Pół roku zmian

rozmowa z Ireneuszem Tonderą, byłym dyrektorem Zarządu Dzielnicy Praga Północ



6 czerwca minęło pół roku od chwili objęcia dzielnicy przez nowy zarząd. Od 1994 r. był Pan przecież związany z samorządem, więc te problemy zna Pan na wylot. Co przez ten czas zrobiono?

Tak naprawdę, to niewiele. Podobnie jak w całej Warszawie, tak i tu ciągłym zmianom podlega sam urząd. Wiem, że mieszkańcy nie lubią urzędników, ale od ich pracy zależy jakość załatwianych spraw właśnie mieszkańców. Dlatego ważne jest, kto ma jakie kompetencje. Tymczasem umowy o pracę na stałe ma tylko 100 osób, 50 ma odejść, a 50 ma umowy czasowe. Nie dość na tym. Jeśli nawet dotychczasowi naczelnicy mają przedłużone umowy o pracę, to na innych stanowiskach, co powoduje, że kompetencje, czyli prawo do podejmowania decyzji administracyjnych nie jest już ważne. To z kolei wywołuje chaos.

Może po prostu był przerost kadry?

W okresie 2000-2002 w stosunku do liczby urzędników, jaką zastałem, zredukowałem kadrę o 20 osób. Rzecz jednak w tym, że z zatrudnienia wynika tylko część jakości obsługi mieszkańców: ważna jest jego struktura. Liczba osób, pracujących w wydziałach, zależeć powinna od charakteru danej dzielnicy – np. dynamicznie rozwijająca się Białołęka powinna mieć więcej osób w wydziałach np. geodezji czy architektury, a Praga Północ – w wydziale lokalowym czy w pomocy społecznej. Pan prezydent Kaczyński mechanicznie narzucił konkretne wskaźniki, ile osób powinno przypadać na określoną liczbę mieszkańców. Warto zwrócić uwagę, że 99% spraw podejmowanych w minionym półroczu przez zarząd to sprawy mieszkaniowe, bo te jako jedne z nielicznych pozostały w jego kompetencjach. Tymczasem tylko w tym wydziale zwolniono 5 osób.

Wróćmy jeszcze do upoważnień.

Jest teraz kolejny okres przejściowy. Poprzedni trwał do końca kwietnia – do tego czasu obowiązywały stare upoważnienia. Faktycznie nie działają jeszcze delegatury miasta, które miały skrócić czas załatwiania spraw mieszkańców...

Jakich?

Chociażby oczywistych pozwoleń na budowę. Np. przyłącza gazowego, wodnego, czy nietrwałej (w rozumieniu sezonowej) zabudowy. Oczekiwanie na odpowiedź trwa tygodniami. Do niedawna nie była możliwa sprzedaż mieszkań. Wstrzymano ją z powodu konieczności przeprowadzenia przetargu na rzeczoznawców. Został rozstrzygnięty 6 maja, więc należy mieć nadzieję, że jeszcze przed wakacjami sprzedaż ruszy. Radni klubu SLD stale na sesjach zadają pytania o terminy. Odpowiedzi są z reguły ogólnikowe – wszystko jest zgodne z prawem.

Co chcą osiągnąć radni opozycji?

Przede wszystkim dowiedzieć się, jakie priorytety chce zarząd stosować w swojej pracy, jaką ma wizję rozwoju dzielnicy. Na razie nie uzyskaliśmy żadnych konkretów, a z wypowiedzi prasowych wiemy, że burmistrz jest przeciwny wszystkiemu.

NGP nie udało się umówić z burmistrzem, więc może Pan poda mieszkańcom przykłady, czemu np. jest przeciwny?

Dalszej modernizacji Ząbkowskiej. Budowie Trasy Tysiąclecia....Być może nie wszyscy mieszkańcy pamiętają, że ma to być trasa odciążająca Targową. Zaczynać się ma przy Rondzie Wiatraczna, a w naszą dzielnicę wchodzić na wschód od Dworca Wschodniego, przecinać całą Szmulowiznę z węzłem na Al. Solidarności przy jednostce wojskowej na Szwedzkiej a następnie za tyłami fabryki Pollena-Uroda łączyć się z rondem Żaba. Ta inwestycja w sposób znaczący zmieni układ komunikacyjny na Pradze, stanowiąc zamknięcie w części wschodniej tzw. małej obwodnicy Warszawy (Starzyńskiego, Towarowa, Trasa Łazienkowska). Ma to być inwestycja miasta, od dawna zresztą przygotowana jest dokumentacja i pod tym kątem opracowany został np. plan zagospodarowania przestrzennego Szmulowizny Wschodniej.

Jeśli burmistrz sprzeciwia się dalszej modernizacji Ząbkowskiej, to skąd wzięły się w budżecie środki na ten cel?

Te pieniądze, w wysokości 1 mln złotych, wprowadził prezydent Kaczyński po licznych wystąpieniach prasowych interwencjach radnych SLD i społeczników z ZOK.

Budżet, podobnie jak w całym mieście, jest bardzo okrojony...

Tak, i to mnie bardzo martwi. Ten projekt budżetu, który opracował zarząd jeszcze pod moim kierunkiem, opiewał na 131 mln zł i był w pełni zbilansowany. Ostatecznie, po zmianach i dyskusjach dostaliśmy nieco ponad 110 mln zł. Przerażające w sytuacji konkretnie Pragi Północ jest to, że na gospodarkę komunalną nadal brakuje prawie 6 mln zł, a po wystąpieniu rady dzielnicy przyznano tylko 1,4 mln (w tym ów milion na Ząbkowską).

Czy są oddzielne pieniądze na likwidację zagrożeń budowlanych?

Ani złotówki. Już o tym mówiłem, radni występowali o przyznanie na ten cel i na dopłaty do wspólnot mieszkaniowych 6 mln zł, ale bezskutecznie. Możemy tylko modlić się, żeby nie doszło do żadnej katastrofy budowlanej.

Czy radni opozycji mają jakąś koncepcję, jak wybrnąć z tego pata?

Wnioskują o więcej aktywności ze strony zarządu dzielnicy i osobiście burmistrza Sosnowskiego. Bardzo często jednak na sesjach słyszymy: ”jeden prezydent, jedno miasto, jeden budżet”. Powołując się na to, ci panowie nawet nie usiłują myśleć. Uważają, że prezydent załatwi za nich wszystko: dając im budżet, dając kompetencje, zwalniając z myślenia. Po to jednak rada ich wybrała, by myśleli i działali w interesie mieszkańców tej dzielnicy. A ja też jestem jej mieszkańcem. Jestem w stałym kontakcie z radnymi opozycji, jestem obecny na sesjach rady, ale jak na razie wszystkie pomysły radnych SLD póki co lądują w śmietniku. Mam jednak nadzieję, że w interesie mieszkańców Pragi wkrótce się to zmieni i rozsądek zwycięży.

Rozmawiała Ewa Tucholska