|
POzytywnie
Opowieść o Dzikiej Kaczce W toku kampanii do Europarlamentu chciałbym napisać o małej uliczce na Białołęce, jaką jest ulica Dzikiej Kaczki. Ulica ta, poza nazwą kojarzącą się dla wielu z miłościwie nam urzędującym Prezydentem RP, jest także przykładem urzędniczych decyzji z pogranicza prawa. W poprzedniej samorządowej kadencji wydano decyzje podziałowe dotyczące działek budowlanych, które ustanowiły dojazd z tych działek do drogi publicznej poprzez prywatną drogę wraz z nielegalnie zbudowanym na niej mostkiem. Samowolę budowlaną potwierdził Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Warszawie. Prawdziwe zdziczenie prawa - stąd może i decyzja o nadaniu takiej właśnie nazwy. Co interesujące, w chwili wydawania pozwoleń na budowę, ul. Dzikiej Kaczki była gruntem poniemieckim, będącym tylko we władaniu m.st. Warszawy. Oznaczało to, że gmina nie była w stanie wykonać na tej drodze żadnej inwestycji, ponieważ nie miała prawa własności gruntu. W obecnej kadencji, aby móc wykonać niezbędne inwestycje, doprowadziliśmy do zasiedzenia gruntu znajdującego się pod ul. Dzikiej Kaczki - czyli do potwierdzenia prawa własności. Obecnie jego właścicielem jest Skarb Państwa. Rada Dzielnicy, na swoim posiedzeniu 26 kwietnia br., zwróciła się do Rady Warszawy o wprowadzenie do WPI na lata 2009-2010 tytułu inwestycyjnego budowa ul. Dzikiej Kaczki wraz mostkiem na Kanale Henrykowskim. Tylko dzięki realizacji tej inwestycji możemy uniknąć katastrofy budowlanej. Obecnie mamy sytuację, że jedyny dojazd do wielu domów odbywa się poprzez drogę prywatną, istniejący na tej drodze "nielegalny mostek" grozi zawaleniem, a co za tym idzie - może być przyczyną poważnego wypadku. Zawalenie się mostku, biorąc pod uwagę, że to jedyna droga dojazdowa, oznaczać będzie także brak możliwości dojazdu do swoich domów dla dziesiątek osób. Tymi "trafnymi" decyzjami z poprzedniej kadencji zajmie się na swoim najbliższym posiedzeniu Komisja Rewizyjna - o co będę wnioskował. Nie może być tak, że pewne decyzje, niezwykle życiowo istotne dla mieszkańców ul. Dzikiej Kaczki, pozostaną bezimienne i bez konsekwencji. Ulica ta jest tylko jednym z przykładów chaosu, jaki wprowadziły władze w poprzednich kadencjach uchwalając błędne plany zagospodarowania i wydając wadliwe decyzje podziałowe dotyczące gruntów. Skutkiem tych decyzji są obecnie istniejące na Białołęce m.in.: prywatne drogi bez organizacji ruchu, zbyt wąskie drogi uniemożliwiające ich utwardzenie i położenie mediów oraz ludzkie problemy i tragedie. |