XXXII sesja Rady Dzielnicy Praga Północ

Lokalowe przepychanki, czyli kolejna sesja na Pradze

XXXII nadzwyczajna sesja rady dzielnicy, jak się okazało na otwarciu obrad, miała swoje preludium w postaci zaproszeń na sesję kolportowanych wcześniej przez radnych PiS, pragnących kreować swój nowy wizerunek - dobrych gospodarzy. Zaproszenie skierowane było do najemców lokali mieszkalnych znajdujących się w budynkach objętych roszczeniami byłych właścicieli lub ich spadkobierców oraz w budynkach zwróconych przez m.st. Warszawa. Jakby tego było mało, radni PiS zażądali także od zarządu informacji w sprawie przygotowania szkół podstawowych na Pradze Północ na przyjęcie dzieci sześcioletnich. Widać było, że radni PiS zamarzyli o wdzięcznej publiczności na obradach. Temperatura spotkania i tak zapowiadała się na gorącą, a obrady na długotrwałe z racji kilkudziesięciu osób, które na sesję dotarły. Mimo to swoje także próbował ugrać radny Wachowicz, wnosząc o rozszerzenie porządku obrad o kolejne punkty. Wniosek ten szybko upadł z powodów proceduralnych i się zaczęło.

Przewodnicząca Elżbieta Kowalska-Kobus po otwarciu obrad poprosiła o zabranie głosu reprezentującego wnioskodawców sesji Pawła Lisieckiego, a ten odczytał kilka zdań statystyki i przybyli na sesję dowiedzieli się, ile to nieruchomości zwrócono byłym właścicielom na Pradze, a do ilu są jeszcze roszczenia. Wiele osób zgromadzonych na sali oczekiwało zapewne na projekty konstruktywnych rozwiązań, tymczasem radny Lisiecki zażądał udzielenia głosu mieszkańcom. W tym momencie opadły resztki pozorów, oczywiste stało się, iż radnym klubu PiS tak naprawdę chodzi nie chodzi o merytorykę, lecz o przedstawienie siebie jako obrońców ludzi, którzy de facto nie ze swojej winy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Debata, która się wkrótce zaczęła, trwała ponad trzy godziny. Głos zabierali mieszkańcy z Targowej 44, Jagiellońskiej 9, 12 i 27, Okrzei 26, Marcinkowskiego 9. Pytano o stany prawne kamienic przy Wileńskiej 43, Kłopotowskiego 20 i Stalowej. Powszechnie ujawniła się mała wiedza mieszkańców na temat swoich praw oraz obowiązków nowych właścicieli wobec najemców. W ogólnym odczuciu winni byli urzędnicy, którzy na czas nie informowali najemców o czekających ich nieruchomości zmianach prawnych. Na nic się zdały wyjaśnienia burmistrz Koczorowskiej że akurat w sprawach zwrotu kamienic byłym właścicielom dzielnica nie jest właściwym adresatem, bowiem od zawsze sprawy te prowadziło m.st. Warszawa, często z dużym opóźnieniem informując podległych jej urzędników o podejmowanych decyzjach. Jednostkowe sprawy, o których mówili mieszkańcy, miały wiele wspólnych mianowników - jednym z nich było oczekiwanie na pomoc mieszkaniową ze strony dzielnicy i zabranie ich z budynków objętych roszczeniami. Swoje trzy grosze ponownie wtrącał radny Wachowicz "użalając" się nad losem mieszkańców zamieszkujących kamienice oddawane "Żydom". Nie zepsuło mu nastroju nawet to, że wypomniano mu, iż w poprzedniej kadencji jako przewodniczący rady i członek rządzącego klubu PiS niewiele zrobił dla mieszkańców w tej materii. W obecnej kadencji tenże radny, jako członek komisji mieszkaniowej opiniującej z ramienia rady kwestie pomocy dla mieszkańców w sprawach mieszkaniowych pomiędzy kwietniem 2007 a lipcem 2008 na 42 posiedzenia komisji opuścił 32, co na jednej z sesji wypomniała mu przewodnicząca Zofia Kozdrój.

W trakcie debaty, która pomiędzy radnymi często przeradzała się w polityczną pyskówkę, coraz liczniej salę opuszczali przybyli mieszkańcy, dosadnie to komentując. Całość tego punktu zakończyła się przyjęciem jednogłośnie przez radę czterech stanowisk. Trzy z nich zaprezentował radny Lisiecki, zapewne jako zbiorowy wysiłek intelektualny radnych PiS. Dotyczyły one wydzielenia w urzędzie samodzielnego stanowiska pracy ds. mieszkańców (sic!), umożliwienia podejmowania decyzji przez zarząd dzielnicy dotyczących obniżania stawki czynszu i ułatwień w przydziale mieszkań mieszkańcom w budynkach przekazanych byłym właścicielom. Czwarte było najbardziej racjonalne. Przygotował je radny Tondera. Wzywa w nim władze Warszawy do wykupów roszczeń i ochrony w ten sposób własnych najemców.

Praktycznie beznamiętnie przebiegał kolejny punkt, dotyczący przygotowania szkół podstawowych na Pradze Północ do przyjęcia dzieci sześcioletnich. Sala opustoszała z pierwotnej widowni, ożywiła się jedynie w momencie, gdy wiceburmistrz Buczyński, mówiąc o zrealizowanych remontach i zakupach oprócz małych krzesełek i stolików wspomniał o małych "pisuarkach" w sanitariatach. Debaty w sprawie nie było żadnej, podobnie jak w punktach wolne wnioski, zapytania itp. Całość sesji po czterech godzinach dzielnie zamykał prowadzący ją przez większość czasu radny Kazimierz Janusz Baranowski, który nawet wytrawnemu destruktorowi radnemu Wachowiczowi nie dał sobie w kaszę dmuchać.

DCh