|
XX sesja Białołęki
Rondo z latarnią morską
Zupełnie nietypowy początek miała ostatnia sesja Białołęki. Sala wypełniona była po brzegi uczniami gimnazjów i liceum, uczestnikami konkursu, któremu patronował burmistrz Jerzy Smoczyński. Konkurs rozpisała Liga Morska i Rzeczna. Jej nazwę otrzyma jedno z białołęckich rond, a konkurs dotyczył zagospodarowania małej architektury tegoż. Prac było bardzo wiele, wszystkie niezwykle oryginalne - można je było oglądać w przerwie obrad. Jury składające się z radnych, członków Ligi Morskiej i Rzecznej, przedstawicieli biura architektury musiało mieć nie lada problem z dokonaniem wyboru. Przyznano aż trzy główne nagrody i siedemnaście wyróżnień. Łukasz Najbauer (makieta ronda), Krzysztof Cieślicki (makieta) i Edwin Tomczak (projekt komputerowy) popłyną w nagrodę w rejs po Zalewie Wiślanym, szlakiem historycznych bitew morskich. Gratulując wszystkim nagrodzonym radny Krzysztof Bucholski, jednocześnie członek Ligi Morskiej i Rzecznej przypomniał, że Białołęka jest najbardziej wodną dzielnicą stolicy - aż 6 proc. jej obszaru zajmują rzeki, kanały i zalewy. W przerwie oglądaliśmy prace uczniów - rewelacja. Centralne miejsce na rondzie w makiecie Łukasza Najbauera zajmuje latarnia morska. Jak powiedział przewodniczący rady dzielnicy Dariusz Ostrowski, architekci wykorzystają makiety uczniów tworząc swoje projekty zagospodarowania ronda. Pomysł z latarnią morską bardzo się podobał. W centralnym punkcie ronda wg projektu Krzysztofa Cieślickiego na planie unijnego kręgu z gwiazd znajdował się zegar w kształcie białej kopuły, wskazujący czasy we wszystkich stolicach europejskich. Wydaje się, że nie od rzeczy byłaby kompilacja obu pomysłów. Z pewnością do wykorzystania jest również bardzo profesjonalny projekt komputerowy ronda wykonany przez Edwina Tomczaka. Inne makiety nie odbiegały urodą i trafnością koncepcji od nagrodzonych.
Po krótkiej przerwie mieszkanka dzielnicy Grażyna Taranek oficjalnie przeprosiła Dariusza Ostrowskiego za naruszenie jego dóbr osobistych jak nakazał jej sąd (sprawa żłobka „Bajka”). Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Warszawy nie zostało omówione przez przedstawiciela Biura Naczelnego Architekta Miasta. Jak wynika z pisma skierowanego do rady Białołęki pierwszy projekt zagospodarowania przestrzennego stolicy pojawi się dopiero we wrześniu. Białołęce znów przybędą nowe nazwy ulic - Zielony Zagajnik i Cudne Manowce. Radni pozytywnie zaopiniowali podział Białołęki na 11 odrębnych obszarów - Żerań, Tarchomin, Nowodwory, Dąbrówka Szlachecka, Henryków, Choszczówka, Białołęka Dworska, Szamocin, Brzeziny, Grodzisk, Kobiałka. Zastosowano kryteria - historyczne, geograficzne, bądź funkcjonalne. Cel - wymóg zastosowania jednolitych tablic z nazwami ulic i tablic informacyjnych dla całej Warszawy. Przyjęto kolejne zmiany w budżecie na 2004 rok. W interpelacjach i wolnych wnioskach pojawiły się pytania o sporym rozrzucie tematycznym - od częstotliwości koszenia traw przez dzielnicę (są środki jedynie na trzykrotne koszenie) i miasto (jak sugerowali radni bez limitów), przez egipskie ciemności w Parku Picassa (awarie w związku z budową gimnazjum przy Van Gogha), po sprawę nowego liceum w Białołęce. Lidia Polit optowała za powstaniem nowego liceum na europejskim poziomie. Zastanawiano się nad sensownością funkcjonowania liceum im. Herberta (75 miejsce w rankingu warszawskich szkół średnich). Burmistrz Lilianna Zientecka przekonywała, że miejsce w rankingach nie zawsze mówi całą prawdę o szkole. - To jest bardzo dobra szkoła i jestem przeciwna jej likwidacji. Być może liceum zostanie przeniesione do nowego budynku w kompleksie przy Van Gogha. Na marginesie tego tematu: rodzice - słusznie zresztą - starają się wybrać dla swoich dzieci jak najlepsze gimnazjum czy też liceum. W swoich preferencjach kierują się zarówno opiniami innych, jak i rankingami. Nic więc dziwnego, że poszukują możliwości nauki w liceum poza terenem Białołęki, która na dziś ma tylko jedno, stosunkowo „świeże” liceum, właśnie im. Herberta. Mimo upływu czasu, bo minęło już parę lat, przyklejone ma ono etykietkę dawnej szkoły zawodowej, jaka kiedyś było. Nie dyskutujemy o poziomie szkoły. Sądzimy jednak, że lepiej stałoby się, gdyby liceum im. Herberta na własną rękę zdobywało sobie pozycję w rankingach, która póki co nie jest najmocniejsza, a do życia powołane zostałoby nowe liceum – może na bazie obiektu szkolnego przy Van Gogha. Nowa kadra, nowe warunki, nowa pozycja startowa w rankingach. Bo przecież tylko w ten sposób można przyciągnąć nowych zdolnych i twórczych uczniów, którzy potem stanowią właśnie m.in. o opinii szkoły.
(egu)
|