Zaklęty krąg bezdomności


      Patrząc na kameralny budynek przy Knyszyńskiej 1 niełatwo się domyślić, że właśnie tu mieści się Schronisko dla Mężczyzn prowadzone przez warszawskie koło Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta, w którym przebywa 36 panów. Po przekroczeniu progu schroniska trudno się oprzeć wrażeniu, że jest tu jak w domu.
      Towarzystwo powstało w 1978 roku i zostało wówczas zarejestrowane we Wrocławiu pod nazwą Towarzystwo Pomocy im. Adama Chmielowskiego. Inicjatorem przedsięwzięcia i jego dobrym duchem jest ksiądz Jerzy Marszałkowicz, furtian wrocławskiego seminarium duchownego. Ubodzy przychodzili do niego na furtę i zawsze otrzymali pomoc. - Jestem jego uczniem i przyjacielem i jest to dla mnie wielki zaszczyt. Zawsze mogę liczyć na jego pomoc i wsparcie. Ksiądz Marszałkowicz oddaje bezdomnym wszystko co ma. Założeniem towarzystwa jest dać im coś więcej niż tylko dach nad głową, posiłek i ubranie. - mówi Maciej Gąsiewski, kierownik schroniska.
      Zabudowania przy Knyszyńskiej to tzw. Małe Dzieło Opatrzności Bożej księży Orionistów i jednocześnie najstarsze całodobowe schronisko w Polsce. Kierownictwo płaci Orionistom za wynajem symboliczną złotówkę miesięcznie. Nie ma tu rozbudowanej administracji i nadmiaru personelu - kierownik, dwaj opiekunowie, pracownik socjalny. I psycholog, bowiem od 1998 roku ruszyła w schronisku terapia odwykowa. - W osiemdziesięciu procentach przypadków bezdomność mężczyzn łączy się z alkoholizmem, terapia jest więc nieodzowna. Beata Zając, nasz psycholog, jest uczennicą wybitnego doktora Woronowicza i jest doskonała w tym co robi. Koszty programu terapeutycznego pokrywa w 60-70 proc. wydział promocji zdrowia Biura Zarządu m. st. Warszawy - na pozostałe koszty sami musimy znaleźć środki - mówi Maciej Gąsiewski. Bezdomność pojawia się najczęściej wraz z utratą pracy. Niemal klasyką bezdomności jest sytuacja pracowników spoza Warszawy mieszkających w hotelach robotniczych. Po upadku komunizmu wielu z nich straciło pracę i mieszkanie w hotelu. Ich więzi z rodzinami stawały się coraz bardziej nietrwałe, wielu z nich zerwało je całkowicie, kiedy uświadomili sobie, że nie mają nic do zaoferowania. Brak środków do życia, alkoholizm i w konsekwencji bezdomność. Podobnie rzecz ma się z pracownikami byłych PGR. Ale są wśród bezdomnych i całkiem świeże ofiary bezrobocia i alkoholizmu, który może być zarówno przyczyną, jak i wynikiem bezdomności. Pojawiają się jako ludzie znikąd - nie mają świadectw szkolnych, świadectw pracy, są pozbawieni świadczeń emerytalnych czy rentowych. Pracownicy schroniska muszą pomóc im odzyskać tożsamość - odnaleźć świadectwa szkolne, świadectwa pracy, pomóc - jeśli jest to możliwe - w uzyskaniu świadczeń rentowych bądź świadczeń z pomocy społecznej. Terapia odwykowa to szansa na odzyskanie tożsamości mentalnej. Bywa i tak, że spustoszenia w psychice są tak duże, że nie pomoże żadna terapia. - To psycholog stwierdza, który z podopiecznych kwalifikuje się do terapii odwykowej. Cykl trwa cztery miesiące.
       Pierwsze sześć tygodni terapii przebiega w całkowitym zamknięciu, po tym czasie można wychodzić na przepustki, zawsze za zgodą terapeuty. Determinacja wielu panów jest duża - bardzo chcą wyjść z alkoholizmu i bezdomności, chcą żyć inaczej - mówi Maciej Gąsiewski.
      Dość powszechne są problemy tego typu placówek z sąsiadami . Tu, mimo iż schronisko jest położone w bezpośredniej bliskości domów jednorodzinnych, ten problem nigdy nie występował. Dobrze układa się współpraca z w władzami gminy Targówek i gminy Centrum. Wyżywienie w schronisku jest bardzo dobre - udaje się zdobywać różne produkty w hurtowniach często ze sporymi upustami. Gotowaniem zajmuje się dwóch panów, podopiecznych schroniska - pozostali pomagają w obieraniu ziemniaków, warzyw, przy zmywaniu naczyń. Mieszkają w ośmioosobowych pokojach. Szczęśliwcy to ci, którym trafi się jedyny w schronisku pokój czteroosobowy. Dla jednego, dwóch rocznie, spośród tych, którzy przeszli terapię udaje się uzyskać mieszkania socjalne. Kilku wykorzystało tę szansę - przestali pić, pracują, mają gdzie mieszkać. Warunkiem jest oderwanie się od poprzedniego środowiska.
      Są i tacy, którzy szansę zmarnowali. Wrócili do kolegów z czasu bezdomności, do nałogu, stracili pracę i ponownie zasilili szeregi bezdomnych. - Bardzo trudno jest uporać się z alkoholizmem i z obciążeniem bezdomnością, jeśli wraca się po terapii do dawnego środowiska. Wyjście z bezdomności i alkoholizmu udaje się nielicznym, ale mogłoby ich być znacznie więcej, gdyby udało się przedłużyć okres ochronny. Po terapii człowiek jest jakby obdarty ze skóry, trzeba czasu, by obrósł nową. W schronisku możemy zapewnić jedynie miesięczny okres ochronny z opieką psychologiczną i opieką personelu. Marzy nam się wybudowanie hostelu i to marzenie powoli zaczyna się krystalizować. W hostelu przez rok mogliby mieszkać ci, którzy mają za sobą terapię odwykową. Musieliby pracować i płacić za pobyt. Mieliby kontakt z psychologiem i pomoc personelu, nie musieliby wracać do poprzedniego środowiska. Koszt wybudowania takiego hostelu jest niczym wobec odzyskania wielu z nich dla społeczeństwa. Jednocześnie można by im wreszcie dać wędkę zamiast ryby. Najważniejsze jest wyjście z zaklętego kręgu bezdomności, a tylko w taki sposób można okrzepnąć w abstynencji i usamodzielnić się - powiedział nam Maciej Gąsiewski.
      Hostel miałby spełniać jeszcze jedną ważną rolę. Mieszkający w nim panowie, którzy przeszli z powodzeniem terapię odwykową, mieliby szansę dokształcania się, przekwalifikowania i zdobywania nowych umiejętności na różnego rodzaju kursach.

Elżbieta Gutowska


Wszystkim, którzy chcieliby wesprzeć Schronisko dla Mężczyzn prowadzone przez Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta podajemy numer konta:
PKO BP VIII Oddział Warszawa
10201084-41175-270-1-111