpital o wyższym stopniu referencyjności, innym finansowaniu. Niekłańska ma swoją 47-letnią tradycję i znakomitą markę. 295 łóżek, 10 oddziałów specjalistycznych, 600 pracowników, duża przychodnia przyszpitalna, zakład rehabilitacji i unikalny na Mazowszu zakład psychosomatyczny, gdzie dzieci mają szansę powrotu do w miarę normalnego życia po różnego rodzaju bolesnych przeżyciach - czasem amputacjach, czasem wypadkach, w których stracili bliskich. Niestety, kolejki tu są długie... Na bieżąco wsparcie duchowe można otrzymać od kapelana szpitalnego. - Budowa kaplicy była jedną z moich pierwszych decyzji - mówi Paweł Chęciński. - Porozumiałem się z proboszczem tutejszej parafii, księdzem Stanisławem Rawskim. Przygotowania trwały kilka miesięcy. Kaplica została ostatecznie otwarta w 2003 r. Ratujemy dzieci, wykorzystując najlepszą wiedzę i sprzęt. Wielu pacjentom i ich rodzicom jednak potrzebne jest wsparcie duchowe. Rocznie w szpitalu przebywa ponad 13 tys. małych pacjentów, a w przychodni około 100 tysięcy uzyskuje porady specjalistyczne. To dużo, ale bynajmniej nie pokrywa to potrzeb - ta jedyna po naszej stronie Wisły specjalistyczna przychodnia dla dzieci boryka się z takimi samymi problemami, jak pozostałe - zbyt niskie limity przyjęć pacjentów, narzucone przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Półroczny limit dla tego szpitala to 15 mln zł. W tym roku został już przekroczony o 680 tys., które raczej trudno będzie odzyskać. Całodobowej pomocy udziela jedyny w województwie dziecięcy szpitalny oddział ratunkowy. W pierwszym roku jego istnienia (powstał w styczniu 2003) przyjęto tu 30 tys. pacjentów, a na koniec września br. było ich już 22 tys. więc pewnie - jak mówi dyr. Chęciński - ten rok zamknie się liczbą ok. 50 tys. Tu, na szczęście dla pacjentów, nie ma limitu. To tym bardziej ważne, że od kwietnia nie ma ostrych dyżurów. Pacjenci w nagłych przypadkach przyjmowani są właśnie przez SOR. O poziomie szpitala świadczy także certyfikat ISO, czyli potwierdzenie wysokiej jakości usług, który Niekłańska uzyskała w czerwcu br. Tę wysoką jakość doceniają także pacjenci (a raczej ich opiekunowie). Od 5 lat liczba skarg, które są dużym problemem większości szpitali, nie tylko warszawskich, jest na podobnym poziomie - jedna miesięcznie. To naprawdę mało. A warto dodać, że często nie dotyczą one spraw medycznych, ale np. niewłaściwego zachowania portiera. Na jakość usług medycznych - nie brzmi to wprawdzie najlepiej, ale tak się nazywa - mają niewątpliwy wpływ warunki, w jakich są one wykonywane. Do końca lat 90. pod względem remontów i modernizacji w szpitalu panował wyraźny zastój. Dopiero teraz wszystko ruszyło. Wymiany i ocieplenia doczekały się ponad 40-letnie dachy, wszystkie okna wymieniono już na ciepłe i nowoczesne plastiki. Kolejno remontowane są oddziały. W tym roku kończy się remont przychodni, a przedsięwzięcie to niebagatelne - ponad 1000 m2! W przyszłym roku planowany jest też kompleksowy remont SOR. Pieniądze na ten cel pochodzą od samorządu województwa mazowieckiego, któremu podlega szpital. Nie bez znaczenia są także środki z Unii Europejskiej. Przez ostatnie dwa lata szpital dostał 5 mln zł z tego właśnie źródła na sprzęt. Dostał, dzięki dobrze przygotowanemu wnioskowi o dotację, a właśnie z powodu rozmaitych błędów wiele innych placówek traci tę szansę. Wniosek szpitala przy Niekłańskiej eksperci uznali za jeden z najlepszych w województwie! To dzięki tym pieniądzom kupiono m.in. rentgen stacjonarny i przenośny, wiele sprzętu anestezjologicznego. W roku 2004 szpital wypracował nawet zysk - 1 mln zł. Dzięki temu dostał dotacje od ministra zdrowia dla jednostki nie zadłużonej - 1,3 mln zł. Spadły jak z nieba - dzięki temu kupili tomograf komputerowy i udało się dokończyć komputeryzację szpitala. Dzięki temu praktycznie przestał istnieć problem dokumentacji pacjentów - wszystko jest zapisane elektronicznie i jednym kliknięciem można odtworzyć całą historię choroby. - Gdy rozpocząłem tu pracę, ponad 4 lat temu - mówi dyrektor Paweł Chęciński - miałem już spore doświadczenie, nabyte podczas 11-letniej pracy w szpitalu kolejowym w Międzylesiu. Wprowadziłem wiele zmian, prowadzących do oszczędności. To zmiany organizacyjne. Przede wszystkim zlikwidowaliśmy trzy poradnie naszego szpitala, które od lat istniały, zupełnie niepotrzebnie, pod drugiej stronie Wisły. Teraz cała działalność skupia się w samym szpitalu. Wprowadziliśmy kontrolę zakupów, rozważając po kolei ich celowość. Wprowadziliśmy oszczędności energii. Łącznie dało to w skali roku 1,5 mln złotych mniej. W liczbach bezwzględnych jest to odpowiednio 10,5 i 9 mln zł rocznie. I ten poziom, mimo wzrostu cen, udaje się utrzymać. Na pewno pomaga mi także wiedza menedżerska, którą pogłębiłem na studiach podyplomowych, w wyniku których uzyskałem certyfikat MBA (Master of Bussines Administration), jeden z najbardziej liczących się w międzynarodowym biznesie. Niestety, w tym roku jesteśmy trochę zadłużeni. W ub. roku mieliśmy obiecaną dotację unijną. Z tą perspektywą rozpoczęliśmy remont laboratorium. Tymczasem w czerwcu okazało się, że dotacji nie dostaniemy, bo zmieniły się zasady. Za remont trzeba było zapłacić z budżetu szpitala - te 800 tys. jest praktycznie nie do odrobienia w krótkim czasie. - Od 5 lat mieszkam na Pradze Północ, przy Wileńskiej. Z tą dzielnicą postanowiłem się związać na stałe. Dlatego, po długim zastanowieniu, zdecydowałem się kandydować z listy Platformy Obywatelskiej do rady dzielnicy. Myślę, że wiele z tego, co umiem, może się przydać w samorządzie. O wszystkim jednak zadecydują wyborcy.
(T)
|