Do Oczyszczalni Czajka jechałam z negatywnym nastawieniem - wiele złego na jej temat padło z ust mieszkańców Białołęki.
Nie zachęcała długotrwała procedura uzyskania zgody dyrekcji MPWiK, które jest właścicielem obiektu, na rozmowę z
kierownictwem oczyszczalni. Już przy wejściu na portiernię pierwszy rzut oka na teren Czajki zmienia nastawienie. Uderza
zadbane otoczenie i brak zapachu, na który tak wszyscy narzekają.
Aleksander Szymański, kierownik oczyszczalni przypomina historię powstania obiektu. Prace projektowe rozpoczęły się w roku
1974, generalnym wykonawcą inwestycji na działce o powierzchni 53 ha, pomiędzy ulicami Czajki, Deseniową, Chlubną i Łącznikową
było Przedsiębiorstwo Budownictwa Wodno - Inżynieryjnego Hydrobudowa-1. Inwestycja w założeniu miała służyć przejmowaniu
ścieków bytowo - gospodarczych i przemysłowych z prawobrzeżnej Warszawy, Legionowa i Jabłonnej z wykorzystaniem pompowni -
Żerań, Nowodwory - Tarchomin, Choszczówka, Legionowo, Białołęka Dworska, Zakładów Farmaceutycznych Polfa i odprowadzaniu
oczyszczonych w maksymalnym stopniu ścieków do Wisły. Pierwszy etap budowy - doprowadzenie do przejmowania i oczyszczania
ścieków w czterech ciągach technologicznych w ilości 400 tys. m. sześć. na dobę został osiągnięty. Drugi etap przewidywał
dobudowanie na tym samym terenie jeszcze dwóch ciągów technologicznych o przepustowości 100 tys. m. sześć. ścieków na
dobę każdy. Ostatecznie więc Czajka mogłaby przyjmować 600 tys. m. sześć. nieczystości na dobę - ten etap nie został
zrealizowany. Wdrażanie inwestycji pierwszego etapu ciągnęło się 16 lat, zamiast zakładanych 8. Czajka ruszyła dopiero
w styczniu 1991 roku. - Tak długi okres budowy spowodował, że zgromadzone urządzenia wymagały już na starcie remontów,
modernizacji i udoskonaleń, bowiem niszczały przez lata, nie były odpowiednio przechowywane i konserwowane. Zmieniły się
również przepisy dotyczące ochrony środowiska i należało dostosować się do nowych warunków. Poprawialiśmy hydraulikę
piaskowników, osadników, kanałów dopływowych przy udziale specjalistów z Politechniki Warszawskiej - mówi Aleksander
Szymański.
Czajka jest oczyszczalnią mechaniczno - biologiczną w układzie klasycznym z osadem czynnym. W 1995 roku została uzupełniona
o stopień chemiczny do usuwania fosforu. Stabilizacja osadu odbywa się w zamkniętych komorach fermentacyjnych, biogaz
powstający w procesie technologicznym jest wykorzystywany na miejscu, do celów grzewczych. Procesy modernizacyjne w
Czajce są permanentne. Od 1992 roku wykonano m.in. stację odwadniania osadu, zmodernizowano systemy energetyczne,
komory fermentacyjne, pompownię kanalizacji wewnętrznej, zainstalowano system monitoringu procesów technologicznych,
zmodernizowano układ separacji piasku, halę krat, zainstalowano system pomiaru ilości ścieków, zmodernizowano systemy
informatyczne, ciąg osadu nadmiernego, laboratorium. Z punktu widzenia mieszkańców Białołęki najważniejsza była
modernizacja systemu napowietrzania w komorach biologicznych. Do roku 1994 wielkie aeratory mieszając napowietrzały
ścieki powodując potworny hałas i rozpylając emulsje wodne, które wędrując z wiatrem roznosiły fetor. - Pamiętam
kiedy jako student odbywałem w Czajce praktyki. Łatwo tu było trafić - już na Modlińskiej słychać było hałas, a
fetor był rzeczywiście nieznośny. - mówi Wojciech Fronczak, technolog oczyszczalni. Dziś napowietrzanie odbywa się
pod powierzchnią ścieków. - To działa dokładnie tak samo jak kostki dostarczające tlen do akwariów. Zaleta - nie
powoduje hałasu i nie wznieca w powietrze fetoru. - mówi Aleksander Szymański. Tlen dostarczany w ogromnych ilościach
do ścieków powoduje wzrost szczepów bakterii, które neutralizują nieczystości.
Nie ma co ukrywać, że oczyszczalnie ścieków, tak jak zresztą spalarnie odpadów są obiektami niechcianymi. Teoretycznie
wszyscy zgadzają się, że są niezbędne, ale nikt nie chce mieć takich obiektów pod bokiem. - Trudno polemizować ze
stanowiskiem mieszkańców, ale warto pamiętać, że Wisła nie wytrzymałaby inwazji ścieków. I tak zbyt wiele odprowadza
się ich bez oczyszczania. Mam świadomość, że nieprzyjemny zapach czasem się pojawia, cudów nie ma, to jest w końcu
oczyszczalnia ścieków. - mówi Aleksander Szymański. Całkowite zniwelowanie uciążliwości Czajki jest możliwe. Możliwe
jest zamknięcie komory zbiorczej, piaskowników i zagęszczaczy osadów, ale tylko pod warunkiem rozbudowy i modernizacji
oczyszczalni. Drugi etap budowy jest więc koniecznością - w innym przypadku Czajka będzie emitować odory przy
niesprzyjającej pogodzie, na przykład przy silnym wietrze czy dużej wilgotności powietrza. Po rozbudowie Czajka
przypominałaby oczyszczalnię w Marsylii, którą odwiedził burmistrz Tadeusz Semetkowski - przykryta kopułą, z boiskiem
sportowym na jej szczycie, całkowicie bezgłośna i nie emitująca żadnych zapachów. Rada Warszawy podjęła już uchwałę o
woli rozbudowy i modernizacji Czajki, która mogłaby przyjmować ścieki z całej prawobrzeżnej części, z centrum i północnej
części lewobrzeżnej Warszawy. W założeniu miałyby powstać kolektory doprowadzające ścieki pod dnem Wisły, należałoby
zmodyfikować pompownię i przewody tłoczne, dobudować drugą nitkę kolektora Burakowskiego. Nowe obiekty byłyby zlokalizowane
w granicach działki zajmowanej obecnie przez oczyszczalnię. Wówczas dopiero wszelkie uciążliwości można byłoby zminimalizować
praktycznie do zera poprzez ograniczenie zanieczyszczeń powietrza i emisji odorów, ograniczenie do minimum poziomu hałasu,
ograniczenie jakichkolwiek uciążliwości do granic ogrodzenia Czajki. Żeby ta pewność była stuprocentowa planuje się
zarezerwować 200 - 250-metrowy pas wokół obiektu, jako obszar ograniczonego użytkowania. Nad uzyskaniem optymalnych
parametrów procesu technologicznego w rozbudowanej Czajce pracują całe sztaby specjalistów, przygotowano już kilka opracowań dotyczących przewidywanej modernizacji,
uzyskano decyzje o zabudowie i zagospodarowaniu terenu od władz gmin - Białołęki i Bielan. Ścieki odprowadzane do Wisły po
modernizacji będą odpowiadać warunkom określonym w rozporządzeniu Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i
Leśnictwa z zaostrzeniem wymagań ze względu na podpisaną i ratyfikowaną Konwencję Helsińską. - Już dziś odprowadzane przez
nas do Wisły ścieki odpowiadają tym normom. Wbrew obiegowym opiniom polskie normy są dużo bardziej restrykcyjne niż unijne.
Jesteśmy kontrolowani bez uprzedzenia przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Po ostatniej kontroli nie wysunięto
w stosunku do nas jakichkolwiek zaleceń pokontrolnych. - mówi technolog Wojciech Fronczak. Rozbudowa Czajki będzie kosztować
- bagatela - 1140 mln zł. - Oczywiście nie dysponujemy takimi środkami. Złożono odpowiednie wnioski do unijnego funduszu
ISPA, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Niewykluczone, że część inwestycji będzie finansowana zaciągniętym przez
MPWiK kredytem. - mówi Aleksander Szymański. - Obietnica środków z funduszy unijnych jest, ale tu niewiele zależy od nas.
Wstępną selekcję przeprowadza Komitet Integracji Europejskiej, ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. - dodaje Wojciech
Fronczak.
O Czajce rozmawialiśmy z mieszkańcami Tarchomina. Niektórzy zauważyli, że od kilku lat jest znacznie mniej dotkliwa jeśli
chodzi o zapachy. - Pewnie, że wolałabym żeby zapachy nie pojawiały się w ogóle, ale i tak jest z tym o wiele lepiej. Mam
nadzieję, że prędzej czy później tak będzie. - mówi mieszkanka. - Jakoś nigdy nie koncentrowałem się na tym zapachu, chociaż
kiedy się tu sprowadziłem w 1992 w mgliste i deszczowe dni zapach był bardzo nieprzyjemny. Teraz prawie w ogóle go nie czuję.
- mówi mieszkaniec osiedla Kamińskiego. Odwiedziliśmy również mieszkańca ulicy Chlubnej w Choszczówce. - Mam tę oczyszczalnię
bardzo blisko. Przyznam, że kiedy na początku lat 90-tych budowałem tutaj dom byłem lekko przerażony. Śmierdziało okropnie,
nie zawsze, ale wystarczająco często. Od kilku lat jest dużo lepiej. Oczywiście byłbym szczęśliwy gdyby nie śmierdziało w
ogóle. Jeśli warunkiem modernizacji jest rozbudowa Czajki - trudno, ja się na to godzę, choć wiem, że wielu moich sąsiadów
obawia się, że po rozbudowie będzie gorzej, dlatego wolałbym pozostać anonimowy. - mówi mieszkaniec.
Polonezem atu jedziemy po ogromnym terenie Czajki. Przystrzyżone trawniki, krzewy ozdobne, przy płaskim biurowcu wewnętrzny
ogród z małym basenikiem. Otwieram okno, wącham. Nie czuję fetoru. Fotoreporter potwierdza moją diagnozę. Chodzimy po kratach
nad głębokimi na cztery metry komorami napowietrzania - pod naszymi nogami buzująca od tlenu brunatna, błotnista maź - to
ścieki. Nad nimi unosi się jedynie zapach mulistego jeziora. Wciąż jestem pełna niedowierzania. Zaglądamy do supernowoczesnej,
oddanej do eksploatacji w ubiegłym roku, stacji zagęszczania osadu nadmiernego. Wszystkimi urządzeniami steruje tu komputer,
całość nadzoruje jeden człowiek. Na tle błękitnego nieba odbijają się srebrzyste kopuły komór fermentacyjnych -
przypominają silosy. Mijamy cztery bliźniacze ciągi technologiczne z osadnikami wtórnymi, z których - po przejściu
całego procesu technologicznego - wypływa czysta woda. W takiej postaci ścieki wracają do Wisły. Wojciech Fronczak
przynosi szklane naczynie. Zaczerpnięta z osadników woda jest przejrzysta i bez zapachu.
W ubiegłym roku, na dniu otwartym w Czajce niewielu było zwiedzających oczyszczalnię mieszkańców Białołęki. Może szkoda ... ?
Elżbieta Gutowska
fot. Maciej Pilipczuk
Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej