ZOO w Unii Europejskiej


      Wkrótce młodzi i starzy mieszkańcy Warszawskiego ZOO będą wkraczać wraz z nami do Unii Europejskiej. Nie jest to jednak czysta formalność, gdyż konieczność dostosowania się do prawa i standardów unijnych dotyczy także ogrodów zoologicznych. Warszawiacy mają jednak powód do dumy – nasze ZOO jest ze wszystkich ogrodów zoologicznych w Polsce najlepiej przygotowane do przekroczenia tego trudnego progu.
      Jednym z wymagań stawianych przez Unię Europejską jest prowadzenie przez ogród zoologiczny zajęć dydaktycznych. W tej dziedzinie oferta warszawskiego ZOO jest bardzo różnorodna i dorównuje ogrodom z Europy Zachodniej. Do warszawskiego ogrodu przychodzą na lekcje przedszkolaki, uczniowie podstawówek i szkół średnich, a nawet studenci weterynarii i zootechniki. Są też prowadzone specjalne zajęcia dla niepełnosprawnych, zarówno dorosłych, jak i dzieci. W ten sposób ZOO nie tylko opiekuje się zwierzętami, ale też pełni rolę placówki kulturalnej i edukacyjnej, popularyzuje wiedzę.
      Prawo unijne troszczy się także, a może przede wszystkim, o zwierzęta. I to nie tylko o ich byt materialny, a więc to, w jakich pomieszczeniach przebywają, jaką mają karmę, ale także o ich samopoczucie. Oznacza to, że każde zwierzę powinno czuć się dobrze, być wesołe i zadowolone. Bywa, że zwierzęta w ogrodach zoologicznych cierpią, ale wcale nie dlatego, że są głodne, czy też zziębnięte, ale dlatego, że na przykład się nudzą albo są samotne.
      Zapewnienie zwierzętom właściwej rozrywki jest jednym z największych wyzwań dla opiekunów. W dodatku im inteligentniejsze zwierzę, tym trudniej wynaleźć mu rozrywkę. Na przykład białym misiom wystarczy, jeśli swój obiad dostaną zamrożony w wielkiej bryle lodu. Rozkuwanie mrożonki przy pomocy pazurów i wyjadanie z trudem zdobytych kąsków, zajmuje im wiele czasu i dostarcza wiele satysfakcji. Jednak dzikie koty wolałyby, aby ich obiad dał się dopaść po wielu godzinach emocjonującego polowania i tropienia. Żeby dać im choć namiastkę tej rozrywki, pracownicy ZOO przywiązują kawałki mięsa do rozhuśtanych lin. Koty z przyjemnością bawią się chwytając pożywienie.
      Małpom chowa się banany i pomarańcze w różne miejsca, z których trudno je wydobyć – na przykład między pręty klatki albo tuż za kratą. Małpy muszą je odnajdywać, a następnie pracowicie wyciągać. Zdarza się, że zbyt niecierpliwa lub chciwa małpa przeciska rękę przez kratę i chwyta kilka owoców na raz, wtedy jednak nie może już wyjąć ręki, musi więc wypuścić część łupu i wydobywać smakołyki po małym kawałku. Większe małpy, na przykład szympansy, lubią oglądać telewizję. Naśladują też ludzi i chętnie przymierzają różne stroje. Podobno szczególnie cenią sobie rękawiczki. Nie zdołałam się jednak dowiedzieć, czy każda z małp wkłada dwie pary? (na wszystkie cztery ręce).
      Podobnie jak ludzie, zwierzęta nie lubią samotności i dlatego ZOO troszczy się o sprawy matrymonialne swoich podopiecznych. Warszawski Ogród Zoologiczny od dawna uczestniczy w programie ratowania ginących gatunków, co w świetle prawa unijnego należy do podstawowych obowiązków każdego ZOO. W Warszawie między innymi bardzo chętnie mnożą się gepardy (w tym roku urodziło się już siedmioro młodych!), a także likaony.
      Niestety, jeśli chodzi o dostosowanie warszawskiego ZOO do standardów unijnych, istnieje jeszcze kilka niedociągnięć. Do rozwiązania tych problemów potrzebne są czas i pieniądze, gdyż konieczne jest kilka nowych inwestycji. Średnie koty (jak np. serwale) – żeby czuć się w ZOO naprawdę dobrze i komfortowo, potrzebują wielkiego wybiegu z wolierą. Na razie jednak muszą jeszcze pomieszkać w starych pomieszczeniach lamparciarni. Również szympansy czekają na budowę wybiegu zewnętrznego. Trochę kłopotu sprawiają ogrodowi staruszkowie, którzy mają swoje utrwalone przez lata przyzwyczajenia i niechętnie godzą się na zmiany. W warszawskim ZOO jest jedna, wiekowa już hipopotamia babcia, która przez lata przywykła do swojego starego wybiegu z mętną nieco wodą i próba przeniesienia jej w nowe warunki mogłaby poważnie zaszkodzić jej zdrowiu. Dlatego budowa nowej hipopotamiarni jest odkładana na przyszłość. Dodatkową trudnością jest ogromny koszt takiej inwestycji. Nazwa hipopotam znaczy po prostu “koń rzeczny”, i zgodnie ze swoim imieniem, zwierzę to większość czynności lubi spełniać w wodzie (hipopotamica w wodzie nawet rodzi i karmi dzieci), dlatego hipopotamiarnia musi mieć własną oczyszczalnię wody. Na unowocześnienie tego wybiegu będziemy więc musieli jeszcze trochę poczekać.

Zofia Pawłowska

5895