|
Inkubator - dla wszystkich
Rozmowa z Jerzym Smoczyńskim, burmistrzem Białołęki
Parę tygodni temu wspomniał Pan w naszej rozmowie o zamiarze powołania do życia tzw. inkubatora przedsiębiorczości. Skąd się wziął pomysł? Bez fałszywej skromności muszę powiedzieć, że jest to mój pomysł. O ile wiem, żadna gmina w Polsce jeszcze czegoś takiego nie zamierza robić. Wpadłem na to będąc we Francji. Mamy już od 3 lat podpisane porozumienie o współpracy z fundacją Leo Lagrange z miasta Nimes. Dzięki temu m.in. nasza młodzież szkolna wyjeżdża tam na obozy językowe. Tam po raz pierwszy spotkałem się z taką inicjatywą. Co to za fundacja? Zajmuje się młodzieżą z kłopotami - najogólniej rzecz biorąc - przystosowania się do otaczającej rzeczywistości. Pomoc znajduje tam np. młodzież urodzona we Francji, ale której rodzice stanowią mniejszości narodowe, chociażby Arabowie. Ci młodzi ludzie nie mogą znaleźć własnej tożsamości. Są tam ci, którzy nie znajdują zrozumienia w domu. To nie chodzi o młodzież z marginesu, choć tym także nie odmawia się pomocy. Działalność fundacji jest bardzo rozległa. Tam właśnie po raz pierwszy spotkałem się z taką formą pomocy, którą u nas chcę nazwać właśnie inkubatorem przedsiębiorczości. Była to jak gdyby kawiarnia internetowa, w której mogli się spotkać przedsiębiorcy z indywidualnymi pracownikami. To nie było bezpośrednio biuro pośrednictwa pracy czy tez forma urzędu pracy. To instytucja całkowicie społeczna, nastawiona na nawiązywanie wzajemnych kontaktów między obu zainteresowanymi stronami. Prowadzi to przedsięwzięcie fundacja, o której już mówiłem. Zaangażowane jest w to także miasto Nimes. Jak Pan sobie wyobraża realizację tego w gminie? U nas trudno jest zorganizować cokolwiek, co nie przekształci się od razu w partię polityczna czy inna podobna organizację, która chce załatwić własne interesy, choć początkowo występuje pod sztandarami załatwiania ludzkich spraw. Najtrudniej jest ludzi zmobilizować. Teoretycznie gmina nie powinna się w takie inicjatywy angażować, bo jej to nie dotyczy, nie jest to jej zadanie. Od tego są urzędy pracy. Więc po co się angażuje? Bo mam na ten temat inne zdanie. Gmina to nie urząd i urzędnicy, ale społeczność lokalna, a urzędnicy - to wynajęci pracownicy, by załatwiać sprawy tej społeczności. Jeśli mieszkańcy maja kłopoty, to gmina - jako samorząd najniższego szczebla - powinna się w to włączyć, nawet, jeśli teoretycznie nie jest to jej zadanie. Jak ma to działać? Podjęliśmy już pewne kroki organizacyjne. Od nowego roku w naszym budżecie zapisane są pieniądze na utrzymanie trzech etatów pracowników urzędu, którzy będą się tym zajmować. Będzie to prawnik, zorientowany w tematyce organizacji przedsiębiorstw, księgowy i osoba ds. organizacyjnych. Organizator, który będzie cały czas na miejscu, będzie miał za zadanie doprowadzać do spotkań między przedsiębiorcami a pracownikami. Np. firmy budowlane poszukują murarzy. Ogłaszamy w Nowej Gazecie Praskiej, że zainteresowani mogą spotkać się tego a tego dnia. Chcemy, by takie spotkania odbywały się regularnie, przynajmniej raz w miesiącu, a jeszcze lepiej - co tydzień. Po co, przecież ogłoszenia ukazują się w wielu gazetach? Wiele osób bez pracy nie stać nie tylko na regularne kupowanie gazet, ale też na wykonanie x telefonów. Tu będą miały to wszystko za darmo. W razie potrzeby będziemy również organizować szkolenia. Już nawiązaliśmy kontakt z polsko-amerykańską fundacją ds. szkolenia w branży budowlanej. Mają obecnie siedzibę na Pradze Południe i borykają się z kłopotami finansowymi, związanymi m.in. z wysokością stawek za dzierżawę. Zaprosiliśmy ich do nas. Pomożemy sobie wzajemnie, tym bardziej, że jest to organizacja non-profit, utrzymująca się z dotacji sponsorów. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Przychodzi do urzędu człowiek bez pracy... Nie do urzędu. Od nowego roku wydzielamy na ten cel pomieszczenie w wyremontowanym budynku komunalnym przy Świderskiej. Tam można przejrzeć gazety, sprawdzić w internecie oferty, napisać własną. Można będzie skonsultować z organizatorem, co i jak załatwiać. Księgowy powie, jak prowadzić działalność, a wesprze to od strony przepisów radca prawny. Będzie się tez można dowiedzieć, kiedy i gdzie będzie organizowane szkolenie, pomagające zdobyć nowe kwalifikacje. Na ten cel za darmo udostępnimy przedsiębiorcom naszą salę konferencyjną, w urzędzie. Koszty takiego przedsięwzięcia będą znaczne... Tak, ale uważam, że pod każdym względem opłaci się je ponieść. Przede wszystkim każdy mieszkaniec gminy, który traci pracę, potrójnie bije nas po kieszeni. Po pierwsze, musi dostać zasiłek. Po drugie, nie płaci podatku od nieruchomości, a po trzecie - nie wpływa od niego podatek od osób fizycznych, który jest przypisany do miejsca zamieszkania. Jako samorząd jesteśmy w stanie rozwiązać problem budowy dróg, wodociągów, szkół itp. Nie jesteśmy jednak w stanie rozwiązać problemu miejsc pracy. W tym roku mamy w budżecie 46 mln zł na inwestycje. To bardzo dużo. Co to ma wspólnego z inkubatorem? Bardzo dużo. Jeśli stworzymy zespół doradców i dobre warunki do funkcjonowania firm, to będą się tu, u nas, lokowały. Wtedy płacony przez nie podatek wpłynie do kasy gminy. A jeśli wyszkolimy miejscowych pracowników, to w tych firmach znajdą zatrudnienie. Teraz chyba wspólny interes jest oczywisty? Obiecuję, że o otwarciu tego ośrodka Nowa Gazeta Praska jako pierwsza zawiadomi mieszkańców.
Rozmawiała Ewa Tucholska
|