Przystań dla poszukujących


Salezjański Ośrodek dla Dzieci i Młodzieży „Oratorium im. św. Jana Bosko” przy Bazylice Najświętszego Serca Jezusowego to przedsięwzięcie tak ogromne i - mówiąc językiem niezupełnie adekwatnym - kompleksowe, że po ludzku patrząc trudno uwierzyć, że wszystko w tym systemie działa. Ale na Oratorium trzeba spojrzeć w innym kontekście. Duchowy wymiar przedsięwzięcia - oto jest coś co sprawia, że ta oferta jest w stanie przyciągnąć na Kawęczyńską 53 blisko pół tysiąca młodych ludzi.

W niewielkim pokoju witam się z młodym, wysportowanym człowiekiem. Jedynie koloratka zdradza, że jest osobą duchowną. Ksiądz Dariusz Husak sdb jest kierownikiem Oratorium. Z uśmiechem uprzedza, że spraw do omówienia jest bardzo wiele.

– Ponad dwa tysiące metrów pod dachem - świetlica środowiskowa, kaplica, stołówka, kawiarenka, siłownia, sale komputerowe, sala teatralna - to jest Oratorium w wymiarze fizycznym. W wymiarze duchowym Oratorium jest miejscem, gdzie realizujemy konkretne inicjatywy wychowawcze, staramy się odpowiedzieć na rzeczywiste potrzeby młodzieży i dzieci stosując system prewencyjny naszego patrona, księdza Jana Bosko. Praca z młodzieżą to jest charyzmat salezjanów - najlepiej kształtuje się siebie wychowując innych - w ten proces włączony jest każdy młody człowiek przychodzący do Oratorium. Każdy ma tu do odegrania jakąś rolę, tworzymy bliskie więzi, niemal rodzinne. Pozostaje jednak cel główny - wychowanie na dobrego chrześcijanina i uczciwego obywatela.

Przy tym dodać trzeba, że pojęcie dobry chrześcijanin ma w Oratorium wymiar ekumeniczny - są wśród młodych ludzi i prawosławni i protestanci. Jest też niemal regułą, że przychodzą tu ludzie poszukujący swojej drogi - z bagażem niełatwego życia, często wywodzący się z tzw. trudnych środowisk. Wielkie znaczenie dla procesu wychowawczego ma spuścizna po św. Janie Bosko - to on mówił, że trzeba towarzyszyć młodym ludziom w poszukiwaniu i odkrywaniu wartości. To on był geniuszem łączenia zabawy z modlitwą, życia codziennego z duchowym. To on wyznawał zasadę, że najpierw trzeba dać człowiekowi konkret - chleb, dach nad głową, obecność, nie zdawkowe zainteresowanie, akceptację. Dopiero w ten sposób nasyceni młodzi ludzie zaczynają widzieć przed sobą cel i wyznawać pewne wartości. Oratorium - jak chciał Jan Bosko - ma więc być domem, parafią, szkołą i podwórkiem. Domem - bo znajdują tu ciepłe miejsce dzieci potrzebujące wsparcia i pomocy, parafią - bo ewangelizacja pomaga im odnaleźć wiarę, szkołą - bo przygotowują się do życia w społeczeństwie, podwórkiem - bo tu spotykają przyjaciół i uczą się budować pozytywne więzi. Na tym właśnie polega kompleksowość Oratorium - przedsięwzięcia funkcjonującego przy Kawęczyńskiej od 1932 roku.

- Być może pojęcie struktura Oratorium nie brzmi zbyt zachęcająco - mówi z uśmiechem ks. Dariusz Husak - ale jest to niesłychanie ważne. W tzw. sektorze formacyjnym mamy niedzielne msze św. dla dzieci i młodzieży, spotkania modlitewne, spotkania formacyjne - dla członków tych grup i dla prowadzących je, duszpasterstwo akademickie „Przystań”, służbę ołtarza - ministrantów i bielanki. W sektorze animacji mamy spotkania wspólnot wychowawczo - duszpasterskich - tu wymieniają doświadczenia, ustalają priorytety prowadzący grupy, zarówno osoby świeckie jak i salezjanie, spotkania Rady Młodych - samorządu Oratorium, Szkołę Animatora Oratorium - to dla tych, którzy czują się na siłach w przyszłości poprowadzić grupę.

To tyle jeśli chodzi o zadania stricte duchowe. Warto dodać, że spośród 30 osób prowadzących grupy niemal wszyscy są wolontariuszami. Współpraca z innymi stowarzyszeniami i instytucjami jest niezwykle owocna. Stowarzyszenie “Otwarte Serce” zapewnia doskonałych socjoterapeutów, którzy prowadzą warsztaty. Jest również psycholog, związany ze Staromiejskim Domem Kultury, który w Oratorium prowadzi z młodymi ludźmi tzw. trening zastępowania agresji, służy radą i pomocą w trudnych sytuacjach.

- Najmłodsi, jest ich około czterdziestu, spotykają się po lekcjach w świetlicy socjoterapeutycznej. Są to dzieci pochodzące w dużej części z rodzin z problemami. Często stajemy przed dramatycznymi dylematami - choćby wtedy, gdy dzieci trzeba skierować do domu dziecka. Zajęcia specjalistyczne prowadzą socjoterapeuci i psycholog, wolontariusze pomagają w lekcjach i organizują zabawę. Dzieci mają zapewniony nieodpłatny gorący posiłek, w jego przygotowanie włączają się nawet bardzo sędziwi wolontariusze ze Stowarzyszenia Współpracowników Salezjańskich. Stwarzamy w ten sposób rodzinne więzi, jak w wielopokoleniowej rodzinie - mówi ks. Dariusz Husak.

Świetlica ma swoją patronkę, matkę św. Jana Bosko, Matusię Małgorzatę jak ją pieszczotliwie nazywają w Oratorium. To ona w Valdocco przez dziesięć lat - od 1846 do 1856 roku - opiekowała się wspólnie z Janem Bosko bezdomnymi chłopcami - prała, gotowała, sprzątała, szyła. I co najważniejsze była dla nich prawdziwą matką.

Do pokoju zagląda policjant, chciałby wiedzieć jak przebiegała „Zima w mieście 2004” dla 50 dzieci - przysiada na fotelu, notuje. Ksiądz Darek - tak mówią młodzi - spokojnie odpowiada na pytania. Policjant tłumaczy, że o raport prosili go przełożeni. Za chwilę do pokoju zagląda młody człowiek i pyta o wiertarkę. Nie mija kilka minut i na progu pojawia się dziewczyna z pytaniem czy ksiądz mógłby nastroić jej gitarę. Na wszystkie prośby i pytania ksiądz Husak odpowiada z otwartością i z uśmiechem, bez śladu zniecierpliwienia.

Oratorium utrzymuje stałe kontakty z rodzicami dzieci, z ich szkołą, z samorządem. Bardzo ściśle współpracuje z Pawłem Jarosem, Rzecznikiem Praw Dzieci, który sam jest wychowankiem Oratorium. Młodzi ludzie z Oratorium mają swój teatr - na jego deskach występują również osoby niepełnosprawne, tworzące grupę teatralną “Klamra”. Próby i przedstawienia odbywają się we własnej sali widowiskowej. W czerwcu ubiegłego roku przedsięwzięciem Niecodzienne spotkania codziennych twórców „Ulica do góry nogami” pozytywnie zakłócili spokój Kawęczyńskiej. Teatry były wszędzie - na skwerach, w podwórkach, na chodnikach. Koncertowały zespoły amatorskie, ale i gwiazda światowej wokalistyki jazzowej Urszula Dudziak. W listopadzie, we współpracy ze Staromiejskim Domem Kultury (jest to stała, długoletnia współpraca) zorganizowano Przegląd Małych Form Teatralnych dla świetlic środowiskowych z Pragi Południe. Na ten rok są plany zorganizowania podobnego przedsięwzięcia dla świetlic z Pragi Północ.

We współpracy z SDK działa grupa filmowa Mikroscena - młodzi ludzi tworzą małe formy fabularne i dokumentują wydarzenia ważne dla Oratorium, schola dziecięca Cherubinek i młodzieżowa grupa Ars Cantica dają oprawę muzyczną mszom świętym, ale nie tylko - występują na festiwalach muzyki religijnej. W Salezjańskiej Organizacji Sportowej “SL SALOS” chłopcy grają w piłkę nożną i koszykówkę. Trenują w salach gimnastycznych dwóch pobliskich szkół. W najbliższym czasie osobny artykuł poświęcimy związanemu z Oratorium Międzyszkolnemu Uczniowskiemu Klubowi Sportowemu „Praga Warszawa”, w którym w piłkę nożną grają … dziewczęta. Spektakularne sukcesy tego klubu to prawdziwa rewelacja.

Czas na rekonesans po licznych salach Oratorium. W przytulnej kawiarence z bilardem podchodzi do księdza Darka z jakimś pytaniem czarnowłosy młody człowiek z zagipsowaną ręką na temblaku. To Piotr Grzeszczuk, przewodniczący tzw. Lokalnej Rady Młodych. Ma 22 lata. Pytam, jakim człowiekiem trzeba być, by zostać wybranym na tak odpowiedzialną funkcję, w końcu przez rówieśników. Piotr tylko skromnie się uśmiecha.

- Nie mnie to oceniać. Zapytany o swoją drogę do Oratorium odpowiada - Po raz pierwszy przyszedłem tu jako ośmiolatek. Od pięciu lat jestem animatorem, teraz przewodniczącym Rady. Wyznaczam dyżury, odpowiadam za porządek, koordynuję różne prace. Zapytany o Oratorium mówi - Dobrze się tu czuję, to jest takie miejsce jak dom, teraz chyba nawet jest to mój pierwszy dom, tu jestem najczęściej. Tworzymy swoistą rodzinę, opartą na pozytywnej więzi i uczuciach przyjaźni. Tu obowiązuje zasada by mówić wszystko prosto w oczy. Uśmiecha się, kiedy pytam, jak złamał rękę - To się stało podczas gry w piłkę.

Wchodzimy do jednej z sal komputerowych. Tu młodzi ludzie zaznajamiają się z tajnikami systemów operacyjnych, programów i internetu - Oratorium dysponuje stałym łączem - niektórzy są tak dobrzy, że stworzyli i na bieżąco aktualizują doskonale skonstruowaną witrynę www.oratorium.waw.pl. Warto tam zajrzeć. W świetlicy Matusi Małgorzaty nie ma jeszcze dzieci. Są w szkołach. Sala teatralna na 190 miejsc robi wrażenie - profesjonalne oświetlenie, duża scena, kulisy, wygodne fotele. Mijamy hol z dwoma stołami do ping ponga, z oddali dobiega bardzo głośna muzyka. To z siłowni - przy dźwiękach techno bardzo umięśnieni młodzi ludzie ćwiczą z zapamiętaniem. Wszystko jest jak w klubie fitness - poza pozdrowieniem - szczęść Boże. Młodzież sama stworzyła siłownię - starsi chłopcy odkopywali pomieszczenie ze zwałów gruzu. Pierwszy sprzęt z odzysku trafił tu ze Stołecznego Ośrodka Sportu, stopniowo „baza ćwiczeniowa” rozrastała się o sprzęt darowany i kupowany. Siłownię prowadzą instruktorzy-wolontariusze. Wędrujemy na górę, by obejrzeć salę dydaktyczną. Jest cicha, bo oddalona od gwarnych pomieszczeń na dole, zielone ściany, błękitny dywan - bardzo uspokajające.

To fantastyczne miejsce - przystań dla tych, którzy są w drodze i szukają właściwego szlaku. W Oratorium znajdą go z pewnością...

Elżbieta Gutowska


11537