Czas podsumowań

Jeszcze wiele do zrobienia



      W 1990 r. związałem się z samorządem na dobre i złe. Najpierw było głównie na złe, bo nie było jeszcze widać światła w tunelu, nie widać było perspektyw rozwoju. Była tylko nadzieja, że podjęte działania dadzą konkretne efekty – wspomina burmistrz Białołęki, Jerzy Smoczyński.
      Gdy w 1990 r. powstała jedna dzielnica gmina Praga Północ, wraz z pięcioma innymi osobami byłem jej radnym. Najpierw zaczęliśmy walkę o zmianę planu ogólnego zagospodarowania Warszawy; m.in. to w przyszłości pozwoliło na tak dynamiczny rozwój Białołęki. Nowy plan uchwalono w 1992 r. A w dwa lata później, w 1994 r., Białołęka stała się samodzielną gminą.... Oddzielenie starej Warszawy, z której utworzono gminę Centrum, od gmin peryferyjnych, wiązało się z chęcią odsunięcia od miasta zaniedbanych i niedoinwestowanych peryferiów. Zapewne nikt wtedy nie przypuszczał, że te biedne gminy zaczną się tak dynamicznie rozwijać. Tak się jednak stało. Białołęka, o której władze Warszawy często zapominały, mówiąc, że stolica kończy się na Trasie Toruńskiej, jest teraz najlepszą gminą na Mazowszu. Od sześciu lat jesteśmy wśród najlepszych gmin w Polsce: w ubiegłym roku na 16. miejscu, w tym – według jeszcze nieoficjalnych danych – na 10. I to na 2500 gmin w Polsce. To właśnie wynik niezwykle wyważonych decyzji inwestycyjnych, zmierzających do stabilnego i zrównoważonego rozwoju całego terenu.
      Pierwsza kadencja, 1994-1998, była jak gdyby przygotowaniem placu budowy. Osoby niezorientowane mogły być naszymi działaniami zdziwione: budowaliśmy głównie wodociągi, gazociągi, trochę kanalizacji, drogi, oświetlenie. Były to jednak działania głęboko przemyślane. Jeśli nie ma infrastruktury, kto będzie chciał tu inwestować i żyć? Pamiętam, że sam miałem wątpliwości, gdy brodząc po zaroślach, pokazywałem dziennikarzom teren na Nowodworach, gdzie planowaliśmy zbudować nowoczesną szkołę na 1200 dzieci. Patrzyli na mnie, jakbym spadł z księżyca. Bo wtedy stało tam kilka wojskowych bloków, a dookoła było tylko błoto i chaszcze. Zastanawiałem się: a co będzie, jeśli się nie uda, nie przybędzie ludzi, nie będzie miał kto chodzić do tej szkoły? – uśmiecha się do swoich wspomnień Jerzy Smoczyński. – Ale nowa szkoła przy Erazma z Zakroczymia błyskawicznie wypełniła się dziećmi. Jednym z największych problemów było to, że szkoły musiały funkcjonować na trzy zmiany. Teraz ten problem znikł całkowicie. Nasze szkoły są już na najwyższym europejskim poziomie... Teraz Nowodwory to osiedle większe niż stary Tarchomin. Nikt nie umie sobie wyobrazić życia tam bez tej właśnie szkoły wraz z kompleksem sportowym i przedszkola. Ale wtedy przeżywałem rozterki. Inna decyzją, która okazała się bardzo słuszna, była budowa ratusza w centrum gminy. Mieszkańcom bardzo to ułatwia życie, a przy okazji pełni funkcję miastotwórczą. Teraz aż wierzyć się nie chce, ile było wątpliwości i podejrzliwości, gdy podjęliśmy budowę, która zresztą – o czym warto przypomnieć – dostała tytuł Mistera Warszawy.
      W wyborach na kolejną kadencję, 1998-2002, też najwięcej głosów dostała Gospodarność. Ludzie uznali, że to, co zrobiliśmy, warte jest zaufania. Nasz ugrupowanie nie jest partią: łączą nas problemy tego terenu. Nie jest ważne, czy ktoś ma poglądy lewicowe, czy prawicowe. To nie jest istotne dla funkcjonowania gminy, dla jakości życia jej mieszkańców, ba – wcielanie na siłę w życie haseł wielkich partii czy ugrupowań często przeszkadza. Jak wielkim kredytem zaufania mieszkańcy obdarzyli mnie osobiście, niechaj świadczy fakt, że w swoim okręgu dostałem więcej głosów, niż oddano razem na wszystkie inne ugrupowania.
      Od początku mówiliśmy, ze naszym celem jest doprowadzenie do tego, by można było bezpieczniej żyć, łatwiej dbać o zdrowie i oświatę. Jako jedyna gmina w Warszawie z własnych środków zbudowaliśmy komisariat policji rangi powiatowej, przejęliśmy podstawową opiekę zdrowotną. Jest już nowoczesna przychodnia na Marywilskiej. Obok urzędu powstaje druga przychodnia. Wydaliśmy na nią niebagatelne pieniądze – 11 mln zł na sam budynek. Prawie drugie tyle będzie kosztować wyposażenie. Mam nadzieję, że miasto znajdzie na to pieniądze. My znaleźlibyśmy na pewno...
      Spis powszechny wykazał, że Białołęka ma obecnie 56 tys. mieszkańców. Sądzę, że pod koniec następnej kadencji będzie ich około 100 tysięcy. Dlatego, jeśli mieszkańcy przedłużą mi kredyt zaufania, konsekwentnie starać się będziemy o dalszy stabilny rozwój. Jego elementem będzie dokończenie tego, co zaczęliśmy i rozwój dóbr kultury. Właśnie podpisałem przetarg na centrum kultury przy gimnazjum nr 3 na Van Gogha. Będzie tam przeniesiona część gminnego ośrodka kultury. Sala widowiskowa, zaplecze, miejsce spotkań. Tego nam jeszcze brakowało. Po powstaniu Królewskiego Portu Żerań, wraz z jego bogatą ofertą, na terenie Białołęki będzie można załatwić wszystko, zaspokoić wszystkie potrzeby i ciała, i ducha.

(T)