|
Nasza gazeta od początku towarzyszyła Zakładowi Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych na Targówku. Przez cały czas byliśmy „za”, wiedząc, że jeśli przestrzegane będą obowiązujące w świecie bardzo ostre normy ochrony środowiska będzie to jeden z najczystszych zakładów w Polsce. Towarzyszyliśmy dyskusjom, obserwowaliśmy i relacjonowaliśmy reakcje ekologów, pisaliśmy o zmianach koncepcji, etapach budowy. Jako nieliczni także uczestniczyliśmy w rozpaleniu pieca - 8 lipca 2001 r., otrzymując dyplom starszego spalacza. To m.in. zobowiązuje nas do regularnego informowania mieszkańców, co dzieje się w ZUSOK.
Rozmawiamy o tym z Jackiem Kaznowskim, dyrektorem zakładu, który stale podkreśla, że
trzeba zmienić mentalność
Czyją?
Najpierw chyba jednak ustawodawców. Od dawna próbujemy doprowadzić do zmiany prawa odpadowego. Niestety, lobby firm śmieciowych jest na tyle silne, że do tej pory wciąż się to nie udaje. Rzecz w tym, że posiadaczami odpadów są właśnie te firmy. To zaś oznacza, że mogą z nimi zrobić praktycznie to, co chcą, wywieźć także gdzie chcą. Stąd często zdarza się, że warszawskie śmieci lądują na wysypiskach nawet kilkaset kilometrów od stolicy - tam, gdzie jest najtaniej. Może i miałoby to sens, gdyby nie fakt, że wciąż zapominamy o dyrektywach unijnych, które kategorycznie nakładają obowiązek przetwarzania odpadów; na wysypisko już wkrótce będą miały prawo trafić jedynie odpady przetworzone.
Co z tego, jeśli jak dotychczas w Polsce jest tylko jedna spalarnia odpadów komunalnych, właśnie ZUSOK?
Przy obecnej atmosferze i obowiązujących przepisach trudno zakładać, że wkrótce powstaną następne takie zakłady. Zaczynają, choć z trudem i powoli powstawać segregatornie. To jednak kropla w morzu potrzeb. W kraju nie ma wdrożonej selektywnej zbiórki i całego systemu przetwórstwa odpadów, choć ustawa o odpadach, obowiązująca od zeszłego roku nakłada obowiązek wdrożenia programu krajowego, a w konsekwencji programów wojewódzkich, powiatowych i gminnych.
Jak ta sytuacja przekłada się na funkcjonowanie ZUSOK?
To bardzo utrudnia nam funkcjonowanie zgodne z prawami rynku, w tym uzyskiwanie dochodów. Jedyną naszą możliwością jest dążenie do obniżania kosztów, ale z punktu widzenia zarządzania zakładem nie jest to optymalny sposób prowadzenia działalności. Unieszkodliwianie termiczne, czyli popularnie mówiąc spalanie, zawsze będzie metodą znacznie kosztowniejszą od wyrzucania odpadów na wysypisko. Jest to oczywiste, ale świadomość ekologiczna Polaków jest niestety wciąż na bardzo niskim poziomie, mimo rozmaitych działań, podejmowanych m.in. przez nasz zakład. Dopóki nie zmieni się mentalności, czarno widzę zmiany.
Jednym z argumentów ekologów przeciwnych temu zakładowi, było twierdzenie, że w Europie zamyka się spalarnie...
Owszem, przestarzałe. W ich miejsce buduje się nowe, duże zakłady, w pełni zautomatyzowane. Tam nie istnieje ten problem, który my mamy: zapewnienie zakładowi dopływu odpadów jest oczywiste. U nas - nie.
Wspomniał Pan o obniżaniu kosztów. W jaki sposób?
W roku 2004 zostaną one obniżone o około 1/3. Będzie to możliwe dzięki usprawnieniom w instalacjach zapobiegającym awaryjnym przestojom, wdrożeniu nowych procedur eksploatacyjnych i doinwestowaniu zakładu przez miasto.
Czy nie można tego było zrobić wcześniej?
- Na wszystko potrzeba pieniędzy. Włoska technologia zakładała, że trafiać będą tu odpady częściowo posortowane. Obecnie do bunkrów trafia to wszystko, co ludzie wyrzucają: i meble i opony, folia ogrodnicza, a także odpady niebezpieczne, takie jak akumulatory i baterie, nie wspominając o szkle wszelkiego rodzaju, gruzie, piasku itp. Zadziwiające jest np. to, że przecież kupując nowy akumulator trzeba wnieść tzw. opłatę depozytową, którą otrzymuje się z powrotem po oddaniu starego akumulatora. Ale ludzie jakoś to obchodzą... Konieczne więc stało się wybudowanie nowej instalacji wstępnej selekcji, oddzielającej odpady, zwłaszcza te wielkogabarytowe. Pozwala ona także na oddzielenie szkła i zapobiega jego wtórnemu tłuczeniu. Na tym etapie eliminujemy również złom stalowy. Po tej wstępnej segregacji odpady trafiają do następnej instalacji, gdzie dzielone są na dwa strumienie: te, które są kwalifikowane do spalenia - wybiera się tylko te frakcje, które mają wysoką wartość opałową oraz te, które nadają się do kompostowania.
A reszta?
Reszta jest odzyskiwana bądź jako balast trafia na składowisko. Mamy podpisane umowy m.in. z hutami szkła, gdzie oddajemy stłuczkę, złom trafia do hut.
Czy kompost może być wykorzystywany?
Tak. Uzyskaliśmy już I klasę jakości, potwierdzoną nie tylko przez nasze laboratorium, ale i niezależne placówki tego rodzaju. Jest zainteresowanie jego odbiorem przez firmy, zajmujące się m.in. rekultywacją terenów zielonych. Trzeba jednak dodać, że kompostu jest stosunkowo niewiele. Po prostu warszawiacy kupują coraz więcej produktów przetworzonych. To ma wpływ na skład odpadów, które do nas trafiają. Frakcji organicznych, czyli nadających się do przetworzenia na kompost, jest na tyle niewiele, ze zagraniczni fachowcy, z którymi ten temat dyskutowaliśmy, wątpili, czy w ogóle uda się uzyskać kompost. Nam się to udało, choć kosztowało to 1,5 roku pracy. Między innymi właśnie dzięki linii wstępnej selekcji odpadów i rygorystycznym normom podczas procesu fermentacji, który trwa około miesiąca.
Uzyskanie I klasy jakości pozwala nam również na oszczędności: przedtem kompost był odpadem, który trzeba było składować. Teraz może być sprzedawany, więc korzyść jest podwójna. Do uzyskania tak wysokiej jakości przyczyniło się zakupione przez miasto supernowoczesne urządzenie: mobilne sito obrotowe z separatorem pneumatycznym, które pozwala na ostateczne doczyszczenie kompostu - usuwa resztki szkła i metalu, np. kapsle, które prześlizgnęły się przez poprzednie etapy - na zdjęciu u dołu
A co z popiołami i żużlami, które pozostają po spaleniu? Kiedyś rozważano możliwość wykorzystania ich jako materiał budowlany?
- Popioły i żużle są utrwalane przy zastosowaniu szwajcarskiej technologii firmy Geodur za pomocą specjalnego polimeru. Ta technologia, stosowana na świecie, zabezpiecza te materiały, nie dopuszczając do wypłukiwania. Obecnie tak związane odpady trafiają na wysypisko.
Czy nie mogą być wykorzystane?
Trwają nad tym dyskusje i badania, co do wykorzystania go do budowy dróg. Na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nie będziemy do tego dążyć za wszelką cenę. Wymagana jest gruntowna analiza opłacalności. ZUSOK nie jest zakładem, który może zajmować się wszystkim. Póki co najważniejsze jest rozwiązanie problemów samej gospodarki odpadami w mieście, wdrożenie systemów krajowych i wojewódzkich, które pozwolą przede wszystkim na ograniczenie składowania na wysypiskach frakcji biodegradowalnych, czyli tych, które my np. kompostujemy.
Czy ekolodzy już się do zakładu przekonali?
Nie. Niektórzy nadal nie rozumieją, nie przyjmują żadnych racjonalnych argumentów, choć już się do zakładu nie przykuwają. Ale ich stanowisko jest odzwierciedleniem stanu wiedzy na te tematy wśród samych Polaków. I dopóki nie nastąpi poprawa w tej dziedzinie, trudno myśleć o poprawie naszego wizerunku w tym względzie w Unii Europejskiej. Tam wiedzą, że zakłady takie jak ZUSOK są konieczne - po to, by środowisko było zdrowsze - dla nas i naszych dzieci. W pełni zabezpieczonego spalania odpadów naprawdę nie należy się bać. Umożliwia ono prowadzenie odzysku energii - produkcję ciepła i prądu. Zmniejsza ilość odpadów wędrujących na składowiska, ogranicza niekontrolowaną emisję spowodowaną zachodzącymi w składowanym na składowiskach materiale reakcjami chemicznymi, a co najważniejsze (wskazują na to analizy ekonomiczne) rozwój sektora przetwórczego nie wpłynie na wzrost cen usług dla mieszkańców.
Rozmawiała Ewa Tucholska
Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej
|