Pomoc dla Samopomocy

     W czasie ostatnich kilku lat, zarówno nauczyciele jak i rodzice, dostrzegli, że dzieci są narażone na coraz więcej obciążeń ze strony szkoły i otaczającego je świata. Wymagania jakie się im stawia, są coraz wyższe - muszą się dobrze uczyć, ładnie wyglądać, porządnie zachowywać - a pomoc ze strony rodziny coraz mniejsza - trzeba bowiem zarabiać dużo pieniędzy. Dochodzi do sytuacji tragicznych. W zeszłym roku samobójstwo popełniło 359 dzieci, a dwadzieścia razy tyle podejmowało "próby samobójcze". Szacuje się, że około 20% wszystkich dzieci wymaga specjalistycznej opieki psychologiczno - psychiatrycznej. Bardzo wzrosła liczba dzieci nie dających sobie rady z nauką, 8% wszystkich dzieciaków jest "nieprzystosowana społecznie", czego objawem jest agresja, wandalizm, wagary, kradzieże. Niepokojąco duży zasięg ma alkoholizm i narkomania wśród młodzieży.
     Raport Centrum Badania Opinii Społecznej ujawnia, że 75% dzieci wymaga "fachowego wsparcia funkcji wychowawczych", czyli opieki specjalistów. Niegdyś - co pamiętam z lat dziecinnych jako "dziecko nadruchliwe" - "funkcje wychowawcze" wspierał Terapeutyczny Oddział Dzienny dla Dzieci i Młodzieży mieszczący się przy ulicy Brechta 3a. Niestety, obecnie funkcjonuje tam - jakże przecież potrzebne mieszkańcom Pragi - biuro Marszałka Sejmiku Mazowieckiego. Jednak poinformowano mnie, że część specjalistów znalazła schronienie w Poradni Zdrowia Psychicznego na Jagiellońskiej 34. Ale i ten trop okazał się nie dość świeży.
     Kilka lat temu Mazowiecka Kasa Chorych doszła do wniosku, że dzieci z zaburzeniami emocjonalnymi nie potrzebują specjalistycznego zespołu terapeutycznego, i nie podpisała kontraktu. Specjalistów wyrzucono na bruk. Już myślałem, że jedynym sposobem na "nadruchliwego" młodzieńca będzie przywiązanie go do kaloryfera, gdy dowiedziałem się że na ulicy Targowej 66/23 ma swoją siedzibę "Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Problemami Emocjonalnymi SPOZA", czyli specjaliści wyrzuceni kolejno z ulicy Brechta i Jagiellońskiej. Wydawało mi się, że nadszedł kres moich poszukiwań, jednak okazało się, że aby poradzić się w sprawie"nadruchliwego" młodzieńca, muszę przyjść kiedy indziej - siedziba jest bowiem właśnie remontowana. Co gorsza, jako że remont odbywa się głównie sumptem własnym Stowarzyszenia, może on potrwać dosyć długo - gipsuje, maluje i czyści się głównie po pracy zarobkowej SPOZA jest instytucją "non profit" i - w gruncie rzeczy - stanowi hobby pracujących tam ludzi - głównie zresztą pań. Mają one nadzieję, że lokal ten wkrótce okaże się całodziennym ośrodkiem terapeutycznym, gdzie schronienie i pomoc znajdą wszystkie potrzebujące praskie dzieci.
     Dopóki nie oddamy do użytku lokalu, największą trudnością w funkcjonowaniu Stowarzyszenia będzie brak własnej siedziby - powiedziała Krystyna Lauk, członek Stowarzyszenia - Niektóre zajęcia trzeba było odwoływać, bo szkoły potrzebowały sal. Zebrania kliniczne, spotkania koordynacyjne oraz superwizje odbywają się w mieszkaniach prywatnych i dezorganizują życie rodzinne. Brak jeszcze odpowiednich warunków do konsultacji indywidualnych, o które prosili rodzice. Wobec takiej sytuacji zostałem zaproszony na zajęcia będące częścią programu "Pomoc dla Samopomocy". Odbywają się one dwa razy w tygodniu, w dwóch salach SP nr 50 na ulicy Jagiellońskiej, użyczonych bezpłatnie przez dyrekcję szkoły. Dzieci, które chodzą na zajęcia są nadpobudliwe, mają problemy z koncentracją uwagi, dużo zahamowań, nie umieją nawiązać prawidłowych kontaktów z rówieśnikami i dorosłymi, czasami nawet są agresywne. Wraz z nimi na zajęcia przychodzą ich opiekunowie. Często dowiadują się wówczas, że ich dziecko zachowuje się inaczej nie dlatego, że jest złe, ale dlatego, że ma problemy, które wspólnie można jednak rozwiązać. Rodziny te reprezentują bardzo różne środowiska, mają różny status materialny i społeczny, a jedynym warunkiem uczestniczenia w warsztatach jest to, żeby rodzicom zależało na dobru dziecka. Pomoc trwa mniej więcej rok, jest bezpłatna i z reguły kończy się sukcesem.
     Zadania przez nas realizowane, mają szczególny charakter - mówi prowadząca zajęcia Hanka Bielak - Trudno określić, czy osiągnięciem jest zachwyt dzieci po konkretnych zajęciach, czy raczej obserwowana poprawa funkcjonowania uczestników . Trudno też je wartościować - dla jednego jest to mały kroczek, dla innego wielki skok. Czy największym osiągnięciem jest ustąpienie przykrych objawów, jakimi są np. nocne moczenie jednego z uczestników, albo też tików ruchowych u innego, a może aktywne branie udziału w zajęciach przez uczestniczkę, która początkowo przez całe dwie godziny siedziała przy drzwiach i nie odzywała się, a może telefon w sierpniu od rodziców: "kiedy te warsztaty się zaczną, bez nich żyć nie można"

T. Pawłowski