Miłosierdzie miasta


      Najbiedniejsze praskie dzieci nie pójdą z opiekunami protestować pod Urząd Miasta st. Warszawy by przypomnieć o swym istnieniu, jak to czynią górnicy, rolnicy i pielęgniarki pod Parlamentem Rzeczpospolitej. Dzieci mają małą siłę przebicia, tym staranniej trzeba dbać o ich interesy. Szczególnie tych z rodzin dysfunkcyjnych i nie zasobnych finansowo.
      Władze miasta najwyraźniej zapomniały o tym, że dzieci muszą jeść i choć kilka godzin dziennie przebywać w ciepłych pomieszczeniach. W ogniskach północnopraskiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci za chwilę zabraknie środków na statutowe zadania. - Do godziny 15 siedzimy z koleżanką przy zimnych grzejnikach, żeby zapewnić dzieciom ciepło kiedy po południu przyjdą do ogniska. Już brakuje nam środków na olej opałowy - mówi Wanda Jaworska - Malicka, prezes TPD, dotykając chłodnego kaloryfera. Od stycznia TPD nie otrzymało od miasta żadnych środków, nie wiadomo kiedy będą i czy w ogóle będą. Bałagan po zmianach ustroju stolicy jest ogromny i nikt z urzędników nie potrafi wypowiedzieć się kompetentnie w tej kwestii. - Przecież nie żądam tych pieniędzy dla siebie. Na ile jest to możliwe pozyskujemy sponsorów, ale nie wszystko da się załatwić tą drogą. Chciałabym by włodarze miasta zobaczyli ten ogrom dziecięcych dramatów, z którymi my stykamy się na co dzień. Przepraszam za słowo, ale wymiotuję już mówieniem o przestępczości nieletnich. Czy do nikogo nie dociera, że organizacje pozarządowe takie jak nasza wyręczają władze w powstrzymywaniu demoralizacji dzieci, że stanowimy często jedyną alternatywę dla błąkających się po ulicach nieletnich? Chciałabym, żeby ci co rozdzielają pieniądze zobaczyli to co ja widziałam całkiem niedawno. Zabiedzone dziecko o straszliwie głodnych oczach wyciągnęło ze śmietnika na pół zgniłego pomidora i zjadało go ze smakiem. Zatrzymałam się i zaprosiłam chłopca do naszego ogniska - powiedziałam, że dostanie posiłek, ogrzeje się. Przyszedł. Ale niedługo nie będę mogła z czystym sumieniem zapraszać dzieci, bo nie będę miała czym ich nakarmić i ogrzać. Dziwię się, że władze miasta mogą spać spokojnie, ja nie mogę - mówi Wanda Jaworska - Malicka ze łzami w oczach.
      Pod opieką czterech ognisk północnopraskiego TPD pozostaje ponad trzysta dzieci, w tym dzieci niepełnosprawne, kolejnych dwieście dzieci pozostaje pod opieką działających w szkołach podstawowych kół TPD. - To jest w sumie ponad pięćset dzieci, które możemy uratować przed powielaniem złych wzorców, ustrzec je przed demoralizacją i uzależnieniami. One żyją często bez miłości i zainteresowania domów rodzinnych, one poprzez swoją agresję manifestują samotność, krzyczą, by je dostrzec. Opiekunowie dzieci w ogniskach wyciszają je, przytulają, okazują zainteresowanie, rozbudzają ich aspiracje. Nasze dzieci chcą zmienić swoje życie, my dajemy im motywację stosując program wyrównywania szans. Kiedy osiągają postępy w nauce są dumne i chcą uczyć się więcej. Wiele z naszych dzieci to dziś studenci - opowiada z dumą Wanda Jaworska - Malicka. Gdyby nie wierni sponsorzy dla dzieci z TPD zabrakłoby żywności. Masło dostarczają Zakłady Tłuszczowe, pieczywo - prascy piekarze. Remont przeciekającego dachu ze zbutwiałymi belkami w ognisku przy Wileńskiej 55 obiecał sfinansować szkocki biznesmen Craig Darby - długoletni, bardzo hojny sponsor i honorowy ojciec chrzestny wszystkich północnopraskich dzieciaków. Craig Darby zgromadził grono pracujących w Polsce obcokrajowców, którzy - na ile starcza sił i środków - pomagają dzieciom z ognisk TPD. Niestety sponsorów wciąż ubywa - społeczeństwo biednieje, rośnie bezrobocie, upadają firmy. Głodnych i zaniedbanych dzieci będzie w Warszawie coraz więcej. Co na to władze miasta...?
Elżbieta Gutowska