Lekarz na Pradze

Rozmowa z Ireneuszem Tondera, dyrektorem Zarządu Dzielnicy Praga Północ


Mieszkańcy wciąż narzekają na praskie przychodnie. Na pewno dociera to do rady i zarządu. Czy nie staracie się nic na to poradzić?

Przypominam, że nie jest to zadanie ani dzielnicy, ani gminy, ale powiatu. Choć został on uznany za jeden z najlepszych w Polsce, to nie zmienia postaci rzeczy, że jest relatywnie biedny. Potrzeby w służbie zdrowia są tak wielkie, że praktycznie nie ma szans, by powiat sam dał sobie radę. Dlatego w marcu br. Rada dzielnicy przeprowadziła korektę budżetu i 300 tys. zł przeznaczyła na remonty i doposażenie trzech przychodni – przy Otwockiej, Jagiellońskiej i pl. Hallera, podległych Samodzielnemu Zespołowi Placówek Lecznictwa Otwartego przy Jagiellońskiej 34.

Niezależnie każda z tych placówek przeprowadza wewnętrzną restrukturyzację. Najbardziej jest to widoczne w poradni przy pl. Hallera, gdzie dwie lekarki - panie Mioduchowska i Dąbrowska już usamodzielniły się, zakładając poradnię rodzinną w budynku dawnej przychodni dziecięcej przy Szymanowskiego. Jest kolejna osoba zainteresowana - dr Kowalska poprosiła o wskazanie lokalu - zaproponowaliśmy pomieszczenia dawnej spółdzielni dentystycznej na Szanajcy róg Harnasie.

Te lokale przydzielacie po preferencyjnych stawkach?

Owszem. Uważamy, że model lekarza rodzinnego jest tym, do czego polska służba zdrowia powinna dążyć. Dlatego zarząd dzielnicy postanowił takie placówki otoczyć szczególną ochroną.

Lekarzy rodzinnych, czyli bardzo wszechstronnie wyspecjalizowanych, niemalże uniwersalnych, jest bardzo niewielu. Czy ci lekarze, o których mówimy, mają takie kwalifikacje?

Uważamy, że tak. Mają po kilka specjalności. Ponadto w utworzonych poradniach chcą zatrudnić dalszych specjalistów - na Szymanowskiego, o ile mi wiadomo, np. ginekologa.

Placówki te mają w nazwie słowo "niepubliczne". Czy pacjenci mogą z nich korzystać bezpłatnie?

Oczywiście! Lekarz rodzinny po prostu zakłada praktykę, która pozwala mu podpisać kontrakt z kasą chorych. Przechodzi do nowej placówki z tzw. aktywną listą pacjentów, którzy się do niego przedtem zapisali. W sposobie korzystania z jego porad nic się nie zmieniło, poza tym, że powinna tam być dużo lepsza organizacja pracy, a więc np. krótsze kolejki.

Może zatem nastąpić sytuacja, gdy przychodnie zostaną puste, a leczyć się będziemy w małych poradniach rodzinnych...

Osobiście uważam, że byłby to model idealny. Lekarzowi rodzinnemu będzie wtedy zależeć na pacjentach znacznie bardziej niż teraz. Będzie ich lepiej znał. A w dużych dawnych przychodniach będzie można umieścić specjalistów, do których lekarze rodzinni będą kierować.

Wróćmy jednak do pieniędzy. Czy poradniom specjalistycznym także pomagacie?

Pieniądze przekazaliśmy do powiatu, jako organu prowadzącego służbę zdrowia, ze wskazaniem, że są one przeznaczone dla poradni północnopraskich. O sposobie ich wykorzystania decyduje Samodzielny Zespół Placówek Lecznictwa Otwartego przy Jagiellońskiej. Wiemy, że dokupiono sprzęt, przeprowadzono niektóre remonty.

A w przyszłorocznym budżecie?

Też będą na ten cel środki, ok. 150 tys. zł, choć innych potrzeb jest bardzo wiele. Radni chcą jednak w ten sposób podkreślić, że sprawy służby zdrowia bardzo im leżą na sercu. Dodatkowym tego dowodem jest koncepcja pozyskania pieniędzy z Gminnego Funduszu Ochrony Środowiska na wymianę okien w przychodni przy pl. Hallera, która jest już w większej części wyremontowana.

Na pewno te wszystkie działania są bardzo potrzebne i w przyszłości poprawią poziom pracy służby zdrowia. Ale mieszkańcy narzekają teraz na gigantyczne kolejki, zwłaszcza do specjalistów, sugestie, by korzystać z prywatnych gabinetów (za pieniądze) złą organizację pracy w przychodniach, zwłaszcza na pl. Hallera. Pisaliśmy o tym niedawno. Czy zarząd i rada tego nie dostrzegają?

Dostrzegamy, bo sami też z tych przychodni korzystamy. Niestety, organizacja pracy to sprawa kierownika przychodni. Można interweniować tylko u dyrektora SZPLO przy Jagiellońskiej 34. Osobiście bardzo negatywnie oceniam obrastanie publicznych przychodni w "gabineciki" lekarzy prywatnych. To zawsze tworzy okazje do różnych nadużyć. Pacjenci powinni po prostu kategorycznie odmawiać, a w razie dużych nacisków skarżyć się w dyrekcji. Przede wszystkim jednak przechodzić za swoimi lekarzami do poradni rodzinnych.

Zarząd w ostatnim okresie włączył się z interwencją tylko w jednej sprawie: dyrekcja SZPLO zamierzała przenieść poradnię rehabilitacyjną z pl. Hallera na Jagiellońską. Starsi, często niepełnosprawni mieszkańcy Pragi II zostaliby w ten sposób praktycznie pozbawieni pomocy, gdyż do tamtej poradni nie byłoby nawet bezpośredniego dojazdu. Nasza interwencja poskutkowała. Poradnia pozostała na starym miejscu.

W naszej rozmowie pominęliśmy całą medycynę szkolną. A przecież to ogromna rzesza pacjentów...

Pierwszy etap w tym roku zakończyliśmy. Obecnie we wszystkich szkołach podstawowych są gabinety stomatologiczne, wyposażone w nowoczesny sprzęt. SZPLO przy Jagiellońskiej utrzymuje nam we wszystkich szkołach pielęgniarki. Natomiast lekarze stomatolodzy są na naszych etatach. Teraz chcemy ich namówić, by założyli praktyki i zawarli kontrakty z kasą chorych. Przecież w każdej szkole jest 600-1200 dzieci, czyli potencjalnych pacjentów.

W ten sposób dzielnica z kolei zwolniłaby pewne środki z działu budżetu - oświata. Można byłoby przeznaczyć je na inne, również bardzo ważne cele.

Rozwój medycyny w szkołach jest znacznie wolniejszy. Mamy już taką mini-poradnię w szkole przy Kawęczyńskiej. Jest tam lekarz internista i logopeda. Teraz poszukujemy do niej ortodonty. Ta poradnia będzie obsługiwała także pozostałe szkoły. Powoli się to wszystko normuje.

Rozmawiała Ewa Tucholska