Rada wielu

Dziedzictwo stanu wojennego

Patrzy na równy tłumów marsz
milczy wsłuchany w kroków huk
A mury rosną, rosną, rosną,
łańcuch kołysze się u nóg

J. Kaczmarski „Mury”


Alkohol w wielu polskich rodzinach, bezrobocie i brak wolnego rynku, uwłaszczenie nomenklatury, biznesowa i polityczna potęga tajnych służb – to wszystko skutki stanu wojennego, które trwają nadal.

Okazuje się, że lista 100 najbogatszych "Wprost" może równie dobrze służyć za katalog IPN. W okresie stanu wojennego powstały przepisy umożliwiające „prywatyzację” majątku społecznego do prywatnych kieszeni członków PZPR (czyli volksdeutschy, tyle że sowieckich). Ponad milion najbardziej przedsiębiorczych ludzi opuściło Polskę. Wróciło niewielu, niewielu też ułożyło sobie szczęśliwe życie na Zachodzie.

Większość narodów organizuje się w państwa. Są narody, które zorganizowały się w religie. Polacy zorganizowali się w związek zawodowy. "Solidarność" przeprowadziła pierwsze wolne wybory od lat 30. i wyłoniła prawdziwą reprezentację narodu. Volksdeutsche sprawujący nad nami władzę z nadania Kremla i dzięki sowieckim dywizjom, tego bali się najbardziej. Dlatego Jaruzelski błagał swoich moskiewskich szefów, by pomogli mu spacyfikować własny naród. Dokumenty świadczą, że Sowieci kazali mu mordować Polaków własnymi siłami. I generał tak zrobił.

Narodowi przetrącono kręgosłup. Tego sformułowania użył zresztą sam Jaruzelski. Potem mógł już dogadać się ze stalinowcami w rodzaju Kuronia, którzy chwilowo znaleźli się w niełasce. Dzięki pomocy SB, tzw. doradcy przejęli „Solidarność” i odsunęli wyłonioną reprezentację narodu jako "ekstremę". Michnikoidy zagwarantowały przy Okrągłym Stole nomenklaturze, że będzie mogła po wszeczasy zachować wszystko, co ukradła narodowi. Co więcej, będzie kontrolowała życie gospodarcze kraju. W zamian towarzysze podzieli się władzą z Geremkami, Kuroniami i całą późniejszą udecją.

Dlatego w Polsce nie ma prawdziwego wolnego rynku. Dlatego nie udają się reformy, nie można wybudować autostrad, naprawić służby zdrowia, wypłacać godziwych emerytur. Dziedzictwo stanu wojennego trwa nadal. Każdy dzień rządów Tuska et consortes go umacnia.

A przecież nie trzeba karać wszystkich szeregowych sługusów reżimu. Wystarczyłoby przeciąć ich powiązania i odebrać przywileje. Dla dziejowej sprawiedliwości, dla ukarania zbrodni przeciw narodowi polskiemu, wystarczyłyby dwie szubienice na Krakowskim Przedmieściu: dla Jaruzelskiego i dla Kiszczaka. Mam świadomość, że tego widoku nie doczekam. I dlatego będę zawsze zastanawiał się, czy żyję już w wolnym kraju... czy nie.

Maciej Maciejowski
Radny Rady Warszawy
www.maciejowski.pl

4694