Tegoroczna zima nie skąpiła atrakcji: śnieg, mróz, gołoledź, marznąca mżawka... Odwykliśmy
od tego w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Starsi przypominają sobie dawne kroniki filmowe,
pokazujące zaspy na drogach i dramatyczny komentarz spikera: “Zima jak zwykle zaskoczyła
drogowców.”
Kilka dni temu w drodze do pracy natknęłam się na scenkę jak z czasów realnego socjalizmu:
kilku panów w pomarańczowych kamizelkach niespiesznie, kawałek po kawałku, jednym łomem,
podawanym z rąk do rąk, rozbijało lód na chodniku. “Po co się panowie tak męczą? – zagadnęłam
nieco ironicznie, w duchu realnego socjalizmu – Przecież najdalej do czerwca samo się
rozpuści.” “Racja – przytaknęli panowie – dlatego szanujemy robotę, żeby do czerwca
starczyła.”
Nie wszyscy jednak cieszą się śniegiem i lodem, jak tamci panowie. Mam na myśli zwierzęta.
Osiedlowe pieski nie mają się czym przejmować. Sklepy zoologiczne oferują gustowne paletka,
sweterki, narzutki, a nawet buciki. Jamnik sąsiadów paraduje odziany w rękaw od swetra, a
popielaty pudelek z sąsiedztwa wystroił się w zieloną, pikowaną kamizelkę i kolorystycznie
dobraną kokardkę.
Nieco gorzej wiedzie się bezpańskim kotom, które w letnie wieczory tak ładnie dekorują
śmietnik swoimi wdzięcznymi sylwetkami. Jedzenie, które litościwe panie zostawiają po krzakach,
ginie w śniegu, ciepłe podwozia samochodów zbyt szybko stygną, a piwniczne okienka często
bywają zamknięte.
Psy i koty budzą zainteresowanie wielu ludzi, ale mało kto interesuje się, jak sobie radzą
zimą ptaki. Trzeba pamiętać o tym, że im mniejsze zwierzę, tym bardziej narażone jest na
zmarznięcie. Małe ciałko szybciej traci ciepło. Dlatego zimą ptaki muszą dużo jeść.
Stosunkowo najlepiej radzą sobie wrony, sroki i gawrony. Trudno oprzeć się wrażeniu, że
cieszą się zimą jak dzieci. W ich krakaniu słychać podniecenie i radosne tony, gdy podskakują
na świeżym śniegu i zeskakują z gałęzi w niewielkie zaspy. Po prostu bawią się. Ich wielkie,
silne dzioby są w stanie rozedrzeć foliowe worki z odpadkami, toteż gawrony nie boją się
tak bardzo głodu.
Pewien taksówkarz, miłośnik ptaków, który szczerze podziwia ich mądrość, twierdzi, że widział
gawrony przynoszące duże kawałki chleba do kałuży. Po rozmoczeniu chleb łatwiej dawał się
podziobać. Po co jednak wyrzucać do śmietnika suchy chleb? Przecież można go pokroić w
kawałki i rzucić ptakom. Znajoma pani z osiedla, która regularnie w drodze do pracy dokarmia
ptaki, jest zawsze radośnie witana przez swoich podopiecznych. Kiedy pewnego razu zapomniała
o poczęstunku, gromada gawronów odprowadziła ją aż na przystanek tramwajowy, wciąż nie
tracąc nadziei. Pani była bardzo zmartwiona, że sprawiła im taki zawód i na drugi dzień
przygotowała większą porcję.
Jeżeli w zimowy dzień wybierzemy się na spacer do Parku Skaryszewskiego albo do Łazienek,
nie zapomnijmy wziąć ze sobą poczęstunku dla kaczek. Duże stada tych ptaków zimują w mieście,
licząc na szczodrość jego mieszkańców. Kaczkom towarzyszą łyski, mewy i gołębie. Zdarza się,
że całe to bractwo głodne i zziębnięte wychodzi aż na ulicę żebrać u przechodniów, jak to
się dzieje na przykład w okolicach Parku Saskiego.
Najbardziej jednak potrzebują naszej pomocy małe ptaki, takie jak wróble i sikorki. Wróble
często zamarzają, więc gdy mróz jest zbyt silny, szukają schronienia pod rozmaitymi daszkami,
gdzie mogą przeczekać najgorszą pogodę. Odkąd zniknęły z ulic konie, wróbli jest coraz mniej,
a szkoda, bo to miły ptaszek, a jego wesołe i zawadiackie ćwierkanie bardzo poprawia
człowiekowi nastrój. Głośne awantury w żywopłotach, odwaga i zaczepny charakter, który daje
o sobie znać poprzez liczne bijatyki z tarzaniem się w piasku, nieporządek panujący w ich
gniazdach, wszystkie te cechy dokuczliwe u ludzi, u wróbli wydają się sympatyczne.
Sikorki też budzą powszechną sympatię, ale rzadko kto im pomaga. Tymczasem bez tych
owadożernych ptaszków nasze miejskie, zabiedzone drzewka zostałyby doszczętnie objedzone
przez owady. Zimą koniecznie trzeba dokarmiać sikorki. Najlepiej napełnić opakowanie od
margaryny albo pustą doniczkę tłuszczem z rozmaitymi ziarnami, takimi jak mak i siemię
lniane. Po zastygnięciu tłuszczu, zawiesić na drzewie do góry dnem. Tak przygotowany
poczęstunek będzie długo służył, a jednocześnie jego chybotliwość uniemożliwi dobranie
się do niego większym ptakom. Sikorki mają chwytne pazurki i potrafią swobodnie bujać się
na gałązkach głową w dół, co nie wszystkie ptaki lubią i umieją. Podobnie można powiesić
na drzewie kawałek słoniny ze skórką.
Kiedyś postanowiłam zawiesić takie karmniki na balkonie, żeby poprzyglądać się sikorkom.
Stała się jednak rzecz, której nie wzięłam pod uwagę. Rano obudziły mnie odgłosy kucia i
wstrząsy takie, jakby ktoś młotkiem walił w obudowę balkonu. Wyjrzałam i zobaczyłam siwą
wronę, która, siedząc na barierce, podciągnęła zwisającą słoninkę, podtrzymywała ją łapą i
wielkim swym dziobem rytmicznie kuła, łapczywie połykając oderwane kawałki. Sikorki nie
miały szans.
Pamiętajmy więc, gdy będziemy dokarmiać ptaki, żebyśmy się nie okazali mniej rozumni od
nich. Ptasich móżdżków lekceważyć nie należy.
Anna Hnydka
Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej