|
XLVII Pragi Północ
Gorąca lipcowa sesja XLVII Sesja Rady Dzielnicy Praga Północ, ostatnia przed przerwą wakacyjną radnych i jedna z ostatnich w tej kadencji, początkowo zapowiadała się na krótką i w miarę bezkonfliktową. Zarząd dzielnicy pierwotnie zaproponował radnym debatę nad dwoma merytorycznymi punktami porządku obrad: kolejną już w tym roku korektą budżetu i nadaniem imienia księdza Stefana Niedzielaka skwerowi u zbiegu ulic Jagiellońskiej i Ratuszowej. Jednak nic na Pradze ostatnio nie przebiega normalnie. Sesja wyjątkowo zaczęła się z półgodzinnym opóźnieniem, spowodowanym - jak się później okazało - tworzeniem naprędce dodatkowych punktów porządku obrad. W rezultacie radni dostali pod głosowanie porządek obrad poszerzony o nadanie bibliotece publicznej na Pradze imienia księdza Jana Twardowskiego oraz stworzoną tuż przed sesją uchwałę o zleceniu komisji rewizyjnej przeprowadzenia kontroli w Wydziale Zasobów Lokalowych. Najspokojniej przechodziły uchwały o nadaniu imion kolejnych księży obiektom na Pradze Północ: bez debaty przy wstrzymaniu się radnych opozycyjnego SLD. Korekta budżetu wywołała falę krytyki ze strony radnej Marii Tondera, która po raz kolejny przypomniała, że budżet szczególnie w dziale oświata został zaplanowany na skandalicznie niskim poziomie, a w niektórych paragrafach środki przyznane szkołom na cały rok zostały wydatkowane już w I kwartale. Za przykład podawała paragraf 4260 zakup energii, który to koszt jest stały i powtarzalny co roku. Nowy zarząd bronił się, zrzucając błędy na poprzedników i chcąc ratować sytuację praktycznie zdjął z planu wydatków inną czołową inwestycję planowaną przez swojego poprzednika Roberta Sosnowskiego a mianowicie Sąsiedzkie Centrum Integracji Społecznej przy Korsaka 2/6. Za zaoszczędzone w ten sposób 2,4 miliona złotych postanowiono zatkać wszystkie dziury w budżecie dzielnicy, a szczególnie w oświacie. Projekt ten rada zaakceptowała jednomyślnie. Największą jednak burzę wywołała kolejna inicjatywa radnych PiS, aby skontrolować Wydział Zasobów Lokalowych urzędu dzielnicy po serii afer mieszkaniowych z udziałem radnych i urzędników PiS, które ostatnio ujrzały światło dzienne w centralnej prasie, a o których NGP pisała już od dawna. Przeciwko tej inicjatywie wystąpili, ku zdumieniu radnych PiS i publiczności, radni opozycji protestując przeciwko tworzeniu uchwał rady na kolanie. Projektowi PiS-owskiemu zarzucono brak terminu przeprowadzenia kontroli, okresu, który będzie przedmiotem kontroli, a w szczególności podmiotu, który ma być kontrolowany. Domagano się, aby przedmiotem kontroli nie był Wydział Zasobów Lokalowych, czyli urzędnicy, ale zarząd dzielnicy, który podejmuje ostateczne decyzje po zapoznaniu się ze stanowiskiem komisji mieszkaniowej i urzędników. Takie postawienie sprawy wywołało wielogodzinne debaty i polemiki. Kuluary szumiały, że PiS chce się oczyścić, zwalając winę za własne przekręty na Bogu ducha winnych realizatorów ich decyzji, czyli urzędników z Wydziału Zasobu Lokalowych. Oliwy do ognia dolał radny Jan Kisiel, który omyłkowo stwierdził, iż komisja rewizyjna nie pracuje w ustawowym 5-osobowym składzie. Nie sprawdzając tego faktu radni PiS, w tym przewodniczący komisji rewizyjnej Ryszard Kędzierski (dziwne że przewodniczący komisji nie pamięta, czy jego zespół liczy cztery czy pięć osób) postanowili natychmiast uzupełnić skład komisji rewizyjnej. Kolejnym wybrańcem PiS został Kazimierz Mioduszewski, ostatnio bohater wielu publikacji, bowiem ten radny już dwukrotnie w tej kadencji występował do dzielnicy o poprawę warunków mieszkaniowych i dwukrotnie z racji, iż nie spełnia kryteriów, jego wniosek był odrzucany. Chcą wpuścić lisa, aby kontrolował kurnik - tak w kuluarach rady komentowała tę decyzję opozycja. Mimo protestów radny Mioduszewski został członkiem komisji rewizyjnej. Było to chyba jednak pyrrusowe zwycięstwo PiS, na które poświęcono kolejne kwadranse obrad. Czas okazał się w tym przypadku sojusznikiem opozycji, bowiem w trakcie debat salę opuszczali kolejni radni PiS. W rezultacie, gdy prowadzący obrady w sposób przez niewielu mogący uznać za w pełni demokratyczny przewodniczący Wachowicz poddawał projekt o kontroli pod głosowanie, klub radnych PiS nie dysponował już na sali większością. Za kontrolą głosowało 10 radnych, tyluż samych było przeciw, w rezultacie ku ubolewaniu pozostałych na sali radnych PiS uchwała nie przeszła. Na koniec obrad po raz pierwszy na sesji zabrał głos burmistrz Marczewski i powiedział, że zarząd pracuje, bo na siedmiu posiedzeniach zarządu przyjęto 71 uchwał. Wystąpienie burmistrza trwało 1 minutę. Z powodu braku interpelacji i zapytań ze strony opozycji sesję czym prędzej zamknięto.
DCh
|