Cała nadzieja w statucie

Rozmowa z Jerzym Smoczyńskim, burmistrzem Białołęki


Od początku jest Pan w samorządzie, przez dwie kadencje jako burmistrz samodzielnej gminy, zaliczanej do “złotej setki” w kraju pod względem inwestycji. Jak się Pan czuje zarządzając dzielnicą, pozbawioną samodzielności?
W ubiegłym tygodniu “Rzeczpospolita” zaprosiła mnie na uroczystość rozdania dyplomów zwycięzcom tego właśnie rankingu gmin. Gdyby nie to, że do oceny potrzebny jest cały rok, a wybory były w październiku, po raz szósty Białołęka byłaby najlepsza na Mazowszu. A tak – mogłem tylko gratulować innym...
Jakie to uczucie?
Żalu. Bo ta część miasta wyjątkowo szybko się rozwijała. To dzięki temu ludzie chcieli tu mieszkać, mieli pracę. Powstawały nowe szkoły, przychodnie zdrowia, ulice itp. Jak Pan ocenia organizację miasta i dzielnicy na dziś? Warszawa podzielona jest nie tylko na 18 dzielnic o nader ograniczonych możliwościach, ale także na 33 biura, stanowiące agendy miasta. Dzielnice jedynie administrują poszczególnymi częściami Warszawy i teoretycznie mają mieć zwiększone kompetencje, które mają być im przekazywane przez biura. Jak faktycznie to będzie wyglądało – zależy od statutu miasta.
Którego nie ma....
Otóż to. Nie bardzo też wiadomo, kiedy będzie. Ostatnio dostaliśmy od Rady Warszawy projekt statutu, do którego mamy się ustosunkować, podobnie jak pozostałe dzielnice. Nasze uwagi będą znów podstawą dyskusji w Radzie Warszawy, a ostateczną wersja trafi do premiera, który ją zatwierdzi lub nie.
Co Pan sądzi o projekcie?
Faktycznie ranga dzielnic, jaka z niego wynika, jest taka, jaką dla nich przewiduje ustawa warszawska. Jest on pewnym porządkowaniem roli każdego z organów miasta, przede wszystkim przywraca dzielnicom kompetencje w takim zakresie, na jakie mają one przyznane środki. Bardzo istotne jest też to, że wówczas pracodawcą na terenie dzielnicy jest burmistrz, który odpowiadając za dzielnicę ma również wpływ na dobór kadr.
Czy ma Pan z tym jakieś kłopoty?
Podobne jak we wszystkich dzielnicach. Nie mam jeszcze kompletu naczelników wydziałów dla dzielnicy. Trwa reorganizacja urzędu a praca i obsługa mieszkańców powinna odbywać się normalnie. Największe kłopoty są z pracą delegatur architektury i geodezji. Zostały mocno ograniczone etaty i zmienione kierownictwo. Pracownicy, którzy pozostali nie są w stanie właściwie obsłużyć mieszkańców a jak wiadomo Białołęka była największym placem budowy w Warszawie.
Mówi się, że udało się Panu wybronić przed zwolnieniem najwięcej pracowników....
Podobno tak, nie porównywałem. Jest to także kwestia utożsamiania się z danym samorządem. Jeśli mamy wykonywać zadania, nałożone na samorząd, to muszę znać ludzi i mieć do nich zaufanie. Zdarza się nader często, że ludzie narzuceni z zewnątrz nie nadają się do tej pracy. Trzeba też znać specyfikę konkretnego terenu, wiedzieć, co robić, żeby ta konkretna część miasta się rozwijała. Kowalski ze Szczecina, tam nawet najlepszy, tu może być zupełnie nieprzydatny. Odwrotnie też.
Jak zmiana ustroju Warszawy przełoży się na rozwój Białołęki? Jak teraz będą wyglądały inwestycje, jak się to przełoży na jakość życia?
Nadal uważam, że zmiana ustroju była złym pomysłem. Nie ma jednak wyboru i trzeba w tym szukać elementów pozytywnych, które też mogą przyczynić się do rozwoju. Mam tu na myśli inwestycje ogólnomiejskie. Na dziś – po Wawrze – jesteśmy największą dzielnicą i największym placem budowy mieszkań. Słyszałem niedawno taką opinię, że do rozwoju Warszawy czy jej części potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Ja uważam, że potrzebny jest pomysł i wola tworzenia. Wtedy można znaleźć pieniądze. Wszystko zależy od tego, jak zarządza się stanem posiadania. Najpierw trzeba wykorzystać to, co się ma. U nas dotyczy to m.in. komunikacji i terenów po „Faelbet” i po fabryce domów na ul. Świderskiej.
Chodzi Panu o koncepcję dostosowania istniejącej linii kolejowej do zorganizowania szybkiej kolei miejskiej? (przypomnijmy Czytelnikom, że ten pomysł znajdował poparcie w poprzedniej kadencji. Można to byłoby osiągnąć stosunkowo niewielkim kosztem – przez budowę dwóch wiaduktów nad dotychczasowymi przejazdami, co stworzyłoby szanse na bezkolizyjność i szybkość podróży).
Także, ale nie tylko. Wciąż dręczy nas sprawa budowy Mostu Północnego. Na Bielanach są zbudowane przyczółki, po obu stronach jest rezerwa terenu...
...Ale uchylono decyzję wojewody.. .
Zawsze można postarać się o wydanie następnej. Trzeba podjąć działania. Sądzę, że warto przekonać urząd miasta do przekazania tych zadań Białołęce.
Skąd pieniądze?
Mogą być z różnych źródeł: z unii, z budżetu miasta, z budżetu państwa. Nie ma jednak żadnych szans na pieniądze, jeśli zarząd miasta nie przygotuje inwestycji. Tak samo nie będzie modernizacji Czajki.
Przecież Czajka nie jest jeszcze nawet skomunalizowana, to ani miasto, ani dzielnica nic zrobić z nią nie mogą?
Ale Białołęka jest częścią miasta. Obecnie, od początku, sprawy nieruchomości ma w swoich rękach prezydent Dorota Safjan. Po 7 miesiącach ma już na pewno dobre rozeznanie w sytuacji. My chętnie służymy pomocą a mamy w tej sprawie spore doświadczenie.
Czy po tych 7 miesiącach kierowania dzielnicą ma Pan więcej nadziei na powodzenie niż na początku?
Nie mam wyboru, będąc samorządowcem od początku jego istnienia, zawsze znajdowałem dobre strony każdego ustroju miasta, tak by służył on naszym mieszkańcom. rozmawiała

Ewa Tucholska