Trudny rok

Rozmowa z burmistrzem Białołęki, Jerzym Smoczyńskim

Od roku jest Pan burmistrzem w innym mieście – o zmienionym ustroju. Białołęka straciła samodzielność, teraz niemal wszystko zależy od władz miasta. Jak się Pan w tej sytuacji czuje, biorąc pod uwagę fakt, ze przez 8 lat kierował Pan samodzielną gminą?

Rolą samorządowca jest umiejętność znalezienia się w każdej sytuacji, w której da się zrobić coś dla mieszkańców. Uważam, że zarówno dla miasta, jak i dla Białołęki, lepiej byłoby, gdyby gminy warszawskie zachowały samodzielność. Tego jednak – przynajmniej póki co – nie jesteśmy w stanie odwrócić. Na dziś mamy już poukładane stosunki z władzami miasta.

Czy jednak Białołęka będzie się nadal rozwijała?

Mam nadzieję, że tak , bo powinno zaprocentować to, co przez dwie poprzednie kadencje zrobiliśmy.

Ma Pan na myśli inwestycje?

Nie tylko. Okazuje się teraz, że to, co robiliśmy, miało ogromne znaczenie, które zaowocuje zwłaszcza teraz. Duża część Białołęki objęta jest już planami miejscowymi. Na tereny, na które plany opracowano po 1995 r., będzie można dostać pozwolenie na budowę praktycznie niemal od razu, bez ubiegania się o decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania. Paradoksalne jest to, że teraz łatwiej będzie o pozwolenie na budowę tam, gdzie kiedyś w ogóle nie wolno było budować, m.in. na terenach X-71 i O-50, czyli od Kobiałki do trasy Mostu Północnego. Natomiast są miejsca, gdzie przedtem bez problemu można było budować, a teraz cała procedura może trwać nawet około roku – bo nie ma tam planów miejscowych.

Gdzie, przykładowo?

Chociażby Winnica czy Nowodwory Zachodnie, zwłaszcza ul. Odkryta-Nowodworska. Tam plany były zrobione, ale mieszkańcy je oprotestowali, trafiły do NSA, który znalazł jakieś drobne uchybienia i plan nie wszedł w życie. Teraz, w związku z tym, pozwolenie na budowę będzie wydawał naczelny architekt miasta i musi je poprzedzać decyzja o warunkach zabudowy. Są też trzy plany, które zostały przygotowane, ale po zmianie ustroju miasta i całej reorganizacji nie uzyskały akceptacji, a teraz minęły już terminy i trzeba je ponownie wyłożyć lub rozpocząć wszystko od nowa. Dotyczy to planu Dąbrówka Szlachecka, Dąbrówka Grzybowska i Marcelin – część zachodnia.

Jakie są główne przyczyny protestów, które mieszkańcy składali wobec planów?

Bardzo różne. W Winnicy np. mieszkańcy odnosili się do Traktu Nadwiślańskiego, który nie był ujęty w planie miejscowym, ponieważ jest w planie ogólnym Warszawy. Nie było takiej potrzeby, ponieważ plan miejscowy nie może dokonywać zmian w ramach planu ogólnego. Mieszkańcy chcieli w ogóle zlikwidować Trakt, my zaś wychodziliśmy z założenia, że przede wszystkim musi być plan na tak znaczny obszar jak Winnica, czyli między Modlińska o Traktem Nadwiślańskim. Wiedzieliśmy, że jest to kwestią czasu. Dlatego na jednej z ostatnich sesji samodzielnej gminy podchodziłem do mieszkańców i starałem się ich przekonać do wycofania protestów, tłumacząc, o co chodzi: że planu nie będzie w ogóle, a wtedy powstanie znacznie trudniejsza sytuacja dla nich samych, jeśli zaakceptowaliby plan, nawet – ich zdaniem – nie do końca doskonały.

Białołęka jako gmina przez 6 lat była uznawana za najlepszą na Mazowszu pod względem inwestycji.... ....sądzę, że tak jest nadal, choć teraz nie możemy uczestniczyć w rankingu, nie będąc gminą. U nas jednak, co ma ogromne znaczenie m.in. dla inwestycji, udało się utrzymać większość urzędników z dawnych wydziałów architektury i geodezji, którzy teraz pracują w delegaturach miasta. Taka ciągłość jest bardzo ważna, bo chodzi o znajomość terenu, co ułatwia m.in. rozwiązywania spraw własności gruntów.

Co ma z tym wspólnego najlepszy nawet urzędnik?

Zna historię. Wie, czy w danym rejonie były uporządkowane księgi wieczyste, czy też własność była przez akty własności gruntów, itd.Taka wiedza bardzo ułatwia i przyspiesza pracę.

Przecież nie miał Pan wpływu na delegatury? To biura miasta?

Teoretycznie nie miałem – ale szefowie biur są daleko, a ja jestem blisko. Oni są nowi, a ja – stary. I to właśnie jest różnica między naszym urzędem a innymi w Warszawie. Nowych ludzi jest niewielu i w nowej organizacji pracuje się niemal tak samo, jak w starej. Dzięki temu w większości wydziałów nie ma u nas kolejek.

Ale nie ma pieniędzy....

Coraz bardziej przekonuję się, że pieniądze nie są najważniejsze. Jeśli urząd działa sprawnie, to w pewnym momencie pieniądze się pojawią. Czy to, co mieliście na inwestycje, w tym roku zostało wydane do końca?

Nie. Nie byliśmy w stanie ich wydać. Zbyt późno ruszyła procedura przetargowa, bo dopiero w maju. Dopiero wtedy dostaliśmy upoważnienia i informację, ile pieniędzy na inwestycje będziemy mieć w tym roku. Jest szansa, że w roku 2004 inwestycje będą wykonane.

Czy w przyszłym roku będzie więcej pieniędzy?

Raczej porównywalne kwoty.

Jest to i tak dużo mniej, niż mieliście w okresie samodzielności.

Owszem, ale nie na tym polega problem. Rzecz w tym, że w tak dużym mieście, jak Warszawa, oprócz dzielnicowych niezbędne są inwestycje ogólnomiejskie... ... a sztandarową jest Most Północny?

- Tak, i szybki pociąg do Nasielska przez Legionowo. Czy już wiadomo coś więcej o losach Mostu Północnego?

To temat, który wymaga przewodnika. Podobno prezydent jest skłonny do powołania w takiej roli pełnomocnika ds. budowy mostu, który będzie miał wszystkie uprawnienia do przygotowania i realizacji inwestycji.

Przecież w poprzedniej kadencji najbardziej zainteresowane gminy, czyli Bielany i Białołęka poczyniły już przygotowania. Czy to znaczy, że były daremne?

Nie. Było podpisane miedzy tymi dwiema gminami porozumie, przy udziale ówczesnego prezydenta Warszawy W. Kozaka, że od ul. Pułkowej do przyszłej trasy Nowo-Wincentego (to planowane przedłużenie ul. Głębockiej w głąb Białołęki, ok. 2 km od Trasy Toruńskiej, konkretniej od Carrefoura). Na tamten teren jako gmina Białołęka przygotowaliśmy decyzję o warunkach zabudowy. W 2002 r. decyzja była uzgodniona ze służbami powiatowymi i wojewódzkimi, dlatego w ogóle można było mówić o trasie Mostu Północnego. W tym okresie miasto przygotowywało również koncepcję budowy mostu. O decyzji co do trasy musieli być poinformowani mieszkańcy, którzy mogli się odwoływać. Odwoływać mogły się także organizacje.

Słynne już “Ptaki” z Gdańska?

Owszem. W I etapie wojewoda wydał postanowienie uzgadniające warunki zabudowy na część mostową mówiącą, że budowa mostu może się odbywać od września do marca, by nie przeszkadzać ptakom w okresie lęgowym. Tę decyzje uchylił minister ochrony środowiska, stwierdzając, że budowa może trwać przez cały rok. Zgodnie z obowiązującą procedurą następne postanowienie powinien wydać wojewoda. Uczynił to, ale teraz zaskarżyły ją owe “Ptaki” (dokładniej – Towarzystwo Ochrony Ptaków z Gdańska). W związku z tym sprawa została powtórnie rozpatrzona i 10 grudnia wojewoda wydał postanowienie, odrzucające żądanie Towarzystwa Ochrony Ptaków. Od tego postanowienia można się odwołać w ciągu 14 dni.

Czy wiadomo już, jaki to będzie most?

- Nie. Na razie przecież mówimy tylko o decyzji o warunkach zabudowy. Ani nie wiadomo, czy będzie wiszący, czy na podporach (to znacznie tańsze), czy będzie z szybkim tramwajem, gdzie będą zjazdy...Dla nas są to bardzo istotne sprawy. Wiadomo, że Warszawie potrzebne są obwodnice połączone z trasą A2. Na dziś jednak wiadomo tylko, że trasa ma biec do ronda Konotopa, a dalej powinna przebiegać dwiema drogami: jedna – trasą Mostu Północnego (lub Trasą Toruńską), a druga – przez Ursynów trasą N-S i przez Most Siekierkowski.

Z czym jest najwięcej problemów?

Zawsze przy tego rodzaju inwestycji największym problemem jest wykup gruntów. Sama budowa to już – w porównaniu – drobiazg. Moim zdaniem, już teraz należałoby zacząć ten wykup gruntów pod pas drogowy (to około 100-150 metrów), żeby potem nie było niespodzianek. Tereny przy trasie będą przeznaczone tylko pod budownictwo usługowe. Na pewno każdy inwestor będzie chciał lokalizować się jak najbliżej linii rozgraniczających trasy, które już są wytyczone. Wielokrotnie Pan powtarzał, że tu szansą dla mieszkańców jest połączenie trasy mostu z koleją tak, by szybko można się było dostać do prawie gotowej stacji metra przy Dworcu Gdańskim.

Tak, ale powtarzałem zawsze, że potrzebne są dwa wiadukty: u zbiegu Czołowej- Klasyków – Bohaterów oraz przy Mehoffera. Te wiadukty zapewniłyby szybki i bezkolizyjny przejazd takiego pociągu. To dałoby fantastyczne rozwiązanie komunikacyjne. Nakłady, według moich szacunków, nie są zbyt wysokie. Trzeba byłoby jeszcze założyć siatki zabezpieczające torowisko.

Czy tory wytrzymają szybki pociąg?

Oczywiście. Przecież tędy jeździ już szybki pociąg do Gdańska. A przecież łatwiej jest wykorzystać to, co jest, niż budować nowe – na ziemi, czy pod ziemią.

Korki na Białołęce stały się już udręką mieszkańców. Czy z takimi problemami przychodzą do Pana mieszkańcy na cotygodniowe dyżury?

Także, choć nie tylko. Są realistami, i na temat połączeń z innymi częściami miasta mogą się mi tylko wyżalić. Wiedzą, że ja też chcę rozwiązania tego problemu. Do niedawna przychodzili głównie z prośbą o pomoc przy podziale działek rolnych na cele budowlane.

Czy chodziło o odrolnienie?

Nie. Mieszkańcy chcieli scalić małe niekiedy paski w taki sposób, by powstały większe działki, nadające się już pod budownictwo, zwłaszcza jednorodzinne. Taki proces prowadziliśmy przez lata. Natomiast na początku tej kadencji miasto wstrzymało ten proces, zwłaszcza na terenach oznaczonych “O” (chodzi o tzw. kliny napowietrzające miasto – przyp. red.) Był taki moment, gdy władze miasta, mało znając tutejsze realia, uznały, że budownictwo tutaj zlikwiduje te kliny. Wyjaśniliśmy to, nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie, w terenie i sądzę, ze problem zniknął. Oczywiście, w tych rejonach nie wolno budować wysokich osiedli, ale tego nikt nie zamierzał.

Tym, wprawdzie zajmuje się delegatura, ale ja uważam, że dzielnica ma swój obszar i wszystko, co jego dotyczy, należy do zainteresowań burmistrza. Wprawdzie teoretycznie bezpośrednio mieszkańcom nie mogę tu pomóc, ale pośrednio działam tak, by im ułatwić życie.

Rozmawiała Ewa Tucholska






Żeby powiększyć miniaturę kliknij na niej

13299