|
Północne
płuco Warszawy
Wiosna i lato sprzyjają spacerom i aktywności na świeżym powietrzu. Białołęka, jak mało która gmina stołeczna oferuje mieszkańcom wielką mnogość pięknych, zielonych i dzikich terenów. Wśród tych cudów trafiają się niestety łyżeczki dziegciu. O walorach przyrodniczych gminy i psujących te walory łyżeczkach dziegciu rozmawiamy z Iloną Kuleczką, naczelnikiem Wydziału Rolnictwa, Ochrony Środowiska i Leśnictwa. - Dotarła do nas informacja, że w Białołęce są bobry... - Rzeczywiście są w naszej gminie dwa miejsca, w których bobry się zadomowiły. Nie będę dokładnie określać lokalizacji by mieszkańcy nie niepokoili zwierząt. Nie wiemy ile jest bobrów - są bardzo płochliwe, ale można przyjąć, że mamy trzy bobrze rodziny sprawiające sporo kłopotów. Jedna z nich buduje żeremia w wodach Kanału Żerańskiego. Zwierzęta niszczą nabrzeże, ścinają zdrowe drzewa, które powodują, że kanał traci żeglowność. Bobry występują również w dwóch miejscach w Olesinie. Upodobały sobie urządzenia wodne, robiły wszystko by odwrócić bieg wody w kanałach melioracyjnych co groziłoby podtopieniem okolicznych osiedli. Mniej więcej co dwa tygodnie spółka wodna konserwująca urządzenia na nasze polecenie naprawiała szkody poczynione przez zwierzęta. Ostatnio bobry się uspokoiły ze względu na niski poziom wody w kanałach, który jest wynikiem suszy. Woda w rowach jest czysta, stale konserwujemy urządzenia, które obecnie zbierają wyłącznie deszczówkę zapewniając odwodnienie terenom położonym w ich pobliżu. Jedyne miejsce, które nie jest odwadniane to otulina Rezerwatu Łęgi Czarnej Strugi. Dla zachowania ekosystemu jest konieczne utrzymanie podmokłego charakteru tego obszaru. - Białołęka jest bodaj jedyną gminą stołeczną, która ma zamieszkałe bocianie gniazda... - Bocianów mamy dużo i dbamy o nie. W dziesięciu stanowiskach co roku ptaki przystępują do lęgów. Stanowisk, które kontrolujemy wspólnie z Towarzystwem Ornitologicznym jest jedenaście - dwa przy Głębockiej (nr 72 i 135) na wolnostojących słupach. W tym roku bociany nie pojawiły się przy Płochocińskiej róg Kobiałki. Platformy z gniazdami na słupach energetycznych mamy przy ulicach Olesin 118, Mochtyńskiej 51, Ruskowy Bród 62, Wojdyńskiej 21, Kobiałka 49. Przy Kątach Grodziskich 97 złamała się stara topola, którą upodobały sobie ptaki - gniazdo zostało przeniesione na drzewo rosnące w pobliżu. Przy Marcina z Wrocimowic 13 mamy gniazdo na nieczynnym kominie, zaś przy Płochocińskiej 135 stanowisko znajduje się przy nieużywanych tunelach foliowych, ale nie co roku ptaki przystępują tu do lęgów. Płochocińska stała się zbyt ruchliwa i to pewnie odstrasza bociany. W ciągu ostatnich kilkunastu lat ubyły nam dwa bocianie stanowiska - przy Ostródzkiej 92 i Odkrytej 25. Jest bardzo prawdopodobne, że są w gminie gniazda, o których możemy nie wiedzieć. - Śmiało można byłoby uznać, że Białołęka to północne zielone płuco Warszawy gdyby nie m.in. Polfa i Pollena Aroma. Mieszkańcy narzekają na zapachy ... - Polfa była bardzo uciążliwa w sensie zapachów latem ubiegłego roku kiedy nieczynny był z powodu awarii główny ozonator. We wrześniu 2001 roku urządzenie wznowiło pracę i powinno być lepiej. Przypominam, że zapach emitowany przez Zakłady Farmaceutyczne Polfa to zapach grzybni, na której hoduje się antybiotyki i jako komponent organiczny nie jest szkodliwy dla zdrowia. Nieprzyjemny zapach pojawia się najczęściej przy niekorzystnych warunkach pogodowych tzn. przy dużej wilgotności powietrza, niskim ciśnieniu oraz w wyniku emisji niezorganizowanej jak np. wietrzenie hal, nieszczelności, ładowanie grzybni na samochody itp. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska zalecił szefostwu Polfy uszczelnienie procesów technologicznych. Jeśli chodzi o Pollenę Aromę jej emisje są stale monitorowane. To co dociera do mieszkańców to komponenty zapachowe. Wierzę, że dla niektórych te zapachy mogą być uciążliwe, ale nie są niebezpieczne dla zdrowia i przypominam - po raz kolejny - że w Polsce nie ma przepisów określających normy emitowanych zapachów. Mamy w gminie bardzo poważny problem ze śmieciami. Porządkujemy bezustannie, a śmieci wciąż na nowo się pojawiają. Straż Miejska kontroluje umowy z firmami zajmującymi się wywożeniem odpadów, kontroluje budowy, sprzątamy lasy i tereny zielone - nie mijają dwa tygodnie i znów mamy pełno śmieci. Zdarzało się, że odkrywaliśmy dzięki sygnałowi mieszkańców ogromny stos zepsutych kości i całą wywrotkę oprawek po okularach. Na sprzątanie moglibyśmy wydać pół rocznego budżetu gminy, a efektu nie byłoby widać. Apeluję do mieszkańców i do tych wszystkich, którzy bezmyślnie zaśmiecają Białołękę o zaniechanie tych praktyk.
Rozmawiała
Elżbieta Gutowska
|