Pod Psim Aniołem

      Kolorowe, nowiutkie miseczki, ryż, kasza, makaron, puszki i opakowania suchego pokarmu. Koniec roku w przedszkolu nr 5 imienia Króla Maciusia I upłynął pod znakiem zbiórki dla bezdomnych psów.
      Pomyślałam o akcji „Azorkom na pomoc”, bo jest mi naprawdę szkoda piesków, które nie mają domu. Ale chciałam też zwrócić na to uwagę dzieci. Bo wiadomo, że pewne nawyki trzeba kształtować już w dzieciństwie. Byłoby mi miło, gdyby moje przedszkolaki jako dorośli ludzie dalej umieli się dzielić i nieść pomoc innym. Pracownicy też dali przykład zrzucając się na wielką torbę suchego pokarmu. Muszę przyznać, że moja prośba spotkała się z dużym odzewem. Zbiórka była także doskonałym pretekstem do rozmów z dziećmi na temat opieki nad zwierzęciem, odpowiedzialności za nie, a także konsekwencji nieprzemyślanych decyzji np. zakupu pieska na urodziny, a później porzucenia, kiedy się znudzi - opowiada pomysłodawczyni Małgorzata Gorzelak, wychowawca. Dary w Falenicy przyjęto z zadowoleniem. W „Psim Aniele” mieszkają teraz 52 psy i 38 kotów, zatem każda ilość jedzenia będzie zagospodarowana. Skąd jednak pomysł na takie schronisko?
      Początkowo umieszczałam znalezione zwierzaki u ludzi. Ale nie zawsze udawało mi się znaleźć dla nich odpowiedni dom. Stopniowo okazało się, że jest u mnie coraz więcej piesków, a ludzie podrzucają następne i trzeba je gdzieś przetrzymać - tłumaczy właścicielka przytuliska, Agnieszka Brzezińska. Tylko za co utrzymać rosnące wciąż stado? Jest naprawdę ciężko. Do zeszłego roku trochę pomagała gmina, starczało przynajmniej na leki. Dziś nie ma za co odrobaczyć ani zaszczepić zwierząt. Jedynym ratunkiem są datki od dobrych ludzi i powstała rok temu fundacja.
      To właśnie ze środków fundacji wybudowaliśmy solidne, betonowe ogrodzenie i nowe boksy dla niektórych psów - mówi Agnieszka Brzezińska. Od wiosny mamy też nową kociarnię, w której oprócz prawowitych właścicieli zadomowiły się dwa psiaki. Ale ich nie wyganiam, bo żyją bardzo zgodnie. Pieniądze przydałyby się na planowany remont domu, w którym trzeba także zrobić izolatkę dla chorych zwierząt i przybudówkę, gdzie mógłby przyjmować lekarz.
      Przerywa nam głośne szczekanie. Ogromny kaukaz hałaśliwie zachęca nas do zabawy, czarna suczka z brązowymi plamkami na pyszczku ufnie kładzie się na plecach i czeka na pieszczotę. Złotawy kundelek smutno patrzy zza ogrodzenia. A czarne, białe i pręgowane kociaki przeciskają noski przez siatkę, żeby je chociaż pogłaskać. Rozglądam się w poszukiwaniu tytułowego anioła. Był taki sznaucer - uśmiecha się pani Agnieszka - niegrzeczny i bardzo agresywny. Kosztowało nas wiele trudu, żeby znaleźć mu odpowiedni dom. Jedna z pań z fundacji napisała ogłoszenie i żeby zachęcić potencjalnych właścicieli narysowała na nich tego łobuza. Ale wyszedł jej... ze skrzydłami. Pomyślałyśmy, że to jest znak. l w ten sposób został naszym patronem, żeby jakiś anioł otoczył nas opieką. Bo to bardzo potrzebne. Bywa, że ludzie źle traktują czworonogi, stale brakuje pieniędzy i przyjaznych rąk, w które można oddać zwierzaki, więc musimy mieć jakąś opiekuńczą moc.
      Może to właśnie przedszkolaki z Korzona będą takimi dobrymi duszkami? Może - odpowiada Małgorzata Gorzelak - na jesieni szykujemy następną akcję. I tym razem poprosimy o pomoc okolicznych mieszkańców, bo w czerwcu wspólnie z nami uczestniczyli w zbiórce, za co chciałam przy okazji serdecznie podziękować. Nie zapomnimy o Palenicy.
Ludmiła Milc

Rozmawiała Ewa Tucholska






Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej

6378