Ludzie i ptaki

Gdyby nie artykuł w jednym z codziennych ogólnopolskich tytułów zapewne nikt nie pomyślałby, jak trudny jest los ptaków w wielkomiejskim środowisku. Asumptem do owego tekstu stały się prace przy ocieplaniu budynków Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej Praga, podczas których na otwory wentylacyjne zakładano zabezpieczenia w postaci siatek, co jest już standardem budowlanym.

Co mają siatki do losu ptaków? Bardzo wiele. Dotychczas ptaki bez przeszkód mogły się dostawać na poddasza przez otwory wentylacyjne, po zamontowaniu siatek zostały pozbawione możliwości dotarcia do gniazd. Odbywało się to - jak sugerowała autorka tekstu - w okresie lęgowym. Dorosłe ptaki nie mogły wysiadywać jaj i karmić piskląt. Problem spory, stąd zwołane przez RSM Praga posiedzenie panelowe połączone z wizją lokalną na białołęckim osiedlu mieszkaniowym i próby znalezienia sensownego wyjścia z sytuacji mało komfortowej dla ptaków i dla mieszkańców osiedli. Dlaczego dla mieszkańców? Ptasie odchody tworzą na poddaszach pokłady niezbyt ładnie pachnącej i niebezpiecznej dla zdrowia masy.

Jak powiedział szef jednego z osiedli RSM Praga nie jest prawdą, że zakładano siatki nie oglądając się na sytuację ptaków. Tam, gdzie były pisklęta - pozostawiano otwory, jaja usuwano. Największe problemy stwarzają gołębie - to one są głównymi sprawcami powstawania pokładów guana. Jak wynikało z przekazanych zebranym informacji, pracownicy RSM wielokrotnie usuwali warstwy ptasich odchodów, pełzając na czworakach, lub wręcz leżąc - poddasza są bardzo niskie. Używali masek - to niewiele dało i tak niemal wszyscy wymiotowali i kategorycznie zapowiedzieli, że nigdy więcej i za żadne pieniądze nie będą usuwać guana.

Następnym problemem wynikającym z nabudowywania się warstwy odchodów jest proces degradacji wełny mineralnej, która ociepla budynki właśnie na owych poddaszach. Wełnę trzeba wymieniać co cztery lata, a to powoduje dodatkowe koszty. Jak powiedział Andrzej Półrolniczak wszyscy mają świadomość, że ptaki gdzieś muszą mieszkać, stąd potrzeba znalezienia modus vivendi. W trakcie wizji lokalnej można było - wspinając się po wąskiej drabince - zajrzeć na poddasze jednego z budynków, co niniejszym uczyniliśmy. Gruba warstwa gołębich, niezbyt ciekawie pachnących odchodów, była widoczna na całej długości przestrzeni stropowych, doskonale widoczne były również spustoszenia jakie poczynił ich kwaśny odczyn w warstwie izolacyjnej wełny mineralnej.

W dyskusji jako pierwszy głos zabrał ornitolog informując, że gniazda w konstrukcjach budowlanych, w warunkach miejskich, zakładają jeżyki, szpaki, wróble, kawki, jaskółki oknówki i gołębie. Wszystkie ptaki - poza gołębiami - są chronione i niszczenie ich gniazd jest niedopuszczalne w okresie od marca do października. I tu pojawia się konflikt interesów, bowiem właśnie w tym czasie (ze względu na dobre warunki pogodowe) wykonuje się docieplenia budynków i remonty elewacji.

Naukowiec stwierdził, że ma świadomość, jaką niedogodnością dla mieszkańców są ptasie odchody, ale zapewnił, że pod względem sanitarnym nie stwarzają żadnego zagrożenia dla zdrowia. Nie są niebezpieczne nawet odchody gołębia miejskiego. Jako pewne rozwiązanie zaproponował skrzynki lęgowe dla kawek, szpaków i być może jeżyków, przy czym sposób ich budowania i miejsca, w których należałoby je montować powinny być konsultowane ze specjalistami. Andrzej Półrolniczak powiedział, że przy wsparciu Powiatowego i Gminnego Funduszu Ochrony Środowiska i po konsultacjach z ornitologami rzecz byłaby do zrealizowania. Jeśli chodzi o nieszczęsne otwory wentylacyjne, naukowiec zaproponował zmniejszenie co piątego z nich i pozostawienie go bez zabezpieczenia siatką, wykonanie wewnątrz odpowiednich tulei, co umożliwiłoby zakładanie gniazd mniejszym ptakom - jeżykom, szpakom czy choćby wróblom, których populacja dramatycznie spada. Jak powiedział, dzięki temu na poddasza nie będą się dostawały gołębie, które z pewnością poradzą sobie zakładając gniazda w innych miejscach. Ten pomysł i deklaracja pomocy ze strony ornitologów zostały bardzo dobrze przyjęte przez władze RSM Praga. Jak widać warto czasem podyskutować, bo ludzie i ptaki w miastach są na siebie skazani. I oby tak było zawsze.

E.G.

7320