Przestępczość dzieci i młodzieży
Podstawą jest informacja


- mówi st. aspirant Rafał Żebrowski, kierownik referatu ds. nieletnich i patologii VI KRP

Zakres naszych działań jest bardzo szeroki, zajmujemy się sprawami opiekuńczymi, demoralizacją (czyli m.in. niechodzeniem do szkoły, włóczęgostwem, udziałem w grupach przestępczych pijaństwem i narkomanią) oraz czynami przestępczymi wśród dzieci i młodzieży. W zakresie demoralizacji jako nieletni traktowany jest człowiek do 18 roku życia, natomiast w przypadku popełnienia przestępstwa już 17-latek traktowany jest jako dorosły. Warto o tym pamiętać!

Podstawą naszej pracy jest informacja. Pochodzi ona od dzielnicowego, do którego niejednokrotnie trafiają sąsiedzi, rodzice lub nawet sami zainteresowani. Część informacji zdobywamy sami, obserwując swój rewir. Sporo informacji otrzymujemy też ze szkół oraz z ogólnie dostępnego telefonu policyjnego 997. Wiele z nich jest anonimowych. Wszystkie - sprawdzamy. Tam, gdzie jest to potrzebne - podejmujemy działania.

Bardzo wiele spraw jest zaliczanych do kategorii opiekuńczych. Często są bardzo dramatyczne. Przykładów można przytaczać wiele, ale podam kilka różnych, z ostatnich dwóch lat.

W okolicach ulic Sierakowskiego/Kłopotowskiego mieszkała samotna matka, wychowująca dwójkę dzieci. Często w domu odbywały się libacje. Gdy matka traciła kontakt z rzeczywistością, młodsza dziewczynka, 5-letnia, wychodziła z domu - szukała mamy... Z reguły po paru godzinach matka orientowała się, że dziecka nie ma w domu. Powiadamiała policję, która zaczynała poszukiwania. Dziecko raz znalazło się pod pomnikiem Kościuszkowca, raz pod ZOO. Na szczęście, nic mu się nie stało. Każdorazowo odwoziliśmy je do placówki interwencyjnej, zapewniającej doraźną opiekę, do czasu decyzji sądu rodzinnego i nieletnich. Po kolejnej takiej interwencji, sąd podjął kroki w celu pozbawienia matki praw rodzicielskich. Dziewczynka znów przebywa w ośrodku wychowawczym.

Jakiś czas temu dostaliśmy informację, że na ul. Stalowej ojciec wystawia małe dziecko za okno. Pojechaliśmy, rozmawialiśmy z sąsiadami, którzy nie potwierdzili tej informacji. Ojciec tłumaczył się, że gdy jego roczne dziecko płacze, stawia je na oknie. I wtedy się uspokaja, obserwując to, co dzieje się na zewnątrz. Nie miało śladów bicia. Przyjęliśmy wersję ojca, ale dzielnicowy już uważniej obserwuje tę rodzinę.

Dwa lata temu, w zimie, gdy na zewnątrz było ponad 20 st. mrozu, do dzielnicowego przyszła z jakąś sprawą kobieta z około 5-letnim dzieckiem. Zwróciliśmy uwagę, że dziecko nie miało rękawiczek i było głodne. Potem okazało się, że matka ma 3 dzieci i żadnych dochodów: na 4 osoby dziennie przypadały dwie zupki chińskie! Prąd w domu od dawna był odcięty, a rodzina spała w ubraniu, przykryta kołdrami. Rozmawialiśmy z sąsiadami, którzy wiedzieli o tej sytuacji. Tego samego dnia dzieci umieściliśmy w placówce interwencyjnej, choć oprócz biedy matce nie można było nic zarzucić. Powiadomiliśmy opiekę społeczną. Dzieci wróciły do domu. Na święta policjanci z naszej komendy z własnej inicjatywy zorganizowali pomoc dla tej rodziny. Zdumiewające jest tylko to, ze sąsiedzi o wszystkim wiedzieli i... nic nie zrobili.

Problem, który ostatnio bardzo przybiera na sile, to demoralizacja. Coraz częściej zatrzymujemy dzieci pijące alkohol i pijane. Dziś właśnie wróciła po raz kolejny sprawa 16-latka z okolic Stalowej, który pije i jest zupełnie odporny na nasze działania. Robi to za przyzwoleniem ojca, który nie widzi w tym nic złego. Matka jest pozbawiona praw rodzicielskich, niedawno wyszła z więzienia po odsiedzeniu kilkuletniego wyroku. Chłopak w ciągu minionego roku zatrzymywany był 6-krotnie. Złożyliśmy w sądzie wniosek o skierowane go do placówki wychowawczej, tym bardziej, ze przydzielony mu kurator nie widzi szans na poprawę.

Naszym smutnym rekordzistą jest też chłopak, obecnie 12-letni, który mając 10 lat trafił do szpitala na Niekłańską po zatruciu alkoholem. Wtedy też zaczął próbować narkotyków. Był już w domu dziecka, skąd regularnie ucieka. Matka została już pozbawiona praw rodzicielskich. Teraz czekamy na decyzję sądu w sprawie umieszczenia go w placówce wychowawczej. W mojej kartotece jest 370 nieletnich, którzy dopuścili się rozmaitych czynów karalnych. Są wśród nich tacy, którzy maja na swoim koncie po kilkadziesiąt przestępstw: kradzieże, rozboje, paserstwo. Powinni trafić do domu poprawczego. Niestety, od takich decyzji jest sąd. Często zresztą jego orzeczenie jest pozytywne, ale wtedy zaczyna się cała procedura, przede wszystkim obowiązkowe badanie nieletniego w ośrodku diagnostycznym. Na to badanie trzeba często bardzo długo czekać. Zdarza się, że potem nie ma miejsca w domu poprawczym i znów trzeba czekać. Wielu nieletnich trzeba najpierw odtruć z narkotyków. To także trwa.

Oprócz takich działań, wiele naszego czasu pochłania profilaktyka. Spotykamy się z uczniami w szkołach. Stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę, że niejednokrotnie sami prowokujemy przestępcę. Głośne rozmowy przez telefon komórkowy na ulicy, skracanie sobie drogi przez ciemne zaułki i parki, manifestowanie swojej zamożności często kończą się wyrwaniem telefonu czy napadem. Mówimy o zgubnych skutkach zażywania narkotyków. Niejednokrotnie okazuje się, że wiedza na ten temat jest wręcz żadna. Spotykamy się tu z dużym zainteresowaniem, uczestnicy takich spotkań przyznają, że o wielu rzeczach po prostu nie wiedzieli. Staramy się też uczulać na to, co dzieje się obok. Wielu nieszczęściom można byłoby zapobiec, gdyby np. sąsiedzi nie byli obojętni.

Reagujemy na informacje o agresji w szkołach. Często - pod wpływem informacji nauczycieli czy pedagogów szkolnych - spotykamy się z uczniami i nauczycielami konkretnej klasy, w której ta agresja występuje częściej, niż gdzie indziej. Często efekt przekracza nawet nasze oczekiwania.

Bardzo dobrze sprawdzają się patrole szkolne, które codziennie odwiedzają wszystkie placówki. Nie tylko statystyka to wykazuje, ale także mówią o tym rodzice, nauczyciele i sami uczniowie: sytuacja w szkołach jest teraz dużo lepsza. Wszelkie informacje o tym, co dzieje się w Waszym sąsiedztwie, na ulicy, co Was niepokoi, a w czym możemy pomóc można przekazywać do dzielnicowego (Nowa Gazeta Praska publikuje wykaz dzielnicowych, wraz z ich telefonami i miejscami dyżurów), do nr 997 (Komenda Stołeczna) lub bezpośrednio do referatu ds. nieletnich i patologii: 603-84-28, 603-82-59, 603-84-74.

(T)
9649