|
Igrzyska na Targówku Inaczej niż co roku przebiegały VIII Igrzyska Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Targówek 2002 - aura napisała swój scenariusz. W ulewnym deszczu autokary z uczestnikami odjeżdżały z OSiR przy Łabiszyńskiej do hali sportowej przy Olgierda, którą do czwartej rano przygotowywano na przyjęcie gości. Jak co roku organizatorem i głównym sponsorem imprezy był Urząd Gminy Targówek, a my mieliśmy zaszczyt być patronem medialnym Igrzysk. Na miejscu pospiesznie i z trudem rozkładano na niewielkim dziedzińcu nasiąknięte wodą namioty przykrywające kramy z przekąskami, przemoczeni strażnicy miejscy kierowali gości na parkingi, organizatorzy nerwowo biegali po wypełnionej po brzegi i gwarnej hali. A potem już wszystko potoczyło się jak zwykle bardzo sprawnie. Adrian Błaszczyk w imieniu uczestników wypowiedział słowa przysięgi olimpijskiej, zagrała marszowo Reprezentacyjna Orkiestra Wojskowa, zabrakło olimpijskiego znicza i uroczystego przemarszu drużyn - zbyt mało miejsca. Tak jak w ubiegłym roku zaśpiewały, zagrały i zatańczyły „Młode Juhasy” z Ujsołów i jak w ubiegłym roku zespół został przyjęty oklaskami, a w czasie występów wszyscy olimpijczycy raźno przytupywali. W ogólnym harmiderze zniknęły co prawda słowa piosenek, ale i tak wszyscy bawili się znakomicie obserwując taneczne popisy Juhasów. O dziwo na stosunkowo niewielkiej przestrzeni trudniej było się znaleźć niż na dużym, bądź co bądź, stadionie przy Łabiszyńskiej. Wolontariusze ze szkół Targówka z podniesionymi w górę numerami startowymi szukali swoich niepełnosprawnych kolegów olimpijczyków. - Cóż, musimy to jakoś przeżyć. Warunki są trudne, ale damy radę - powiedziała NGP z uśmiechem jedna z pań obsługujących imprezę. Harcerzom nie było łatwo utrzymać porządek w hali - najtrudniej było wykroić miejsce do startów zawodników - co rusz ktoś przebiegał po pasach wyznaczonych do startów w rozlicznych konkurencjach - biegach, rzutach piłką, różnego rodzaju wyścigach. W miarę komfortowe warunki mieli młodzi sportowcy rozgrywający mecze w tenisa stołowego, bowiem zawody odbywały się w osobnej sali. Przy stanowisku startowym biegów spotkaliśmy naszego dobrego znajomego Zbyszka Wyganowskiego. Ten chłopiec jest przykładem ogromnego hartu ducha. Pisaliśmy o nim wiele razy, apelowaliśmy do Czytelników o pomoc na rehabilitację Zbyszka. Po dwóch poważnych operacjach kręgosłupa, kolejnych w jego młodym życiu, pozbierał się niezwykle szybko. - Będę startował, jak co roku. Nie reprezentuję żadnego stowarzyszenia, startuję indywidualnie - powiedział. Wyprzedzimy nieco bieg wydarzeń - Zbyszek zdobył trzy medale - srebro za rzut do celu, brąz w tenisie stołowym i drugi brąz w rzucie piłką do kosza. Obserwując zmagania młodzieży - właśnie był falstart, co zdarza się nawet największym sportowcom - rozmawiamy z Barbarą Stępkowską, prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Niepełnosprawnych Archidiecezji Warszawskiej. - Spośród 45 naszych podopiecznych niepełnosprawnych ruchowo i psychicznie spora grupka już trzeci raz bierze udział w olimpiadzie na Targówku. Robią to bardzo chętnie, chętnie też wyjeżdżają na letnie obozy. Trudniej jest namówić do takich przedsięwzięć rodziców - niepokoją się czy dzieci będą właściwie dopilnowane, czy będą się odpowiednio zachowywać. Wyraźna jest bariera przed otwarciem się na nowe sytuacje, ale jeśli raz to nastąpi są zadowoleni i chętnie decydują się na następne. Rozdano puchary i mnóstwo medali ufundowanych i wykonanych przez renomowaną firmę Calino, ale chyba nie to jest najważniejsze, choć dla tych młodych ludzi każda dekoracja trofeami jest wielkim przeżyciem. Sam udział w imprezie to nieoceniona wręcz wartość psychologiczna budująca poczucie własnej wartości i integrująca z ludźmi zdrowymi. - Trzeba stwarzać naszym niepełnosprawnym dzieciom jak najwięcej szans funkcjonowania w dziedzinach do niedawna jeszcze zastrzeżonych dla ludzi zdrowych. One czują się wtedy ważne i potrzebne, dają z siebie wszystko by udowodnić, że potrafią. (...) Błędem jest zamykanie się w czterech ścianach - co czynią niektórzy rodzice - w poczuciu nieuzasadnionego wstydu, czy też chcąc uchronić dziecko przed różnymi przeciwnościami. To tylko pogłębia izolację. (...) Nie dojdzie nigdy do pełnej integracji ze społeczeństwem jeśli sami nie będziemy szukali sytuacji, w których nasza córka może się sprawdzić jako człowiek - szklany klosz jest najgorszym rozwiązaniem. Skąd zdrowe - mówiąc w uproszczeniu - dzieci, a potem ludzie dorośli mają wiedzieć ile sami mogą czerpać doświadczenia z kontaktów z ludźmi niepełnosprawnymi. (...) Dzięki temu, że wychodzimy poza cztery ściany swoich domów coraz większa jest świadomość czym jest niepełnosprawność i coraz więcej barier jest przełamywanych. Sami pytamy o imprezy, szukamy miejsc, w których nasz syn ma szansę zaistnieć - to naprawdę nie jest trudne - powiedzieli NGP rodzice olimpijczyków. Ze wszystkimi młodymi sportowcami mamy nadzieję spotkać się na Targówku w przyszłym roku, a więc do zobaczenia.
E.G.
|