|
Kulturalni inaczej W oczach Europejczyków uchodziliśmy do niedawna za ludzi kulturalnych. Chętnie wręczamy kwiaty, mężczyźni całują kobiety w ręce. Nie śmiecimy tak jak Hiszpanie - ulice wielkich miast są tam usłane odpadkami, a w knajpkach rzuca się na podłogę niedopałki i wykałaczki. Nie krzyczymy jak Włosi czy Grecy. Nie jesteśmy chyba jednak zbyt kulturalni - klniemy jak szewcy, jako kierowcy jesteśmy obrzydliwi, nie dbamy o uszy innych. Od pewnego czasu kolekcjonuję głosy Czytelników sygnalizujących przejawy braku kultury. Oto one... Czerwcowa, upalna noc, godzina pierwsza, szeroko otwarte okna mieszkań na jednym ze strzeżonych osiedli w Białołęce. Nasz Czytelnik budzi się słysząc za oknem jęki - początkowo jest pewien, że docierają do niego odgłosy filmu erotycznego. Wygląda przez okno i dostrzega parę młodych ludzi kopulujących bez żenady w niewielkiej odległości od jego okna. Amory trwają, więc zgłasza sprawę ochronie osiedla - respekt przed mundurem sprawia, że kochankowie pospiesznie wdziewają ubrania i bez specjalnego wstydu oddalają się z polowej alkowy. Czytelnik zasypia. Po godzinie budzą go męskie głosy, znów pod jego oknem. Sąsiad głośno żegna się ze swoimi gośćmi. Bardzo zdenerwowany zasypia ponownie - po godzinie budzi go bardzo głośna rozmowa patrolu ochrony - panowie rechoczą dzieląc się dość ordynarnie wrażeniami z niedawnego przyłapania kochanków na gorącym uczynku. Czytelnik zasypia z niewesołą myślą, że płaci za ochronę, która nie dość, że nie strzeże jego osiedla to jeszcze na dobitkę przeszkadza mu spać. Sobotnia noc na Targówku, osiedle komunalne, gorąco, wszystkie okna otwarte. W ciszę nocy najpierw wdziera się dziewczęcy wrzask. Czytelniczka zrywa się na równe nogi. Pod oknem stoi grupka nastolatków - nie żałują sobie. Gdyby wyciąć z ich kwestii wszystkie wulgaryzmy na „k”, „p” i „h” niewiele by z tego zostało. Na szczęście młodzi ludzie szybko wypijają to co im jeszcze zostało i oddalają się. Inne miejsce na Targówku, trzecia w nocy - ktoś przewraca pojemnik do selekcjonowania puszek i plastików. Rozlega się straszliwy huk. Potem przez godzinę pracowicie ugniata trzeszczące puszki na trawniku pod oknami. Czytelnik dzwoni po straż miejską - rezygnuje, bo nie może się dodzwonić. Kolejne osiedle na Targówku, niedzielny wieczór, zaczęły się wakacje. Pod wierzbą płaczącą dzieciaki podpalają wielką szafę wyciągniętą ze śmietnika. Płomienie sięgają drugiego piętra. Nikt nie reaguje. Czytelniczka dzwoni po straż pożarną - wóz przyjeżdża po godzinie, kiedy gigantyczne ognisko dogasa. Praga Północ, biały dzień, przedpołudnie. Czytelniczka z synkiem idzie do parku. Na chodniku kilku podchmielonych panów popija piwko - klną straszliwie. Nie sposób ich ominąć, zajmują całą szerokość chodnika. Przechodząc obok stara się odwrócić uwagę synka. Ale ten pyta rezolutnie - Mamusiu, co to jest k... j...? To nie koniec spacerowych niespodzianek. W parku jakiś jegomość bez skrępowania, nawet specjalnie się nie odwracając załatwia pod drzewem swoją potrzebę. Czytelniczka tłumaczy ciekawemu synkowi, że pan jest chory i nie zdążył do toalety, a dla nas komentuje - Jak można edukować dziecko na takim poziomie? Człowiek po prostu nie wie co ma powiedzieć. Z całą pewnością jesteśmy kulturalni inaczej - od święta, przy okazji wielkiej pompy i gali. A to - czyli jak się kiedyś mówiło kindersztubę - trzeba po prostu mieć we krwi. Wówczas nie sprawia trudności ciche zamykanie drzwi na klatce schodowej, przyciszanie telewizora po 22, przyciszanie głosu kiedy późno wracamy do domu, głośne słuchanie muzyki tylko przez słuchawki. Jak miło by się żyło gdyby zastosować chociaż ten program minimum...
(egu)
|