|
Seniorka seniorom Mistrz z Czarnolasu dobrze znał blaski i cienie złotego wieku, gdy napisał: Biedna starości, wszyscy cię żądamy, A kiedy przychodzisz, to zaś narzekamy. Nie jest łatwo cieszyć się ze swobody i czasu wolnego, korzystać z nabytej mądrości życiowej, gdy nękają choroby, często osamotnienie lub dokucza niezrozumienie wciąż zmieniającego się świata. W tryskającej młodzieńczą energią i pełnej perspektyw nowoczesnego rozwoju dzielnicy Białołęka nie brakuje ludzi w podeszłym wieku, zwłaszcza na terenach tzw. zielonej Białołęki oraz Tarchomina Kościelnego i Żerania. A już za lat kilkanaście emeryci będą stanowić istotny procent mieszkańców dzisiejszych nowych blokowisk na Nowodworach, Winnicy czy Kępie Tarchomińskiej. Jednocześnie na dobrą sprawę nie ma jakiejkolwiek oferty kulturalno-turystyczno-rozrywkowej adresowanej do seniorów. Myślę tutaj o działalności na wzór znanych w innych częściach miasta klubów, organizujących spotkania z ciekawymi ludźmi, koncerty, przystępne cenowo i atrakcyjne programowo wyjazdy wypoczynkowe, imprezy towarzyskie, wieczorki taneczne, zajęcia terapeutyczne i artystyczne... Być może sytuacja się zmieni. Białołęcki Ośrodek Kultury zapowiedział od października br. utworzenie sekcji seniora. Z kolei w parafii w Płudach rok temu powołano wspólnotę seniorów, która ma za sobą już pierwsze przedsięwzięcia. Tymczasem jednak nad wyraz pożyteczna i godna uznania jest działalność zainicjowana przez jedną z seniorek-emerytek p. Zofię Gromek - przewodniczącą terenowego oddziału Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów – Koła Nr 14 w Białołęce Dworskiej. Niestrudzona w realizacji zamierzeń, pełna zapału i znakomitych pomysłów postanowiła zintegrować środowisko białołęckich seniorów, wyciągnąć ich z domów, z apatii, niechęci, marazmu, osamotnienia i bezsensu – jak sama mówi. Oprócz statutowych celów związkowych oraz pomocy socjalnej (współpraca z ośrodkiem pomocy społecznej), od dwóch lat p. Zosia razem z zarządem – Haliną Flejszman, Teresą Owczarek i Wandą Królikowską - porusza niebo i ziemię, aby zachęcić swoich rówieśników do aktywnego i twórczego spędzania czasu. A niejednokrotnie wymaga to niemałej pomysłowości lub bezpośredniej inspiracji: odwiedzin w domu czy telefonicznej rozmowy, aby przekonać, że warto bywać wśród ludzi. Tradycją są spotkania “przy herbatce”, organizowane co kilka tygodni w Szkole Podstawowej Nr 110, dzięki uprzejmości dyrekcji. Cieszą się dużym zainteresowaniem – oto na “Pożegnanie Lata” 13 września przyszło ponad 50 osób! Mamy możliwość porozmawiania ze sobą, powspominania bliskich sercu minionych czasów, po prostu: poznajemy się nawzajem. Okazuje się, że nieopodal mnie mieszka ktoś, kto może pożyczyć mi kosiarkę do trawy, od innej osoby dostałam przepis na znakomite ciasto z makiem, znalazłam wreszcie – z polecenia – znakomitego lekarza, z kimś innym mogę pojechać do teatru. Razem raźniej, zwłaszcza gdy późnym wieczorem wraca się na nasze osiedla z centrum miasta. Co więcej, takie imprezy dają nam również motywację, aby zadbać o siebie, o swój wygląd: odświętnie się ubrać, pójść do fryzjera... To bardzo ważne dla dobrego samopoczucia! – mówi jedna z członkiń Koła. A ja lubię pośpiewać! – dodaje siedząca obok uśmiechnięta starsza pani. Spotkaniom bowiem towarzyszą występy. Kilkakrotnie gościł tutaj mieszany chór seniora z Domu Kultury “Zacisze”, prezentując wielogłosowy repertuar klasyczny, rozrywkowy, kolędowy. Oprócz popisów zespołu, za każdym razem przygotowywane są śpiewniki dla uczestników. Ostatnio, z racji rocznicy Września 1939 r., rozbrzmiewały pieśni partyzanckie. Miałem okazję akompaniować i widziałem wzruszenie i zarazem wielką radość na wielu twarzach; niejednej osobie łza zakręciła się w oku... Konferansjerzy – Bożena Komorowska i Artur Lempart - odczytywali również fragmenty artykułu z NGP o “Sierpniowym dramacie Płud”, prezentującego nieznane szczegóły wydarzenia z 1944 r., o którym wiele osób słyszało w dzieciństwie. Oczywiście zorganizowanie spotkania wymaga funduszy. Ale to nie jest problem dla energicznej Pani Prezes. Ponieważ składki członkowskie nie wystarczają na wiele, pozyskuje sponsorów. Wielkie serce i zrozumienie okazały właściciele okolicznych sklepów – p. Jadwiga Bienias, pp. Marta i Krzysztof Szczepańscy, p. Ewa Grabowska, którzy przekazują słodkości, napoje, owoce. Koło utrzymuje również stały kontakt z władzami dzielnicy, a w spotkaniach w szkole przy ul. Bohaterów zawsze uczestniczy zastępca burmistrza Liliana Zientecka. Samorząd pomógł wydatnie w ubiegłym roku podczas przygotowywania paczek świątecznych dla podopiecznych koła, znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej. Pani Zosia tryska humorem i optymizmem. Ma w zanadrzu wiele projektów. Niedawno członkowie koła pojechali autokarem na grzybobranie, w sierpniu zaś wybrali się do Częstochowy na powitanie pielgrzymujących na rowerach AVETEK i AVE MEN... Możemy więc być pewni, że kolejnych propozycji nie zabraknie. Zainteresowani działalnością koła mogą uzyskać szczegółowe informacje pod numerem telefonu 6142638. Jednocześnie pani Zosia śpiewa w chórze GOLD OLD AVE (na zdjęciu), należącym do Muzycznej Rodziny AVE Parafii Narodzenia NMP w Płudach, mającej ponad 60-letnie tradycje. Jedenastoosobowy zespół skupia równie aktywnych, pełnych ambicji i radości życia seniorów. Systematyczne próby, koncerty, kilka nagród konkursowych świadczą, że osoby starsze przy odpowiednich warunkach nie tylko potrafią ładnie i poprawnie śpiewać, ale również potrzebują zainteresowania i przestrzeni do realizacji. GOLD OLD AVE – czyli panie: Barbara Figat, Zofia Gromek, Zofia Kamińska, Leokadia Kościelniak, Wanda Królikowska, Alicja Łukasiewicz, Janina Marchewa, Genowefa Mostowska, Henryka Orłowska, Kazimiera Szalej i Barbara Włoch – zapraszają do swojego grona na próby w poniedziałki o godz. 16. Znamienny jest zapis Barbary Włoch w kronice chóru: Śpiew daje nam ulgę, gdyż otwieramy się wewnętrznie i wyśpiewujemy złe emocje, które zamknięte w nas i tłamszone w skrytości trują psychikę i nerwy: śpiew rozwiewa smutek! Podczas śpiewania pobudzają się receptory, które z kolei udrażniają poszczególne organy wewnętrzne. Można to nazwać gimnastyką wewnętrzną. Śpiewający człowiek ma młodą psychikę, nie wpada w depresję i nie kiśnie! To chyba najtrafniej ujęta cała tajemnica i sens owych spotkań, wycieczek, grzybobrań, koncertów, wyjazdów, potańcówek i tego, czego dusza zapragnie, stanowiących najlepszą profilaktykę antydepresyjną. Cóż, na zakończenie wypada zakrzyknąć: oby więcej takich seniorek! Bo człowiek nie raz starzeje się w życiu, tylko wiele razy, ale też wiele razy bywa młody, jak słusznie niegdyś zauważyła Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
Bartłomiej Włodkowski
|