Po pożarze


      Tempo w jakim odbyła się przeprowadzka przedszkola z ulicy Liczydło do pomieszczeń w szkole podstawowej przy Porajów kwalifikuje się do księgi rekordów Guinessa. Akcja zaczęła się w sobotni poranek, o godzinie 16 było już po wszystkim. Pracowali rodzice przedszkolaków, pracownicy przedszkola i obu szkół. Prywatne samochody i ciężarówka załatwiona przez rodziców kursowały pomiędzy Liczydła i Porajów zwożąc meble i drobniejsze wyposażenie.
      Kiedy w przedszkolu przy Porajów zapaliła się instalacja elektryczna pracownicy placówki zdecydowali, by nic nie mówić dzieciom - w ten sposób uniknęły stresu. Nie był to wielki pożar - ogień zlokalizował się na tablicy rozdzielczej i szybko został ugaszony, natychmiast odcięto dopływ prądu, powiadomiono straż pożarną. Maluchy wiedziały tylko, że zabrakło prądu. W przedszkolu zrobiło się chłodno, ale jakoś udało się dotrwać do końca dnia. - Zdecydowałam się nie narażać rodziców na konieczność odbierania dzieci z przedszkola w trybie awaryjnym. Wiem jak ciężko wyrwać się z pracy, wiem też, że dla dzieci nie byłoby to korzystne - mówi Barbara Świetlicka - Szlubowska, dyrektor przedszkola. Od dawna było wiadomo, że stan instalacji i stan budynku w ogóle pozostawia wiele do życzenia. Władze - wówczas jeszcze gminy Białołęka - dysponowały środkami na remont, zastrzeżenia miała Polfa Tarchomin S.A., właściciel budynku. Po zapaleniu się instalacji do przedszkola nie było już powrotu. Zaczęły się dyskusje nad rozmieszczeniem setki przedszkolaków w innych placówkach, padały różne propozycje - m.in. prezydent Lech Kaczyński zaproponował udostępnienie przedszkoli w centrum stolicy i dowóz dzieci na koszt miasta. - Od początku wydawało mi się to mało realne. Do dzieci trzeba byłoby zatrudnić opiekunów na czas transportu. Musiałyby wyruszać z Białołęki przed ósmą, a jak wiadomo o tej porze na Modlińskiej i w całym mieście są największe korki. Jak zapanować nad dziecięcym żywiołem w czasie transportu? Zresztą od samego początku dążyliśmy do tego, by zachować przedszkole w niezmienionym kształcie w innych pomieszczeniach, ale tylko na czas remontu budynku przy Liczydła. Nasze pociechy kochają to przedszkole, my uważamy, że jest ono wyjątkowe - taką dyrekcję i takich pracowników trudno byłoby znaleźć. Dlatego postanowiliśmy walczyć - mówi Anna Madej, mama jednego z przedszkolaków i wygląda na to, że pierwsza batalia została wygrana. Szkoła podstawowa i gimnazjum przy Porajów z wielką życzliwością przyjęły 70 najmłodszych przedszkolaków pod swój dach, choć wiązało się to z nie lada perturbacjami. Z pomieszczeń w suterenie musiała się wyprowadzić prywatna szkoła nauki angielskiego, w zamian otrzymując inne lokum, trzeba było całkowicie zmienić plan lekcji i w szkole podstawowej i w gimnazjum, inaczej zorganizować pracę stołówki - wymogi żywieniowe przedszkolaków są inne niż dzieci starszych. 15 sześciolatków trafiło do szkoły podstawowej przy Podróżniczej, pozostałe znalazły się w zerówkach placówek we właściwych obwodach szkolnych. Przedszkole od samego początku miało wielkich sprzymierzeńców we władzach dzielnicy. - Przy tak skąpych środkach na oświatę w tegorocznym załączniku do budżetu dla dzielnicy tym cenniejszy jest ten gest władz. Przedstawiciele władz miasta powiedzieli burmistrzowi Jerzemu Smoczyńskiemu, że remont budynku przy Liczydła będzie jedynym tegorocznym remontem w placówkach oświatowych Białołęki. Burmistrz powiedział, że ma tego świadomość. Pieniądze zostaną potrącone z czynszu, który dzielnica płaci Polfie za wynajem budynku, ale teraz trzeba je wygospodarować. Zapadła decyzja o bardziej kompleksowym remoncie. Przy okazji wymiany instalacji elektrycznej zostanie wykonana instalacja c.o., remont podłóg i remont dachu - mówi Barbara Świetlicka - Szlubowska.
      Pomieszczenia przy Porajów są już zagospodarowane. Odwiedziliśmy przedszkolaków - w jednej sali beztrosko bawią się maluchy, w następnej nieco przysypiające starszaki - niestety szczupłość miejsca nie pozwala na leżakowanie. Rodzice śmiejąc się mówią, że dzięki temu nie ma problemów z zagonieniem pociech do łóżek. W następnej sali najmłodsi właśnie układają się do drzemki. Szatnia jest dość ciasna, pomieszczenia niezbyt duże, toaleta piętro wyżej, ale jest własny, ciepły, kolorowy kąt i wszyscy są razem, a przecież o to chodziło. - Mamy wspaniały kontakt z rodzicami - pełna współpraca. Staram się nie nękać ich ciągłymi zebraniami, bo wiem, że ciężko pracują i nie mają na to czasu. Atmosfera przedszkola jest bezstresowa, nie używamy wielkich słów w rodzaju przedszkole życzliwe czy przyjazne dzieciom - życzliwość jest przecież zadaniem statutowym tego typu placówek. Po prostu działamy. Mam szczęście pracować ze wspaniałym personelem - nikt nie żałuje swojego czasu, zawsze można liczyć na rzetelną i solidną pracę - mówi Barbara Świetlicka - Szlubowska. Dzieci zapewniają, że kochają swoje panie przedszkolanki. I trudno im się dziwić. Przedszkole jest niezwykłe - pracownicy starają się, by dzieci nie odczuły znacząco zmiany sytuacji. Nie jest to łatwe. Przedszkole przy Liczydła miało przepiękny duży ogród i wielkie przestronne sale. Nie wiadomo też jaki będzie los dorocznych pikników. - To taki nasz sposób na zintegrowanie się i wymianę doświadczeń. Na majowym pikniku spotykamy się z okazji Dnia Babci i Dziadka. Przychodzą całe rodziny przedszkolaków. W konkurencjach sportowych biorą udział wszyscy rodzice - zdarzyło się, że jeden z ojców z takim zapamiętaniem przeciągał linę, że skończyło się złamaniem ręki. Wszyscy bawią się znakomicie. Piknik wrześniowy ma na celu wprowadzenie do naszego grona nowych przedszkolaków i ich rodzin - mówi dyrektor Świetlicka - Szlubowska.
      Pozostaje tylko mieć nadzieję, że remont budynku przy Liczydła rozpocznie się jak najszybciej i równie szybko się zakończy. O majowym pikniku nie ma chyba co marzyć - może odbędzie się w innym miejscu? Na wrześniowym z pewnością spotka się cała przedszkolna rodzina. Wierzymy, że będzie to już w pięknym ogrodzie przy Liczydła.

Elżbieta Gutowska
7279