Czytelnicy pytają, burmistrz odpowiada

Pomyłka, którą prostujemy obok, wywołała lawinę maili od mieszkańców wschodniej części Białołęki. Dlatego zwróciliśmy się do burmistrza, Jerzego Smoczyńskiego, z prośbą o odpowiedź na pytania.

Jaki jest plan inwestycji w zakresie budowy żłobków, przedszkoli, szkół, chodników i instalacji kamer z fotoradarami w okolicach Ostródzkiej i Skarbka z Gór, bo zbyt duża prędkość samochodów w tej okolicy to standard?

Świadomość braku wystarczającej liczby przedszkoli i szkół w tamtej części Białołęki mieliśmy od dawna, ale już jakiś czas temu na łamach Nowej Gazety Praskiej mówiłem, że te inwestycje blokowało Biuro Edukacji urzędu miasta. Jeszcze jako samodzielna gmina planowaliśmy, że na 14 hektarach przy Ostródzkiej powstanie centrum zielonej Białołęki. W jego ramach miała być zbudowane gimnazjum, przedszkole, szkoła podstawowa, żłobek i dom kultury z basenem. Zostało to zapisane w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Gdy zmienił się ustrój Warszawy i straciliśmy samodzielność, okazało się, że Biuro Edukacji uważa, że można z tym jeszcze poczekać, ponieważ według nich są ważniejsze inwestycje. My uważamy, że gimnazjum i przedszkole w rejonie ul. Ostródzkiej jest niezbędne. Termin rozpoczęcia budowy związany jest z wyrokiem sądu, który musi uznać zasiedzenie Agencji Rolnej Skarbu Państwa na tym terenie.

Chodzi o to, że na tamtym terenie od wojny grunty były uprawiane przez PGR, czyli obecnie - Agencję Rolną Skarbu Państwa. Nie było prywatnych właścicieli, nie było żadnych roszczeń. Agencja zaoferowała nam tę ziemię za darmo, pod warunkiem, że będzie wykorzystana wyłącznie pod budowę dróg i inwestycji oświatowo-kulturalnych. Po to jednak, żebyśmy tę ziemię mogli przejąć, niezbędny jest akt notarialny, a do tego z kolei - sądowne przypisanie tej ziemi do Agencji Rolnej Skarbu Państwa. Według mojej wiedzy, wyrok powinien zapaść około 15 września.

Budowa przedszkola trwa około 12 miesięcy i kosztuje 11,2 mln zł. Jest już gotowy projekt (wizualizację zamieszczamy w materiale "Odkryta, nie Ostródzka" przyp. red.). Pieniądze na ten cel mamy zarezerwowane w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym. Jednocześnie będzie tam budowane gimnazjum. Przewidywany koszt około 16 mln zł, czas realizacji około 2 lat. Projektujemy też radykalną przebudowę szkoły nr 112 przy Berensona. Jeśli nadal będę burmistrzem, to przewidujemy następujący scenariusz: jeszcze w tym roku rozpocznie się budowa gimnazjum. Gdy tylko powstanie, przenosimy tymczasowo SP 112 do jego pomieszczeń. (zmieszczą się tam uczniowie obu szkół). Wyburzamy szkołą podstawową, bo jest to szkoła kontenerowa i bardzo daleka od potrzeb, i w ciągu półtora roku w jej miejscu stawiamy nową. W tym momencie dzieci wracają z Ostródzkiej.

Sądzę, że do tego będziemy w stanie przekonać każdą władzę, niezależnie, kto będzie prezydentem Warszawy. Jeśli tak się zdarzy, że nadal będę burmistrzem, to przy tej koncepcji będę się upierać.

Zresztą, moim zdaniem, nie wyczerpuje to potrzeb zielonej Białołęki. Biorąc pod uwagę ilość wydanych zezwoleń na budowę w tamtym rejonie - zarówno domów jednorodzinnych, jak i osiedli - osobiście uważam, że powinny powstać tam jeszcze co najmniej 4 szkoły podstawowe

- w pobliżu osiedla Agromana, przy ul. Głębockiej oraz kolejne przy ul. Ostródzkiej, ul. Ruskowy Bród i Szamocin. Dla tych trzech ostatnich szkół mamy działki, natomiast dla ewentualnej szkoły w pobliżu Agromana sądzę, że można by wymienić się z kościołem. Diecezja Warszawsko-Praska ma grunty w pobliżu dawnej siedziby PGR Lewandów, a jest zainteresowana naszymi działkami na Żeraniu Wschodnim, gdzie chce zbudować parafię. Taka wymiana byłaby korzystna dla obu stron.

Jeśli chodzi o żłobek, to jeżeli się uda wprowadzić do budżetu jego budowę w tym rejonie, to na jego powstanie potrzeba dwa lata, biorąc pod uwagę konieczność zrobienia projektu i przeprowadzenia wszelkich uzgodnień, wymaganych procedur. Dlatego na wrześniowej sesji chcemy wystąpić do Rady Warszawy z propozycją, żeby miasto wystąpiło do Sejmu z inicjatywą ustawodawczą zwiększenia dopłat do prywatnych przedszkoli i żłobków. Przecież niekoniecznie trzeba to wszystko budować z pieniędzy podatników, a potem, gdy minie wyż demograficzny, zastanawiać się, jak te obiekty zagospodarować. Ponadto, osób prywatnych, podejmujących takie przedsięwzięcie, nie dotyczą wszelkie wspomniane procedury, więc wszystko dzieje się szybciej. A przecież o to nam chodzi. Planujemy jednak, że w miarę możliwości finansowych powstaną obok szkół podstawowych przedszkola publiczne w rejonie Białołęki Dworskiej ul. Ćmielowskiej na Tarchominie, ul. Kobiałki, ul. Głębockiej i ul. Ruskowy Bród.

Sprawa chodników. W tym roku udało się pozyskać dodatkowe środki na ten cel. Wbrew pozorom, koszt jest znaczny - 200-300 zł za metr bieżący, w zależności m.in. od rodzaju "wykończenia", czyli krawężników. Jeszcze w tym roku wykonamy ok. 2 km chodnika, zresztą należącego do Zarządu Dróg Miejskich, na ul. Głębockiej (od kościoła do Trasy Toruńskiej), przy Białołęckiej - 2 km (od Trasy Toruńskiej do szkoły przy Juranda ze Spychowa) i uzupełnimy chodnik na ulicach: Mochtyńska, Ostródzka i Kobiałka, łącznie około 3 km na odcinkach, gdzie pozyskamy teren pod te inwestycje.

Kamery z fotoradarem. Przyznam, że nie występowaliśmy o to w tamtym rejonie. Chcemy tam zrobić ronda: przy skrzyżowaniu Berensona/Ostródzka i Zdziarska/Ostródzka. To znacznie spowalnia ruch. Póki co, trwają negocjacje z właścicielami gruntów, które w tym celu należałoby wykupić. Nie ma możliwości położenia tam "policjantów", bo na drogach, którymi porusza się komunikacja miejska jest to zabronione, pod rygorem wycofania autobusów. Najlepsi byliby żywi policjanci...

O kamery z fotoradarem wystąpiliśmy tylko w okolicach Kowalczyka i skrzyżowania Obrazkowa/Myśliborska. Aby taki monitoring miał sens, musi być połączony z Centrum Zarządzania Miastem. Tylko w tym rejonie Tarchomina jest niezbędne do tego okablowanie.

Czy władze dzielnicy przedstawią plany zagospodarowania przestrzennego dla Białołęki?

Plany zagospodarowania były wykonane w większości w poprzedniej kadencji. Każdy z nich był ogłaszany i wykładany dla mieszkańców, którzy mogli zgłaszać uwagi. Obecnie nie mamy uprawnień planistycznych; z reguły nawet nie są z nami konsultowane. Czasem, po starej znajomości, dowiadujemy się tylko, jakie są zamierzenia. W trakcie opracowania jest teraz plan obszaru za rzeką Długą w kierunku ul. Zdziarskiej na odcinku ok. 1 km. W okolicach Skarbka z Gór (bo rozumiem, że Czytelnik tam mieszka) istnieje plan od Toruńskiej do ul. Kobiałka między Ornecką a ul. Ruskowy Bród.

Czy władze dzielnicy przedstawią plan wykorzystania i występowania o środki z Unii Europejskiej?

O środki z Unii występuje gmina, a taki status ma obecnie m.st. Warszawa. Możemy w tym zakresie jedynie współpracować. Główne środki, jakie obecnie miasto otrzymuje, przeznaczone są na drogi, metro i modernizację oczyszczalni "Czajka".

Czy władze dzielnicy przestawią plany promocyjne dla inwestorów w zakresie inwestycji w nowoczesne technologie?

Nie przedstawimy. Nie tylko nie jest to nasze zadanie, ale nawet przez pewien okres obowiązywał zakaz. Teraz wprawdzie już go nie ma, ale od tego jest Biuro Promocji Miasta. Rozmawiam z inwestorami, pomagam, w czym mogę, ale robię to tylko na własną odpowiedzialność.

Dlaczego tak nieudolnie działa okienko z dowodami, prawem jazdy, dokumentami samochodu?

Kiedyś takich kolejek nie było. Moim zdaniem, jest zbyt mało urzędników. I to nie tych bezpośrednio w okienku, ale tych, którzy te dokumenty przygotowują. Nie mam na to wpływu, bo podobnie jak pracownicy delegatur (architektury, geodezji, nieruchomości) są oni zatrudniani przez urząd miasta. Pracownicy Wydziału Obsługi Mieszkańców podlegają dyrektorowi Biura Administracji i Spraw Obywatelskich. W ciągu ostatniego pół roku odeszły dwie osoby - jedną "pożyczył" na dwa miesiące urząd na Bemowie (i do tej pory nie oddał), a druga przeszła na emeryturę. Mam obiecane przywrócenie tych dwóch etatów.

Przypomnę, że na początku mijającej kadencji było polecenie "odchudzenia" administracji w ramach taniego miasta. Jest taniej, ale czas mieszkańców staje się droższy. Wczoraj rozmawiałem na ten temat w p.o. prezydenta K. Marcinkiewiczem. Obiecał rozważyć możliwość zwiększenia liczby etatów w delegaturach, pod warunkiem, że wezmę na siebie odpowiedzialność za te zwiększenie. Zgodziłem się, bo tylko to może poprawić obsługę naszych mieszkańców.

Notowała Ewa Tucholska