|
Przed pierwszym dzwonkiem
Rozmowa z Ireneuszem Tondera, dyrektorem Zarządu Dzielnicy Praga Północ
Rozmowa z Ireneuszem Tondera, dyrektorem Zarządu Dzielnicy Praga Północ
Przy rozmaitych okazjach podkreśla Pan, że jako wieloletniemu nauczycielowi sprawy oświaty są Panu bardzo bliskie. Czy znajduje to odbicie w oświacie na Pradze Północ? Mam nadzieję, że jest to widoczne. W latach 1994-1998 byłem zastępcą dyrektora, w którego gestii leżały m.in. sprawy oświaty, sportu i kultury. Potem przez dwa lata byłem zastępcą dyrektora ZEAS, a teraz znów mam wpływ na to, co dzieje się w naszej oświacie. Nie bez powodu na sprawy z tym związane przeznaczamy prawie 50% budżetu dzielnicy... Czyli na co? Zanim odpowiem w szczegółach, pragnę przypomnieć, że pod naszym nadzorem znajduje się na dziś 5 szkół podstawowych, 5 gimnazjów oraz 5 liceów ogółnokształcących, a ponadto - o czym często się zapomina - przedszkola i żłobki. Gdy w 1994 r. przejmowaliśmy te placówki, stan większości z nich był opłakany, przede wszystkim pod względem stanu technicznego budynków i wyposażenia. Przeprowadzaliśmy sukcesywnie remonty, wprowadzając w życie program termomodernizacji: ocieplnie budynków, wymiana okien, automatyka ogrzewania. Dzięki temu, mimo wzrostu cen energii, opłaty za ogrzewanie szkół od 1996 r. praktycznie nie wzrosły. Systematycznie wymieniame są stoliki i ławki, remontowane są pomieszczenia. Konsekwentnie zaczęliśmy także szkoły wyposażać. Był rok, w którym tworzyliśmy czytelnie i bliblioteki, potem komputery... W ilu szkołach są pracownie komputerowe? We wszystkich. I to wyposażone są w komputery nie byle jakiej klasy, ale w kolejne generacje Pentium. Wszystkie szkoły mają też stały dostęp do internetu, tzw. sztywne łącze. Co więc teraz? Teraz tworzymy pracownie przedmiotowe. To wszystko z budżetu dzielnicy? Większość. Czasem wspieramy się funduszem ochrony środowiska, a w niektórych przedsięwzięciach wspiera nas gmina Centrum. Większość jednak jest z naszych środków. A co z kadrą nauczycielską? Ustabilizowała się. Udało nam się tak zorganizować pracę po wprowadzeniu reformy oświaty, że nikt nie został zwolniony. Niektórzy nauczyciele przeszli na emerytury, inni - zwłaszcza tych przedmiotów, które zostały usunięte z programu szkoły podstawowej - dostali oferty z gimnazjów. Owszem, niekiedy musieli zmienić szkołę w sensie adresu, ale pracę mają wszyscy. W większości polskich szkół najbardziej dokuczliwy jest brak nauczycieli języków obcych... Sądzę, że naszą metodę można zostasować w wielu szkołach. Z przetargu wybraliśmy firmę, która zapewnia nam kadrę pedagogiczną lektorów. Dzięki temu nie interesują nas zwolnienia - nauczyciel jest zawsze. Ponadto nie płacimy składek ZUS, nie płacimy też za okres wakacji. Oczywiście, w związku z tym ponosimy odpowiednio wyższe koszty. W ogólnym rozrachunku to się jednak opłaca. Z tego, co Pan mówi, na Pradze Północ w oświacie panuje wręcz sielanka... Czy nie ma żadnych problemów? Są, oczywiście. Jednym z nich jest zaniedbanie wygaszenia w porę szkół podstawowych, w budynkach których są gimnazja. Dotyczy to m.in. szkoły przy Szanajcy. Tam szkoła podstawowa wygaśnie dopiero za dwa lata, a już od tego roku jest pełne gimnazjum. Samo gimnazjum to ok. 1000 dzieci. Nie ma mowy, by obie szkoły się pomieściły. Dlatego dzieci będą - po uzgodnieniu z rodzicami - chodzić do pobliskiej placówki na Brechta. Będą ich tam uczyć ci sami nauczyciele. Czego dzieci i rodzice mogą się spodziewać w tym roku szkolnym? Niczego niepokojącego. Uważam, że wszelkie zmiany w oświacie powinny być wprowadzane ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Rodziców na pewno ucieszy, że przybywa gabinetów stomatologicznych - w tym roku w SP przy Kawęczyńskiej i Sierakowskiego. W myśl planów, w każdej szkole dzieci powinny być pod specjalistyczną opieką stomatologa i ortodonty. Nie da się tego zrobić tak od razu, bo wyposażenie jednego gabinetu to koszt ok. 100 tys. zł. Kończymy remonty. Od września funkcjonować będzie odnowione liceum przy Kowelskiej i przedszkole przy Namysłowskiej. Kolejny rok trwa remont we Władysławie IV: od września będzie działał zegar, widać nowe arkusze miedzianej blachy na dachu. Dotychczas problemem był całkowity brak wentylacji, którą trzeba było budować od zera. Niestety w dwóch placówkach przy ul. Brechta i Szanajcy nie zdążymy z zakończeniem wszystkich remontów i czekają nas tam przejściowe trudności, które nie zakłócą jednak znacząco pracy tych placówek.
(T)
|