Poszukiwanie odpadów

Rozmowa z Jackiem Kaznowskim, dyrektorem Zakładu Utylizacji Stałych Odpadów Komunalnych


     
Niedawno w ZUSOK osiągnęła pełną moc nowa instalacja do segregacji odpadów. Dlaczego nie było jej od początku?
- To proste. Przy sporządzaniu założeń do projektu inwestor zakładał, że w Warszawie zostanie wdrożona systemowa segregacja odpadów. Niestety do momentu rozruchu zakładu taki system nie powstał. W wyniku tego trafiają do nas głównie śmieci tzw. surowe, czyli bez jakiejkolwiek selekcji. Dlatego, dla bezpieczeństwa naszych kosztownych instalacji, musieliśmy się do tego wziąć sami.
Co ma Pan na myśli mówiąc “jednolity system segregacji”?
- Obecnie nie ma ani precyzyjnych przepisów, ani wystarczających środków na to, by wszystkie jednostki samorządowe, czy to gminy, czy dzielnice, w podobny sposób prowadziły zbiórkę odpadów. W jednych zbierane jest szkło, w innych puszki czy opakowania plastikowe. Z reguły jednak robione jest to chaotycznie, bez wzajemnej współpracy. Stale brakuje pieniędzy, więc te sprawy spadają na daleki plan. Małe jest też zainteresowanie i świadomość mieszkańców. Skutek jest jeden – i do nas, i na wysypiska trafiają śmieci, głównie nie posegregowane.
Co w tych śmieciach zagrażało waszym instalacjom?
- Być może nie wszyscy zdają sobie sprawę, co trafia do pojemników! Są tam i meble, i rury, i folia ogrodnicza, i ceramika sanitarna, i wszelkiego rodzaju gruz. Było nawet ogromne koło od traktora, że nie wspomnę o wszelkiego rodzaju opakowaniach i akumulatorach. Nowa instalacja pozwala na mechaniczne wydzielenie przede wszystkim przedmiotów o dużych gabarytach (powyżej 300 mm) i segregację surowców nadających się do dalszego przetworzenia: szkła, papieru, odpadów organicznych. Gdyby właściwie funkcjonowała segregacja śmieci w miejscu ich powstawania, cała ta praca byłaby ograniczona do minimum.
Co dalej dzieje się z tymi odpadami?
- Szkło przekazujemy do hut i zakładów przetwórczych. Akumulatory oddajemy specjalistycznym firmom, które je unieszkodliwiają. Składniki organiczne na miejscu kompostujemy. Nawiasem mówiąc, stale prowadzone badania przez wyspecjalizowane laboratorium zarządu miasta wykazują, że uzyskujemy wysokiej jakości kompost, wolny od metali ciężkich i innych szkodliwych dla środowiska składników, nadający się m.in. do rekultywacji terenów zielonych. Gruz natomiast trafia na wysypisko. To, czego nie da się wtórnie wykorzystać, a posiada walory paliwowe, jest spalane.
Jak to wygląda ilościowo? Jakie są proporcje?
- Nowa instalacja segregacji odpadów w ciągu godziny segreguje do 40 ton. Dziennie przez ZUSOK przepływa 450 ton odpadów, z czego ok. 200 jest spalane. A co dzieje się z popiołami i żużlem ze spalonych odpadów? - Są unieszkodliwiane według szwajcarskiego patentu. Dodaje się cement, wodę i polimer. Powoduje to związanie tych popiołów i żużli tak, że znajdujące się w nich metale ciężkie nie uwalniają się pod wpływem deszczu i innych czynników atmosferycznych. Na świecie tak uzyskany materiał ma atesty i służy jako trwały surowiec budowlany, m.in. do budowy dróg. Mamy nadzieję, że i u nas zostanie w ten sposób wykorzystany. Póki co jednak trafia na wysypiska.
Czy ZUSOK zarabia na siebie?
- Jeszcze nie, choć stale zmniejszamy koszty, dzięki m.in. sprzedaży surowców wtórnych. Zakłady tego typu jak ZUSOK mają stosunkowo wysokie koszty ze względu na nasycenie drogimi instalacjami. Obecna sytuacja rynkowa powoduje konieczność dotowania zakładu. Ale jest to cena ochrony środowiska. Problemów jest kilka, o jednym już mówiłem przedtem: to brak jednolitej segregacji, o świadomości społecznej nie wspomnę. Bardzo istotny jest brak radykalnych uregulowań prawnych. Wszyscy wiedzą, że dyrektywy Unii Europejskiej, do której staramy się przyłączyć, ograniczają składowanie na wysypiskach odpadów nieprzetworzonych. Tymczasem u nas jak dotychczas jest tylko jeden taki zakład, jak ZUSOK. Na cały kraj! Problemem wszystkich polskich zakładów, zajmujących się spalaniem odpadów w tym: odpadów niebezpiecznych, szpitalnych, przemysłowych (bo tego rodzaju zakładów w kraju jest więcej) jest po prostu ... brak odpadów.
Jak to możliwe?
- Moim zdaniem, wynika to właśnie z braku odpowiednich uregulowań prawnych. Obecnie burmistrz czy wójt wydaje koncesję na wywóz śmieci firmie, która ma sprzęt i podpisaną umowę z wysypiskiem. Od tego momentu ta firma staje się właścicielem śmieci. Wywozi je tam, gdzie jest najtaniej, dlatego bywa, że warszawskie odpady trafiają na południe czy północ kraju. Nie ma żadnej kontroli nad tym, czy to właśnie w ten sposób nie powstają dzikie wysypiska. Mam nadzieję, że po scaleniu Warszawy przynajmniej to się zmieni na korzyść, że nowe władze będą miały lepszą kontrolę nad odpadami, że zostanie wdrożony prawidłowy i jednolity system segregacji, że przyszła rada miasta skorzysta z przygotowywanej nowelizacji ustawy odnośnie utrzymania czystości. Pozwoli to na przejęcie obowiązków właścicielskich, co wreszcie otworzy drogę do prowadzenia polityki cenowej, wdrożenia niezbędnej kontroli nad warszawskim rynkiem odpadów. Absurdem jest przecież sytuacja, gdy kierując supernowoczesnym zakładem, takim jak ZUSOK, stale jestem w pozycji petenta, gdyż muszę wręcz zabiegać o odpowiednią ilość odpadów, by zapewnić zakładowi stałą pracę, choć podobno zalewa nas rzeka śmieci.
Co nam grozi po przystąpieniu do Unii Europejskiej?
- Aby dojść do unijnego poziomu, trzeba byłoby natychmiast wyłożyć około 180 mln euro na podobne do mojego zakłady. Budowa jednej nitki spalarniowej, wraz z instalacją oczyszczania spalin, to koszt 80-120 mln zł. Jeśli takie zakłady nie powstaną, nie będzie jednolitej i skutecznej segregacji, nie zmienią się przepisy i kontrola ich realizacji, to może się okazać, że kary za zanieczyszczanie środowiska znacznie przewyższą te pieniądze, które od Unii dostaniemy. Rozmawiała Ewa Tucholska foto Maciej Pilipczuk

(egu)




     
Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej

8059