|
Personalia najmniej ważne 4 stycznia wydał Pan pierwsze zarządzenie, anulujące słynne zarządzenie nr 44 poprzedniego dyrektora w sprawie udzielania informacji. Nareszcie dziennikarze będą mogli uzyskać odpowiedzi na pytania od pracowników merytorycznych, nie tylko od rzecznika prasowego. Dlaczego od tego Pan zaczął? Po prostu jawność działań uważam za jeden z najważniejszych elementów w pracy samorządu. Oczywiście, istnieje duża sfera informacji niejawnych, chociażby chronionych ustawą o danych osobowych, czy też związanych np. z przetargami. O tym jednak wiedzą zarówno urzędnicy, jak i dziennikarze. Mieszkańcy mają jednak prawo wiedzieć, co za ich podatki robi urząd. Choć odbyła się sesja, pod względem personalnym sytuacja nadal jest trudna... Rozumiem, że chodzi o Pawła Teresiaka. Nie ukrywam, że 19 stycznia zamierzam przedstawić pod obrady sesji wniosek o odwołanie go z funkcji członka zarządu. Nie jest to jednak jednoznaczne z rozwiązaniem stosunku pracy, ponieważ zgodnie ze statutem rozwiązuje go burmistrz gminy Centrum. To właśnie on będzie musiał podjąć decyzję czy umowę o pracę rozwiązuje i np. zaproponować inne stanowisko. Jaka jest w tym rola Rady Gminy Białołęka? Przecież jest jej radnym? Z ustawy wynika oczywiście ochrona mandatu radnego. Zastanówmy się jednak, w jaki sposób pełnienie mandatu radnego w Białołęce jest związane z pełnieniem funkcji zastępcy dyrektora na Pradze Północ? Ochrona z racji mandatu dotyczy nie tylko tej jednej osoby. Powszechnie mówi się o przeroście zatrudnienia w urzędzie przy jednoczesnym powierzeniu wielu funkcji radnym... W grudniu 1998 r. w urzędzie pracowały 174 osoby. W dwa lata później było ich 205. Przeprowadzona kontrola wewnętrzna z gminy Centrum wykazała wiele nieprawidłowości w zatrudnieniu: brak stażu, wykształcenia, a także kuriozalne sytuacje, gdy jest naczelnik i jego zastępca, którzy dowodzą jednym pracownikiem. Teraz czekamy na zalecenia pokontrolne. Trzeba będzie wprowadzić wiele zmian, a fakt, że niektórzy są radnymi, jest tylko dodatkową przeszkodą, ale w pełni do pokonania. To sprawy ważne, ale nie stawiam ich na pierwszym miejscu. Co więc będzie priorytetem? Sprawy wynikające z budżetu. Tegoroczny jest powieleniem ubiegłorocznego z dodaniem wskaźnika inflacji. Tymczasem moim zdaniem są zadania, które należy rozpoczynać i są takie, które należy kończyć lub ograniczać. Nie może być tak, że jeśli na coś przez lata dawaliśmy pieniądze, to tak pozostanie na wieki. Przykładem tego mogą być remonty placówek szkolnych. Od 1994 r. wydaliśmy na to ponad 15 mln zł. Praktycznie wszystkie są doprowadzone do odpowiedniego stanu. Trzeba w budżecie zarezerwować pewne środki na ich konserwację i bieżące remonty, a część środków przeznaczyć na inne, bardzo pilne potrzeby. Czyli? Poprawę bezpieczeństwa, bo na to w budżecie nie ma ani złotówki. Teoretycznie jest to zadanie powiatu; praktycznie jednak nie ma na to pieniędzy. Możemy doposażyć policję, możemy przeznaczyć pieniądze na nagrody dla najlepszych policjantów, żeby ich motywować. Uważam, że trzeba wesprzeć służbę zdrowia i gospodarkę komunalną. Mam zamiar dokładnie przyjrzeć się wydatkom administracyjnym i ewentualnie je ograniczyć. Sądzę, że do tych spraw będziemy wracać na bieżąco. Chciałabym jednak zapytać także o dwie sprawy: historyczną i współczesną, o które Pana oskarża się personalnie. Chodzi o udział w rozbijaniu "latających uniwersytetów"ówczesnej opozycji w latach 70 i dwuznaczną ocenę decyzji o pokryciu boiska w SP 51 tworzywem, które jakoby wywołuje u dzieci alergie. W latach 1994-1998 odpowiadał Pan za sprawy oświaty... Po kolei. O swoim udziale w tzw. rozbijaniu latających uniwersytetów mówiłem już szczegółowo 3 lata temu na sesji. Trudno, by jeden dzień z życia 18-latka, który na dodatek znalazł się w wirze tamtych wydarzeń przypadkowo, zaważył na życiu 40-letniego mężczyzny. Dlatego cieszę się, że ten fragment mojego życiorysu sami koledzy z Unii Wolności skwitowali jako "historyczny, podczas gdy teraz oceniają mnie merytorycznie". Natomiast zdumiewa mnie sprawa szkoły, tym bardziej, że identyczna nawierzchnia (podobna trochę do kortu) położona została, i to wcześniej, w szkole przy Szanajcy. O tamtej szkole nikt nie mówi. Były robione dwie ekspertyzy. Pierwsza nie była jednoznaczna. Druga dopuściła boisko do normalnej eksploatacji. Być może, rzecz jest w konserwacji: podczas upałów powinno być polewane wodą, tak jak kort. Chodziło nam, by na boisko nie wylewać betonu, ale pokryć je elastycznym tworzywem, zmniejszającym ewentualne urazy. W tej jednak sytuacji sądzę, że pokryjemy je sztuczną trawą. W sumie przyznam jednak, że najbardziej zabolały mnie podejrzenia: przez wiele lat byłem nauczycielem, w poprzedniej kadencji walczyłem o wszystko, co związane z oświatą i młodzieżą. Ubolewam, że tak to zostało skwitowane.
Rozmawiała Ewa Tucholska
|