Pranie mózgów


      Zgodnie ze starą dziennikarską zasadą, że nic tak nie ożywia gazety jak świeży trup, 8 kwietnia na 51. sesję Rady Gminy Targówek dziennikarze zbiegli się jak sępy, liczące na apetyczną padlinę. Przybyło również około 50 mieszkańców. Obecni byli wszyscy naczelnicy wydziałów, odsądzeni przez jedną z gazet od czci i wiary. Pierwotna koncepcja przewidywała, że poszczególni naczelnicy przedstawią na forum rady te materiały, które prezentowali podczas okrytego złą sławą pobytu w nadwiślańskiej miejscowości. Łącznie materiały, pod wspólnym tytułem “Zrównoważony rozwój Targówka jako integralnej części Warszawy” liczyły (podobno) około 200 stron.
      Po dyskusji i długiej przerwie, podczas której obradowała komisja organizacyjna, postanowiono jednak, że zamiast 17 wystąpień, głos zabiorą członkowie zarządu, odpowiedzialni za poszczególne “działki”. Te wystąpienia trwały kilka godzin i zmęczyły część widowni. Ponieważ jednak nie pojawiała się oczekiwna nazwa “Kazimierz”, niektórzy mieszkańcy, najwyraźniej zwabieni hasłem „pijaństwo”, głośno się o to dopominali.
      Ruchem dyrygował radny Poczesny, który również, najwyraźniej dbając o własny “prasowy” image, co chwila informował zebranych dziennikarzy, jak się nazywa (żeby tego przypadkiem nie przeoczyli) i o co chodzi – według własnej interpretacji.
      Szkoda, że przewodniczący rady Dariusz Klimaszewski nie był łaskaw reagować na zachowanie sali. Poszczególni członkowie zarządu sami zwracali uwagę siedzącym w I rzędzie radnym, którzy rozmaitymi gestami przeszkadzali im w wystąpieniach. Dotyczyło to, oczywiście, radnych, którzy byli inicjatorami wszystkich publikacji. Przewodniczący nie panował także nad zachowaniem radnego Poczesnego, ewidentnie przeszkadzającego w I części obrad (komentarzami i rozdawaniem ulotek) ani nad reakcjami mieszkańców, które były dalekie od spontaniczności. Oklaski i okrzyki robiły wrażenie niezbyt umiejętnie zorganizowanej klaki.
      Dyskusja była wręcz obrzydliwym widowiskiem. Wzajemne obrzucanie się oskarżeniami na koniec przeszło w zarzuty – tyle, że bez konkretów, nazwisk i dat – kto, co i za ile. Plon sesji trochę mizerny - wniosek do RIO i NIK o zbadanie kosztów wszystkich wyjazdów służbowych na Targówku.
      Socjotechnika poczyniła na tyle duże postępy, że można pozornie bezkarnie manipulować wszystkim i wszystkimi. Niektórzy spośród zabierających głos opanowali wprawdzie jej podstawy, ale do czego to wykorzystali? Czy dla kampanii wyborczej naprawdę warto pogrążać lata pracy nad rozwojem gminy i własne nazwisko? Czy w tym przypadku cel uświęca środki?

 


3909