O zaniedbanym Porcie Praskim zaczęto głośno mówić dopiero wtedy, gdy okazało się, że jest on częścią transakcji gminy
Centrum z Elektrimem. Między innymi w zamian za teren portu został zbudowany most Świętokrzyski.
Miejsce to dawno utraciło swoją funkcję rzecznego portu wiślanego. Budowa dość szybko została zarzucona, gdyż ze względu
na złe warunki gruntowe i słabe możliwości techniczne okazała się nieopłacalna. Port, który miał tam powstać, przeniesiono
na Żerań. Zbudowane w latach dwudziestych dwa pirsy – wschodni i południowa część środkowego – nigdy praktycznie nie miały
szansy pełnić swych funkcji, a nadzieja na wykorzystanie ich zgodnie z przeznaczeniem malała wraz z upadkiem kolejnych
planów uregulowania Wisły. A szkoda, bo wielkie miasta europejskie wracają do transportu rzecznego – stosunkowo taniego,
zwracają się frontem do swoich rzek i dbają o nie, do czego jest nam bardzo daleko.... Tak czy inaczej, tereny portu
niszczały, a jego działalność ograniczała się do licznych hurtowni, które tam właśnie znalazły siedzibę.
Aby jednak cokolwiek zrobić, musi powstać plan zagospodarowania. Plan ogólny zagospodarowania Warszawy miał wygasnąć w roku
2002. Do tej pory miały zostać opracowane plany miejscowe. I właśnie plan zagospodarowania Portu Praskiego, bardzo ciekawy,
może – w dłuższej perspektywie czasowej – zmienić przyszłość Pragi. I dlatego zapytaliśmy o jego przyszłość Ireneusza
Tondera, dyrektora zarządu dzielnicy Praga Północ.
- Jest to jedno z nielicznych miejsc po prawej stronie Wisły, jeszcze na terenie gminy Centrum, gdzie przewidywana jest
intensywna wysoka zabudowa. W myśl planów, mają tu powstać budynki 70-80-piętrowe. Wynika to z rodzaju gruntu – jest
podmokły, więc w tradycyjnej technologii można tu stawiać tylko budynki 3-4-piętrowe, a wyższe tylko na palach. Niższe niż
7-8 kondygnacji po prostu się nie opłacają. Dlatego wstępnie postanowiono, że jeśli już – to maksymalnie wysokie. Wtedy
inwestycja będzie po prostu tańsza.
Elektrim może wykorzystać 17 hektarów, podczas gdy cały plan zagospodarowania terenu Portu Praskiego to obszar znacznie
większy – 97 ha, ciągnący się od nasypu kolejowego przy ul. Sokolej do Okrzei z jednej strony i ograniczony ulicami
Jagiellońską i Zamoyskiego z drugiej. Na tym terenie ma powstać m.in. centrum biznesowe, łącznie z całym zapleczem:
obiektami handlowymi, usługowymi i sportowo-rekreacyjnymi. Będzie ono schodzić kaskadowo od Wrzesińskiej aż do Wisły.
Jeśli Polska aspiruje do Unii Europejskiej – mówi dyrektor Tondera - to potrzebne będą liczne biura i zaplecze.
Dlaczego nie na Pradze?
Potrzebne są na to ogromne pieniądze, dodatkowo jeszcze biorąc pod uwagę fakt, że w myśl planów przez teren obecnego
Portu Praskiego ma w przyszłości przebiegać druga linia metra. Na razie wszystko jest w sferze wizualizacji i marzeń.
Zatwierdzenie planu niezbędne jest jednak po to, by w momencie, gdy znajdzie się inwestor i pieniądze, można było szybko
marzenia przekuć na rzeczywistość. Podobnie było z rondem “Żaba” – przypomina dyrektor. – Mówiło się o tym przez 20 lat.
Były plany i nagle – w ciągu dwóch lat rondo zbudowano. Tu może i powinno być podobnie.
Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego Portu Praskiego wywołał wiele kontrowersji, protestów i zarzutów. Łącznie
złożono ich 842, z czego 836 jednobrzmiących, związanych ze środkową częścią południowego pirsu. Główny spór z ekologami
(bo tego dotyczyły te zarzuty) związany był z odpowiedzią na pytanie: czy zabudowywać środkową część pirsu, czy pozostawić
go jako teren zielony. Ostatecznie gmina Centrum wszystkie zarzuty odrzuciła. Przy okazji warto zwrócić uwagę na pewna
ciekawostkę – duża grupa osób, do których wysłano zawiadomienia, jako tych, które podpisały się pod zarzutami,
kategorycznie odżegnała się od uczestnictwa w całym przedsięwzięciu....Ekolodzy – bo to głównie oni inspirowali
protesty i zarzuty – mogą się teraz odwoływać. I zapewne tak zrobią. Ale projektanci i tak przewidują zachowanie
niemal całej spornej zieleni, m.in. sławnego lasu łęgowego, który został uznany za teren chroniony.
Nie ma co mieć złudzeń – ewentualna inwestycja w Porcie Praskim nie zacznie się ani dziś, ani jutro, ani nawet zaraz po
odrzuceniu protestów ekologów. Potrzeba na to co najmniej kilku, jeśli nie kilkunastu lat. Stworzy to jednak nowe szanse
dla Pragi – nie tylko zmiany krajobrazu, który teraz w tym miejscu jest zdecydowanie ponury, ale i nowych miejsc pracy.
I na to wszyscy czekają.
Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej