XI i XII sesje Białołęki

Jarmarczna kość niezgody

Jarmark Europa stał się powodem prawdziwie jarmarcznych scen podczas drugiej części, niedokończonej 15 czerwca, XI sesji. Sześć godzin gorącej, emocjonalnej dyskusji. Mało brakowało, a doszłoby do rękoczynów pomiędzy radnym i jednym z mieszkańców. A było ich na sali bardzo wielu. Jedynym punktem tej części sesji była lokalizacja Jarmarku Europa przy Marywilskiej. Stanowisko klubu PiS miało być dyskutowane i przyjęte jako stanowisko całej rady. A zawierało ono stanowczy protest przeciwko lokalizacji targowiska w Białołęce, ze względu na problemy komunikacyjne i fakt, iż od lat spycha się tu wszelkie uciążliwe dla mieszkańców inwestycje miejskie - vide Czajka wraz ze spalarnią. Stanowisko klubu PiS przedstawił Piotr Oracz. Odpowiedział mu burmistrz Jacek Kaznowski, zwracając uwagę na dramatyczny stan terenu po dawnym Faelbecie. Przy Marywilskiej powstały dzikie wysypiska, niekontrolowane przez nikogo sortownie odpadów, kompostownia, która zatruwa wody podskórne, 345 tys. ton gruzu. Tolerowane są działające tu podejrzane spółki. Mieszkańcy skarżą się na dotkliwe fetory. Szacuje się, że uporządkowanie tego terenu będzie kosztować 20 mln zł. Jacek Kaznowski przypomniał, że to władze Warszawy są dysponentem tych terenów. Nowa ustawa warszawska tak sytuuje burmistrzów, że mogą oni spełniać jedynie funkcje wykonawcze i nadzorujące, to miasto decyduje o inwestycjach na swoim terenie. Burmistrz podkreślił, że będzie kontrolować proces przygotowujący teren pod nowe targowisko i jego budowę.

W zamian za zorganizowanie miejsca handlu przy Marywilskiej Białołęka ma obiecaną - do 2010 roku - modernizację Modlińskiej, Płochocińskiej i Marywilskiej. Przyszłe targowisko otrzyma nowe linie autobusowe, kursujące co 10 - 15 minut. Będą one służyć również mieszkańcom Białołęki. Powstanie kolej wahadłowa z Warszawy Gdańskiej do Legionowa. W najbliższych dniach zostanie podpisana z PKP umowa o modernizację trakcji. Białołęka otrzyma nowe wiadukty nad linią kolejową. Z Marywilskiej zostaną wyprowadzone wszystkie działające tam spółki, teren będzie rekultywowany, odpady usunięte. W sumie na inwestycje okołotargowiskowe i inne dzielnica otrzyma kilkaset milionów złotych, co pozwoli odrobić wszystkie zapóźnienia cywilizacyjne, narosłe przez lata. Przy Marywilskiej powstanie centrum targowe, nie zaś na pół dzikie targowisko z obskurnymi kramami, szczękami i łóżkami, jak to jest w przypadku Jarmarku Europa. Wszelkie decyzje będą konsultowane z władzami dzielnicy. Kolejno w dyskusji głos zabierali przedstawiciele wszystkich ugrupowań. Waldemar Roszak z PO zaproponował poprawki do uchwały - zamiast określenia "Jarmark Europa" sugerował słowa "centrum targowe".

Kolejna propozycja to umieszczenie w uchwale zdania, że radni zobowiązują burmistrza Jacka Kaznowskiego do informowania ich na bieżąco i uzgadniania decyzji z Radą Warszawy. Jerzy Smoczyński, w imieniu Gospodarności, był za powstaniem sieci dróg i usprawnień komunikacyjnych, przeciw Jarmarkowi Europa. Piotr Oracz (PiS) zwrócił uwagę, że w zasadzie decyzja o przeniesieniu Jarmarku na Marywilską już zapadła, plany modernizacji Modlińskiej były od dawna, innych ulic Białołęki również i nie ma obowiązku płacenia Jarmarkiem Europa za to co się dzielnicy należy. Andrzej Półrolniczak (LiD) poinformował, że jego klub stanowczo protestuje przeciwko lokalizacji targowiska. Jak powiedział – już dziś, w godzinach szczytu jedzie się do centrum miasta z Białołęki 1,5 godziny. Targowisko byłoby do zaakceptowania dopiero po modernizacji Modlińskiej, Płochocińskiej i Marywilskiej i po wybudowaniu Mostu Północnego. LiD jest oczywiście za uporządkowaniem terenów po Faelbecie. Krzysztof Pelc, radny niezależny, zauważył, że problem Jarmarku Europa jest dla Warszawy pożarem, który w trybie natychmiastowym trzeba ugasić.

I znaleziono sposób - zepchnięcie problemu do Białołęki, tej części miasta, którą złośliwi określają mianem śmietnika, czarnego kąta stolicy. Krzysztof Pelc roztoczył wizję targowiska, które będzie wyglądało podobnie jak to na Stadionie Dziesięciolecia, przynajmniej na początek. Tysiące stoisk z tanimi trampkami i podkoszulkami. Mieszkańcy Białołęki oczekują kin, teatrów i aquaparków, a proponuje się im przyjęcie na siebie kolejnego krzyża. Przyszedł też czas na głosy mieszkańców - wszyscy byli przeciwni powstaniu targowiska. A oto ich głosy. Wanda Kozos - Jeśli zgodzimy się na szczęki to będą latami. Jeśli umowę na dzierżawę otrzyma Damis, to przy Marywilskiej będzie to, co na stadionie. Grażyna Wachnik z Dąbrówki Szlacheckiej - To jest nie do pomyślenia, żeby ratusz nie miał wpływu na to, co robi miasto. Nas nie interesuje, skąd jesteście, macie działać w naszym imieniu i na naszą rzecz. Prezydent Hanna Gronkiewicz - Waltz wygrała m.in. dlatego, że mówiła, iż nie będzie w Czajce spalarni. Okazało się, że było to kolejne kłamstwo. Tomasz Zamorski - Wybieramy was, byście się wsłuchiwali w nasz głos.

Po co nam obskurne targowisko, do którego i tak nikt nie dojedzie. W Białołęce nie ma żadnego centrum handlowego ze średniej i wyższej półki. Po towary lepszej jakości musimy jeździć do innych dzielnic. Andrzej Krajewski z Winnicy - Powstanie tego targowiska to jest fundowanie nam paraliżu komunikacyjnego i przestępczości. Proszę zapytać mieszkańców Saskiej Kępy, co się u nich dzieje od kiedy funkcjonuje Jarmark Europa. A była to niegdyś ekskluzywna dzielnica. Elżbieta Majlert - Mieszkam w bezpośrednim sąsiedztwie terenów po Faelbecie. Notabene były to przed wojną ziemie należące do moich przodków. Jestem więc podwójnie zainteresowana tym, co się tam dzieje. To ja, jako radna minionej kadencji, zwróciłam uwagę kolegów na to, co się tam dzieje - na dzikie wysypiska, kompostownie i nielegalne segregatornie odpadów. Nikt z władz miasta tym się nie zainteresował, nikt się tam nie pojawił, wszyscy rozkładali ręce. I nagle cud - okazuje się, że wszystko można zrobić, uporządkować, rekultywować. Bo potrzebny jest teren pod Jarmark Europa, a pani prezydent szantażuje nas, że to się da zrobić pod warunkiem, że powstanie tam targowisko. Przyszło mi do głowy, że mogę = jako spadkobierczyni - wystąpić o zwrot tego terenu mojej rodzinie. Uda się czy nie, ale z pewnością powstrzyma miasto. To wystąpienie zostało nagrodzone gromkimi oklaskami.

Na wypowiedź jednego z mieszkańców, że radni PO bezkrytycznie wykonują dyrektywy władz partii, śmiechem zareagował Waldemar Roszak, radny tego ugrupowania. Krewki mieszkaniec poderwał się z miejsca i zapytał, z czego radny się śmieje i jaką partię reprezentuje. Waldemar Roszak odpowiedział, że na tak demagogiczne stwierdzenia można reagować jedynie śmiechem, a jest radnym niezależnym. Krewki mieszkaniec powrócił do tematu po pewnym czasie, podbiegł do radnego i natarczywie domagał się, by ten powiedział, jakie ugrupowanie reprezentuje, bowiem według niego mijał się z prawdą kiedy mówił, że jest niezależny. Radny Roszak stwierdził, że reprezentuje PO, ale jest niezależny, bo nie wykonuje niczyich dyrektyw. Paweł Tyburc, przewodniczący rady, z trudem przywoływał salę do porządku. Radny Jaworski z PO drżącym głosem poinformował zebranych, że całe to zamieszanie jest sztucznie wywołane i podsycane przez mieszkańców reprezentujących Stowarzyszenie Nasza Choszczówka i że od początku do końca jest to manipulacja. Przedstawiciele stowarzyszenia chcą zastosować dyktat w stosunku do mieszkańców całej dzielnicy, a przecież Choszczówka to nie cała Białołęka. I wówczas rozpętała się awantura. Paweł Tyburc wielokrotnie używał dzwonka. Dopiero po dłuższej chwili udało się uciszyć salę. Piotr Oracz podsumował awanturę pytając, czy radni PO mają problem z przyznaniem się do jakiego ugrupowania należą i stwierdził, że zamieszanie wokół Jarmarku Europa nie jest żadną manipulacją - Mieszkańcy są ludźmi inteligentnymi i nie dają się manipulować. Mają niedobre doświadczenia z innymi uciążliwymi dla dzielnicy przedsięwzięciami i jest to wyraz ich troski o dobro Białołęki.

Próba przyjęcia stanowiska w sprawie Jarmarku Europa została poprzedzona długotrwałą dyskusją czy projekt jest jeszcze projektem PiS i które poprawki głosować najpierw. Kilkakrotnie proszono prawnika o ekspertyzę, odwoływano się do protokołu z pierwszej części sesji. Przy 11 głosach za, 10 przeciw, przy 1 wstrzymującym się przegłosowano poprawkę PO do projektu uchwały. I wówczas Piotr Oracz ogłosił wycofanie projektu uchwały z obrad sesji, motywując decyzję faktem, iż poprawki PO wypaczają całkowicie sens stanowiska w sprawie Jarmarku Europa.

Podczas XII sesji rady przegłosowano zmiany w budżecie. Zwiększeniu ulegną kwoty na oświetlenie przed szkołą przy Książkowej na odcinku Strumykowa - Światowida, w ulicach Truskawkowej, Porzeczkowej i Jagodowej, Śliwkowej, Owoców Leśnych, Sadkowskiej i w drodze dojazdowej od Cieślewskich. Radni wnioskowali również o środki na budowę trzech placów zabaw w Choszczówce. Radni pozytywnie zaopiniowali projekt uchwały rady Warszawy w sprawie wprowadzenia stałego zakazu sprzedaży, podawania i spożywania alkoholu przy Porajów 1 i na Płochocińskiej 33 (giełda samochodowa). Podjęto uchwałę w sprawie skierowania pod obrady Rady Warszawy wniosku dotyczącego przystąpienia do sporządzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego tych rejonów Białołęki, które nie zostały jeszcze nimi objęte.


(egu)


Postscriptum - komentarz mieszkańca


Po burzliwej sesji zgłosił się do naszej redakcji jeden z mieszkańców obecnych na obradach, będący w zdecydowanej mniejszości, bowiem nie jest przeciwnikiem powstania targowiska przy Marywilskiej - Nie mogę podać nazwiska, bo sąsiedzi mnie zakraczą. Zauważyłem, że sesja poświęcona tzw. Jarmarkowi Europa, wzbudzała zainteresowanie niektórych radnych tylko do momentu, gdy mogli się popisywać przed grupą przedstawicieli "Naszej Choszczówki", zasiadającą na miejscach dla publiczności.

Dotarły do mnie słuchy, że niektórzy radni mają ostatnio takie uznanie w oczach tegoż stowarzyszenia, że próbuje się z nimi rozmawiać nawet w nocy, by poddawać ich indoktrynacji. Obserwując obrady można było dojść do wniosku, że niezależnie od tego, co zostało powiedziane, jakie argumenty zostały użyte i tak każdy wiedział lepiej, co w trawie piszczy, bowiem nie słuchano żadnych wyjaśnień, a powtarzano w kółko to samo. Widziałem, jak niektórzy mieszkańcy, uczestniczący w obradach sesji, zatrzymywali burmistrza w kuluarach i pytali o handel w Białołęce i problem Marywilskiej. W efekcie sami konstatowali, że wokół trwa walka na emocje i rozgrywanie własnych interesów. Dziwne jednak, że radni, zwłaszcza ci, którzy nie pierwszą kadencję działają w samorządzie i teoretycznie przynajmniej powinni znać jego specyfikę i obowiązujące mechanizmy, wbrew interesom mieszkańców rozsiewają różne nieprawdziwe informacje.

Trzeba mieć świadomość, że prawda jest okrutna - Warszawa wcale nie musi wydawać na Białołękę kilkuset milionów złotych, bowiem ma do obdzielenia 18 dzielnic z równie poważnymi problemami. To problem handlu na Marywilskiej daje dziś szansę na uporządkowanie terenu zgodnie z licznymi wnioskami mieszkańców, na doprowadzenie do Marywilskiej komunikacji autobusowej i kolejowej. Żale mieszkańców tego terenu potwierdzają, że dalsza zwłoka może tylko zaszkodzić i płomienne wypowiedzi tych, którym dotychczas nic się nie udało - poza protestami - mają podłoże polityczne, a nie chęć dbałości o interes mieszkańców.

Może warto się nad tymi słowami zastanowić?