|
X i XI sesje Białołęki
Wokół mandatów Na X sesji najistotniejsza była zmiana w załączniku do budżetu dzielnicy, ale gorąca dyskusja rozgorzała w punkcie interpelacje i dotyczyła wygaśnięcia mandatów Anny Dziewulskiej i burmistrzów Smoczyńskiego i Semetkowskiego. Z wypiekami na twarzy i wyjątkowo nerwowo do obu burmistrzów apelowała Anna Woźniakowska (PO) powołując się na pismo wojewody, który wzywa do rezygnacji z mandatów radnych. W odpowiedzi na emocjonalną wypowiedź Anny Woźniakowskiej, że burmistrzowie tracą zaufanie wyborców, że dla czystości sprawy powinni niezwłocznie zrezygnować z mandatów, burmistrz Jerzy Smoczyński powiedział, że kwestia mandatu radnej Dziewulskiej stanie na najbliższej sesji, a jeśli chodzi o jego mandat to nie wydaje mu się, by tracił zaufanie wyborców. - Przez osiem lat łączyłem mandat radnego z funkcją burmistrza - nie pobierając diet - i zaufanie do mnie rosło z wyborów na wybory. Nie ma jednoznacznego stanowiska w sprawie łączenia mandatu z wykonywaniem funkcji burmistrza. Większość ekspertyz skłania się ku temu, że jest dopuszczalne. Na zakończenie sesji przewodniczący Dariusz Ostrowski poprosił niektórych radnych o skorygowanie błędnie wypełnionych oświadczeń majątkowych. Sprawa mandatów powróciła na XI sesji już w trakcie głosowania porządku obrad. Anna Woźniakowska - znów w tonie bardzo emocjonalnym - wezwała do zrzeczenia się mandatów, powołując się na pismo wojewody, wg niej rozstrzygające w tej kwestii. Burmistrz Tadeusz Semetkowski protestował zwracając uwagę, że wypowiedź radnej nie dotyczy porządku obrad tylko samej kwestii łączenia mandatu radnego z funkcją burmistrza czy też - jak to miało miejsce w przypadku Anny Dziewulskiej - z funkcją kierownika jednostki organizacyjnej. Efektem słownej przepychanki było przegłosowanie porządku obrad dopiero po dwóch godzinach trwania sesji. Adwersarze przerzucali się ekspertyzami prawnymi i pismami wojewody. O paradoksie - radni SLD korzystali np. z wykładni prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego przy innych okazjach bezlitośnie krytykują. Strony sporu wielokrotnie odwoływały się do opinii radcy prawnego dzielnicy, która potwierdziła opinię burmistrza Jerzego Smoczyńskiego, że to nie wezwanie wojewody jest rozstrzygające a wyłącznie obowiązujące prawo, a to jest niejednoznaczne ze względu na mocną niedoskonałość ustawy warszawskiej. Zaprezentowany przez zarząd wniosek o bezzasadności podejmowania uchwały o wygaśnięciu mandatu Anny Dziewulskiej wywołał prawdziwą burzę. Anna Dziewulska zrezygnowała ze stanowiska wicedyrektora szkoły na rzecz sprawowania funkcji radnej dzielnicy. Według zarządu nie ma więc podstaw do podejmowania uchwały o wygaśnięciu jej mandatu, co sugerował w swoim piśmie wojewoda. Innego zdania byli radni SLD, zwracając uwagę, że przez jakiś czas radna łączyła mandat ze stanowiskiem zastępcy dyrektora i pobierała dodatek funkcyjny. Odpytywanie Anny Dziewulskiej przez jej byłych kolegów partyjnych (Anna Dziewulska była członkiem SLD, zmieniła przynależność partyjną - znalazła się w szeregach Gospodarności) przypominało, jako żywo, przesłuchania przed komisją śledczą. Radna zauważyła, że rezygnację ze stanowiska wicedyrektora szkoły złożyła na ręce swojej przełożonej w ustawowym terminie, zaś pobieranie dodatku funkcyjnego reguluje prawo - otrzymuje się go przez trzy miesiące od momentu złożenia rezygnacji. Obecny na sesji radny Warszawy Andrzej Półrolniczak (SLD) wyraził swoje zdziwienie, że Anna Dziewulska, wówczas jeszcze jego koleżanka klubowa, nie poinformowała kolegów o rezygnacji z pracy w szkole i że to wydaje mu się dziwne. Radna ripostowała - pokazując pismo w sprawie rezygnacji z konkretną datą - że nie miała obowiązku informowania kolegów z SLD o swoich zawodowych problemach. Atakowana przez radnych SLD powiedziała - Rozumiem podłoże tego ataku. Byłam niepokorna, zrezygnowałam z członkostwa w SLD, a z tej partii się nie odchodzi. Zrezygnowałam, bo mną manipulowano, decyzje o mnie były podejmowane beze mnie. Lidia Polit (SLD) sugerowała, że Anna Dziewulska złamała prawo, tego zdania był również Andrzej Półrolniczak. Krzysztof Jeż (SLD) jednoznacznie stwierdził, że to miłość do pieniędzy powodowała Anną Dziewulską. Odpowiedź radnej była jednoznaczna - Dopóki byłam członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej sam przewodniczący białołęckiej organizacji SLD, pan Andrzej Półrolniczak pocieszał mnie, że pomoże mi rozwikłać przy pomocy prawników sprawę łączenia mandatu radnej z funkcją w jednostce organizacyjnej. Kiedy odeszłam z SLD mówi się już o moich bezprawnych działaniach, czy wręcz o łamaniu przeze mnie prawa. A odpowiadając panu Jeżowi, który twierdzi, że to miłość do pieniędzy była dla mnie najważniejsza - wszyscy państwo wiedzą jak oszałamiające są płace w szkolnictwie. Konkludując Jerzy Smoczyński stwierdził, że wszystkiemu winna jest ustawa warszawska, bubel, który został wyprodukowany przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Tadeusz Semetkowski dodał, że radni SLD formułują pod adresem Anny Dziewulskiej wyjątkowo nędzne zarzuty. Ostatecznie uchwała o bezzasadności wygaśnięcia mandatu radnej Dziewulskiej została przyjęta głosami Gospodarności, przeciwko głosowali radni SLD i PO, wstrzymali się od głosu radni PiS. Po przerwie burmistrz Jerzy Smoczyński ogłosił, że wraz z Tadeuszem Semetkowskim zdecydowali się zrzec mandatów radnych. Dało się odczuć wyraźną ulgę większości radnych. Jerzy Smoczyński wyjaśnił, że zdecydował się na ten krok by ustawa warszawska - przynajmniej w tej kwestii - nabrała przejrzystości. Obie rezygnacje przyjęto jednogłośnie. Tadeusz Semetkowski przesiadł się od razu do stołu przewidzianego dla członków zarządu. Obaj burmistrzowie podziękowali radnym za współpracę i desygnowali na swoje miejsca Henryka Rębelskiego i Macieja Młodkowskiego. Obaj panowie (Gospodarność) byli radnymi gminy Białołęka w minionej kadencji. Wraz z Jerzym Smoczyńskim współtworzyli Solidarność Rolników Indywidualnych, kiedy budowały się zręby III Rzeczpospolitej. Znamienne, że nikt z radnych dzielnicy nie zdobył się na podziękowanie radnym Smoczyńskiemu i Semetkowskiemu. Uczynił to jedynie Andrzej Półrolniczak, radny Warszawy, w poprzedniej kadencji radny gminy Białołęka. Po nerwowych godzinach krótko dyskutowano nad projektami statutu stolicy - SLD optowało za projektem Wojciecha Kozaka, zarząd przychylał się do projektu Lecha Kaczyńskiego. Burmistrz Smoczyński uciął dyskusję stwierdzeniem, że dobrze iż statut się wreszcie pojawił. - Lepszy jest jakikolwiek statut niż żaden - powiedział. Uchwałą wyrażono wolę wspierania prac nad statutem stolicy zmierzających do decentralizacji zarządzania miastem.
(egu)
|