Daj siebie innym


Stowarzyszenie Monar opiekuje się dziennie około 15 tysiącami osób w 114 placówkach w całej Polsce. Stworzone przez nieodżałowanej pamięci Marka Kotańskiego, jest największą organizacją pozarządową operującą na krajowym rynku usług społecznych. W Centrum Pomocy Bliźniemu przy Marywilskiej spotykamy się przy okazji przekazania Monarowi cennego daru.

Ministerstwo Obrony Narodowej ofiarowało leki, środki opatrunkowe, płyny infuzyjne, drobne narzędzia chirurgiczne o niebagatelnej wartości 170 tys. zł. To pierwsza transza - w następnej będą podobne środki o wartości 300 tys. zł. Skorzystają z nich wszystkie placówki Monaru na Mazowszu.

W chłodnej sali Centrum Pomocy Bliźniemu zgromadzili się pracujący tu i mieszkający - rozmawiamy rozgrzewając się gorącą herbatą. - To dla nas bardzo cenny dar. Wszystkie medykamenty i środki opatrunkowe są pełnowartościowe i mają odpowiednie daty ważności - mówi Piotr Wiatr, dyrektor placówki. Poznaję strukturę centrum - izba chorych - ambulatorium, dwa hospicja onkologiczne - każde na dwadzieścia miejsc, dom dla młodzieży uzależnionej od narkotyków, dom dla bezdomnych na sto miejsc, szpital z trzydziestoma łóżkami, remontowany właśnie oddział detoksykacyjny dla osób uzależnionych, gabinet stomatologiczny. Zaskakuje mnie informacja o dwóch hospicjach onkologicznych, pytam o nie.

- To są miejsca przeznaczone dla osób terminalnie chorych, najczęściej na nowotwory, dla osób ubogich, nie mających rodzin, bezdomnych. Nie zajmą się nimi hospicja domowe - bo oni często nie mają własnych domów. Nie stać ich na płatne hospicja. U nas znajdują opiekę lekarską i pomoc w codziennych czynnościach - mówi Piotr Wiatr. W izbie chorych odbywa się pierwsze badanie internistyczne. - Tu również można uzyskać pomoc doraźną, choćby w postaci opatrzenia ran czy odmrożeń - mówi Henryk Kusa, dyrektor izby chorych i pogotowia Monar.

Pytam czy zdarzają się przypadki chorych na AIDS. - Zdarzają się, choć stosunkowo rzadko. Odsyłamy takie osoby do szpitala zakaźnego na Wolską - informuje Henryk Kusa. Doktor Magdy Yasin od wielu lat jest lekarzem rodzinnym Centrum Pomocy Bliźniemu. Pytam o hipotetyczną sytuację kobiety, matki niemowlęcia zażywającej narkotyki i karmiącej je piersią.

- Nie mieliśmy takiej sytuacji. Zwykle udaje się poddać kobietę detoksykacji jeszcze przed urodzeniem dziecka. Gdyby jednak takie zdarzenie miało miejsce niemowlę również należałoby poddać detoksykacji. Nie mamy tu na miejscu pediatry, ani specjalistycznego sprzętu, który można byłoby zastosować w przypadku tak małego dziecka. Przypuszczam, że musielibyśmy odesłać niemowlę do szpitala dziecięcego i rozdzielić je z matką na czas detoksykacji obojga - mówi doktor Magdy Yasin.

Centrum Pomocy Bliźniemu podpisało z miastem trzyletnią umowę na dzierżawę terenu przy Marywilskiej. - Cieszy nas bardzo, że miasto rozumie nasze potrzeby. Złożyliśmy wniosek o umorzenie pokaźnych długów , które urosły przez lata . Nie mamy pieniędzy na ich spłatę. Liczymy na życzliwość i zrozumienie władz miasta. Mamy poparcie Wydziału Polityki Społecznej. Czekamy na decyzję w tej sprawie. Jest wiele planów związanych z Centrum Pomocy Bliźniemu – wiele prac, które trzeba tu wykonać to konieczność. Musimy przede wszystkim poprawić stan mediów. Myślimy o remoncie sieci elektrycznej i wodno-kanalizacyjnej i o stopniowym remoncie całej placówki, nie tylko zresztą tej. Wiele domów Monaru w całym kraju, w których pomagamy ludziom, mimo ofiarności i zaangażowania samych mieszkańców, wymaga poprawienia elementarnych warunków bytowych - mówi Jolanta Koczurowska, prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Monar.

Jest wiele planów - apteka dla ubogich, w której nieodpłatnie otrzymywaliby leki z darów, laboratorium analityczne - pomogłoby szybko wychwytywać m.in. osoby zarażone wirusem HIV, detoks z prawdziwego zdarzenia, centrum interwencyjne - przejściowe lokum dla tych, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji.

- Z wykształcenia jestem psychologiem . Całe swoje życie zawodowe związałam z Monarem. Chciałabym, abyśmy w Centrum Pomocy Bliźniego przy Marywilskiej mogli pomóc każdemu człowiekowi, który do nas trafi. I to pomóc konkretnie. Jak pani widziała są tu ludzie chorzy, uzależnieni, w złym stanie fizycznym i psychicznym. I takich ludzi przybywa, zwłaszcza zimą. Widzę ogromną potrzebę pozyskania wyspecjalizowanej kadry, aby sprostać tym wszystkim wyzwaniom. Jeśli chodzi o pieniądze to z satysfakcją muszę stwierdzić, że w ubiegłym roku - po raz pierwszy - udało się “Marywilskiej” zakończyć rok prawie bez długów. Bardzo chcemy mieć oddział detoksykacyjny z prawdziwego zdarzenia. O pieniądze na ten cel będziemy występować do NFZ . Dotacja miasta w tym roku to 260 tys. zł. Liczymy na jakieś środki finansowe z Urzędu Wojewódzkiego, Ministerstwa Zdrowia , Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Stawiam na aktywizację społeczną i zawodową ludzi bezdomnych. Chciałabym, aby Ruch Wychodzenia z Bezdomności Monar - Markot rzeczywiście stwarzał szansę na wyjście z bezdomności. Chciałabym, by w całym kraju powstały monarowskie centra aktywizacji zawodowej z własnymi zakładami pracy. Już realizujemy pierwsze przedsięwzięcie - spółdzielnię budowy własnych domów. Właśnie powstaje w warmińsko-mazurskim pierwszy dom - zamieszkają w nim cztery bezdomne rodziny - mówi z satysfakcją Jolanta Koczurowska

W planach jest powołanie do życia szkół uczących deficytowych zawodów – ot, choćby szkoły lutniczej. Być może powstanie również szkoła wizażu. - Po skończeniu szkoły lutniczej nasi podopieczni mogliby wykonywać tanie instrumenty muzyczne i sprzedawać je we własnych sklepikach. Myślimy o hodowli kurki zielonej, o fermie strusi, o hodowli szparagów. To na razie marzenia, ale bez marzeń trudno cokolwiek zaczynać. Oczywiście trzeba dokonać rozpoznania rynku - działalność musi się opłacać. Być może zajmiemy się również renowacją starych mebli, poligrafią, produkcją kart świątecznych. Nie wykluczam otwarcia sklepu z tanią odzieżą. Pani prezes poszukuje wielkich i możnych sponsorów, bowiem na te wszystkie plany trzeba mieć pieniądze. Wierzy, że uda się ich pozyskać. Już pomaga Monarowi bank Pekao S.A., PKN Orlen, PBS i inni. - Jeśli chodzi o osoby uzależnione od narkotyków to Monar ma za sobą 25 lat doświadczeń w leczeniu i rehabilitacji tych osób. Należymy do pierwszej piątki europejskich potęg jeśli chodzi o kompleksową terapię uzależnień, ale ciągle mamy plany doskonalenia metod leczenia i rehabilitacji, musimy bowiem dostosować się do nowoczesnych standardów. Temu celowi służy m.in. remont oddziału detoksykacyjnego - zapowiada Jolanta Koczurowska.

Z przemiłym i bardzo pomocnym wolontariuszem oglądam centrum. Jednemu z hospicjów szefuje Danuta Kaczorowska. To niezwykle ciepła, uśmiechnięta osoba. - Wolontariusze - osoby bezdomne i uzależnione - przychodzą na dyżury i pomagają chorym. Niektórzy robią to z wielkim sercem. Wielu po raz pierwszy w życiu styka się ze śmiercią, bardzo to przeżywają, ale myślę, że jest to dla nich również jakaś forma terapii - mówi pani Danuta i z pewnością ma rację. Tak sądził założyciel Monaru. Na murze hospicjum czytam jego słowa „Daj siebie innym”. Na krótką chwilę siadam w fotelu w słonecznym gabinecie w budynku szpitala. Henryk Kusa informuje, że w tym fotelu lubił siadać Marek Kotański. Oglądam szpital z sześcioma salami chorych, izolatką i salą detoksykacyjną dla osób uzależnionych od alkoholu. Nowoczesnością zaskakuje gabinet stomatologiczny. Doktor Ayman Daghman kieruje drugim hospicjum. Jest dostępny całą dobę, mieszka przy hospicjum z żoną i maleńką córeczką. W jednym z budynków mieszkalnych, na piętrze, mieszczą się sale terapeutyczne dla osób uzależnionych od alkoholu. - Bezdomność bardzo często idzie w parze z uzależnieniem od alkoholu. Jestem terapeutką od 20 lat. Pracowałam m.in. na oddziale odwykowym w zakładzie karnym. Widziałam wiele, ale skala destrukcji u osób, z którymi pracuję tutaj jest nieporównywalna z niczym. Większość z nich podejmowała próby samobójcze planowane z pełnym rozmysłem. Oni tu trafiają dosłownie z zaświatów, z czeluści, ze strefy mroku - mówi Małgorzata Barszcz, terapeutka.

W noclegowni jest bardzo skromnie, ale czysto i ciepło, w małej stołówce kilku mężczyzn spogląda na mnie znad talerzy. Odchodząc z Centrum Pomocy Bliźniemu mijam jeszcze niewielki pomnik Marka Kotańskiego, nad zabudowaniami góruje figura Chrystusa z rozpostartymi ramionami...

Elżbieta Gutowska