A miało być lepiej...

Jedną ze sztandarowych inwestycji PiS-owskiej władzy w stolicy miał być z utęsknieniem wyczekiwany przez mieszkańców Most Północny. Pan prezydent Lech Kaczyński wielokrotnie zapowiadał rychłe rozpoczęcie budowy. Powołał nawet swojego pełnomocnika. W nawale wszechobecnej podejrzliwości, rozpoczynania wszystkiego od początku, tworzenia lepiej i taniej, przeprawa mostowa zaczęła topić się w jakiejś dziwnej niemocy stołecznych urzędników.

Prasa donosiła o konkursach, rozstrzygnięciach, półmilionowych nagrodach dla projektantów. Dziennikarze prześcigali się w doniesieniach o idących pełną parą przygotowaniach, o spodziewanych pierwszych wykopach. Jak się jednak okazało, znów na przeszkodzie stanęły przepisy o zamówieniach publicznych. Ciekawe jest jednak to, że przepisy te przeszkadzają głównie stołecznemu ratuszowi. Inne miasta jakoś radzą sobie z wykonawcami, potrafią zdobywać dotacje unijne, budować zaplanowaną infrastrukturę. Kolejny już raz dowiadujemy się, że nie potrafiono wydatkować 40% funduszy inwestycyjnych ze stołecznego budżetu.

Tymczasem pojawiły się informacje o katastrofalnym stanie estakad Trasy Toruńskiej. Jeśli pech będzie warszawiaków prześladował, to niedługo pozostanie nam wybudować przeprawę pontonową. Miało być taniej. Krytykowana przez obecnych włodarzy inwestycja związana z realizacją Trasy Siekierkowskiej podobno była zbyt droga. Dziś dowiadujemy się, że nowy most, choć najprostszy konstrukcyjnie i bez architektonicznych fajerwerków, ma kosztować wielokrotnie więcej.

Jednak, aby rozpocząć budowę trzeba najpierw wykupić grunty pod nową trasę. I tu znów bariera nie do pokonania. Z zaplanowanych na 2004 rok 15 milionów złotych na zakup terenu wydatkowano 6,54 miliona złotych. Z 35 milonów złotych w budżecie 2005 roku udało się spożytkować na wyżej wspomniany cel zaledwie 13,3 miliona. To zaniechanie będzie drogo kosztowało warszawiaków.

Okazuje się, że ceny gruntów na terenie przewidzianym pod budowę Trasy znacznie wzrosły. Dziś za każdy metr kwadratowy gruntu trzeba zapłacić około 100 dolarów. Wobec braku planów zagospodarowania grozi nam także żywiołowa zabudowa i spowodowane beztroską urzędniczą odszkodowania dla właścicieli nieruchomości.

Obecnie trudno przewidzieć, jakie będą dalsze losy nowego mostu. Szumne zapowiedzi prysły jak bańka mydlana. Rozstrzygnięte już konkursy są unieważnione w wyniku złego przygotowania dokumentacji. Rosną koszty. Korki stają się nie do wytrzymania. Kierowcom puszczają nerwy. W wypadkach giną ludzie. A przysłowiowego światełka w tunelu znów nie widać.

Sprawa mostu jednak nie może czekać. Z nim związane są nowe połączenia komunikacyjne dla północnych rejonów stolicy i nadzieje na poprawę sytuacji. Mieszkańcy wypatrują szybkiego tramwaju, a nawet nie przestają marzyć o metrze. Tuba propagandy sukcesu z kampanii przedwyborczej jakby zelżała. Mostu jednak jak nie było widać, tak go nie ma. Pozostaje tylko pytanie, kto z kogo próbuje robić balona i kto poniesie tego konsekwencje.

Póki co, pozostaje się nam tylko rozmarzyć i oczami wyobraźni wybrać się na przechadzkę po nowej warszawskiej kładce, rozkoszując się widokiem dzikiej przyrody i wiślanych rozlewisk. Może będzie także dane przejechać się pięknym supernowoczesnym tramwajem niskopodłogowym wyznaczającym rzeczywiście nową epokę stołecznej komunikacji szynowej- bowiem kolorowy SKM to kolejny niewypał.

J. Raczyński
5323