POzytywnie

Socjalizm, populizm, żenada

Żeby pisać o ekonomii i podatkach trzeba mieć przynajmniej odrobinę wiedzy na ten temat.

W jednej z lokalnych gazet warszawskich przeczytałem ostatnio artykuł Pana Sebastiana Kozłowskiego, radnego Dzielnicy Targówek i przewodniczącego SDPL w Warszawie, który po przeczytaniu prezentacji uwarunkowań budżetu Warszawy na 2009 rok odkrył, jakie to fatalne skutki będzie miało wprowadzenie obniżki stawek podatku PIT i podwyższenie progów podatkowych. W 2009 r. do 85 528 zł dochodu zapłacimy 18% podstawy minus 556,02 zł. Powyżej 85 528 zł podatek wyniesie 32%. Co tak naprawdę oznacza, że ponad 95% zarabiających zapłaci podatek według skali 18%.

W ocenie Pana Sebastiana Kozłowskiego dzięki dobrodziejstwu liberałów z PO średnio zarabiający podatnik zaoszczędzi rocznie zaledwie 341 zł, co starczy na zakup jednej książki miesięcznie. Podobno sytuacja ta to żenada i obnażenie faktu, o kogo dba Platforma Obywatelska. Sama obniżka ma podobno doprowadzić do bankructwa Warszawy, która część dochodów czerpie z podatku dochodowego od osób fizycznych.

Znam trochę historię zmian podatkowych w Polsce i przypomina mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy po obniżce podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) z 26 % do 19 % wpływy z tego podatku wzrosły. Cud!

Proponuję Panu Przewodniczącemu SDPL w Warszawie w przyszłym roku za te 341 zł, kupić sobie te 12 książek i poczytać, dlaczego tak się stało, z czego ten "cud" wynika i jaki to miało pozytywny skutek dla gospodarki. Warto także starając się uprawiać tani, socjalistyczny populizm podziękować rządowi Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego za jedną z nielicznych rozsądnych decyzji, jaką była, w poprzedniej kadencji Sejmu, decyzja o przegłosowaniu w Sejmie wchodzącej od 2009 r. obniżki podatku PIT. Cóż, w ocenie Pana Przewodniczącego SDPL, to żenujące dobrodziejstwo liberałów z PO.

Rozumiem, że SDPL, aby zwiększyć wpływy do budżetu Warszawy i poszczególnych dzielnic chce podwyższyć podatki. Wtedy z pewnością w rozumieniu tej pokracznej ekonomii Warszawa nie zbankrutuje.

Projekt budżetu Warszawy na 2009 r. z pewnością ma wiele wad, które ja także dostrzegam. W mojej ocenie zbyt nisko przewidziane są wpływy z tytułu sprzedaży majątku, a w szczególności sprzedaży gruntów. To element budżetu, który leży na łopatkach od 2002 r. ponieważ jego realizacją zajmują się nadal, w znacznym stopniu, te same osoby, co za prezydentury w Warszawie Pana Lecha Kaczyńskiego, których głównym mottem działania jest "nie da się". Zarząd Dzielnicy Białołęka przedstawił przy pracach nad budżetem możliwe do sprzedaży w 2009 r. grunty o wartości co najmniej kilkudziesięciu milionów zł. Zobaczymy, co z tego „będzie się dało”. Przypomnę, że 70% z tytułu sprzedaży gruntów na terenie danej dzielnicy zasila właśnie budżet tej dzielnicy.

Piotr Jaworski
Przewodniczący Klubu Radnych PO
Dzielnicy Białołęka

www.jaworski.waw.pl
5182