Niezwykłe miejsce


      Praga rzadko kojarzy się z wydarzeniami teatralnymi. A jednak to właśnie na Pradze działa od kilku lat jedna z najbardziej niekonwencjonalnych scen warszawskich. W praskiej kamienicy, przy 11 Listopada 22, ma swoją siedzibę Teatr Academia. Teatr ten został założony w 1993 r. przez Marcina
      Jarnuszkiewicza i Romana Woźniaka przy Katedrze Scenografii Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie- (na zdjęciu). Kierujący obecnie teatrem Roman Woźniak jest rzeźbiarzem i scenografem. Skupił wokół siebie artystów, studentów i wykładowców ASP zainteresowanych teatrem plastycznym.
      Przez kilka lat “Academia” działała całkowicie niezależnie, bez siedziby i dotacji. W roku 1999 firma Hossa Plex użyczyła teatrowi swojej powierzchni przy ulicy Targowej 80. Nie była to sala przystosowana do działalności teatralnej, lecz dawny magazyn z szybem windowym w środku. Teatr jednak wszedł w ten typowo praski krajobraz, stając się ważnym punktem kultury alternatywnej stolicy.
      Od dwóch lat teatr pracuje w nowej siedzibie, przy 11 Listopada, gdzie działa w dwutakcie, wystawiając spektakle teatralne i organizując wystawy w galerii sztuki.
      Przedstawienia Teatru Academia to właściwie ruchome obrazy. Łączą one narrację wizualną z muzyką, ruchem i tańcem. Aktorzy nie używają słów, posługując się wyłącznie gestem i ruchem. Dużą rolę odgrywa tu barwa i światło.
      W stałym repertuarze teatru na uwagę zasługuje tryptyk Romana Woźniaka : “Salome”, “Devotio Moderna” i “Karma”. Są to spektakle utworzone przez zmieniające się obrazy, precyzyjnie rytmizowane muzyką. “Devotio Moderna, inspirowane ikonografią baroku i nawiązujące do ekstazy św. Teresy, mówi o współczesnych ekstazach, podsycanych przez reklamy i film. Natomiast “Karma” jest spektaklem o kobietach. Ukazuje życie kobiety w różnych stadiach, od dziecka do staruszki, zawsze podporządkowane wymogowi podobania się mężczyznom. Spektakl kończy przewrotny pokaz mody. Kreacje zrobione są z dętek samochodowych zszywanych śrubami.

Czy jest to teatr “offowy”?

      - Tylko w tym znaczeniu, że nie jest oficjalny – mówi Roman Woźniak, kierownik artystyczny, reżyser i scenograf Teatru Academia (na zdjęciu) – nie można jednak doczepiać mu etykietki “awangardowy”. Tak się składa, że na Pradze zaczęli pracować artyści z kręgów awangardowych i do nas też przylgnęło to określenie. A my po prostu mamy różnorodne propozycje dla Pragi.

Dlaczego “Academia” mieści się właśnie na Pradze, czy macie poczucie misji do spełnienia wobec kulturalnie zaniedbanej dzielnicy?

      - Nie, to raczej “przypadek kontrolowany”. W ostatnich latach duży procent artystów przeniósł się na Pragę, bo było tu po prostu taniej. W tej chwili można tu zaobserwować ciekawą koegzystencję różnych kierunków sztuki. To przyciąga automatycznie ludzi z lewobrzeżnej Warszawy. Nie przyświeca nam lokalny patriotyzm, ale to, co robimy, działa na korzyść Pragi.
      Poza spektaklami teatralnymi realizujemy cykliczne projekty kulturalne dla dzielnicy. Dwa lata temu, jesienią, zrealizowaliśmy projekt, który nazywał się “Wileńska”. Obejmował on swym zasięgiem fragment tej ulicy od numeru 3 do 13. Były tam różne impresje artystyczne, wystawy, spotkania. Niedługo będzie druga edycja tego projektu. Inny ciekawy projekt pt. “Sąsiedzi dla sąsiadów” odbywał się w lipcu ubiegłego roku na Inżynierskiej 3. Patronowała mu Fundacja Forda i stąd jego międzynarodowy charakter. Pokazaliśmy koegzystencję różnych kultur. Grały żydowskie zespoły klezmerskie, Cyganie i polsko-litewska formacja jazzowa. Był to zastrzyk tolerancji dla ksenofobicznej ciągle jeszcze Pragi.

Ostatnio nawiązaliście współpracę z Francją, na czym ona polega?

- Francuska grupa teatralna ze Strasburga szukała kameralnej sali teatralnej do wystawienia sztuk Louisa Calaferte “L’Entonnoir” (Lejek) i “Trafic”.
      14 maja odbyło się w Teatrze Academia to francuskie przedstawienie. Zapytałam reżysera spektaklu, Manuela Rebjocka, dlaczego wybrał właśnie tę małą scenę na Pradze. Odpowiedział, że potrzebna mu była niewielka przestrzeń. Sztuka rozgrywa się w rodzinie, w mieszkaniu, gdzie ludzie są blisko siebie. Pomysł tej sztuki zrodził się z potrzeby zmiany formuły spotkań z widzami, zmiany stosunku pomiędzy tymi, którzy oglądają, a tymi, którzy są oglądani. Teatr to spektakl, ale niekoniecznie widowiskowy. Teatr Academia, który nie ma typowej sceny ani typowej widowni, bardzo się do tego nadaje.
      Louis Calaferte, urodzony w 1928 r. pisarz francuski w gorzki i ironiczny sposób przedstawia brak kontaktu między współczesnymi rodzicami i dziećmi, zanik więzi emocjonalnych. Bohaterowie Calaferte są niezdolni do samodzielnego myślenia i odczuwania, sami się zastanawiają, czy są jeszcze żywi? W spektaklu brało udział tylko dwoje aktorów i dwóch muzyków. Muzyka uzupełniała świetną grę aktorów. To kameralne przedstawienie bardzo dobrze prezentowało się we wnętrzu praskiej kamienicy. W przerwie można było obejrzeć ciekawą wystawę prac plastycznych. W oknie naprzeciwko widać było pracownię malarską. Wszystko to razem tworzyło wspaniałą atmosferę. Połączenie spektaklu teatralnego, muzyki i plastyki stanowiło prawdziwe wydarzenie artystyczne.

Czy współpraca z Francuzami będzie kontynuowana?

      - Tak - mówi Roman Woźniak – niedługo francuscy twórcy uczestniczyć będą w drugiej edycji projektu “Wileńska”, który odbędzie się w dniach 11-15 czerwca pod nazwą “L’Epicerie” – “Sklep spożywczy”. Tym razem obejmie on większy teren Pragi. Sklepy spożywcze i bar mleczny przy ulicy Stalowej, pracownie artystów użyczą miejsca różnym instalacjom video i dźwiękowym. Ulica stanie się miejscem spotkania zwykłych mieszkańców i artystów.
      Dzięki takim inicjatywom, jak spektakle Teatru Academia czy polsko-francuskie projekty artystyczne, już teraz można powiedzieć, że jeżeli dzieje się coś ciekawego w Warszawie w dziedzinie kultury, to dzieje się na Pradze. Przedstawienia przyciągać będą coraz więcej widzów. Będziemy zapraszać znajomych do teatru na Pragę. Niech to będzie nawet rodzaj snobizmu. Będzie to snobizm pozytywny, dzięki któremu zmieni się opinia o dzielnicy, która do niedawna uchodziła za kulturalną pustynię.

Joanna Kiwilszo





Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej

9316